Styl skandynawski zauroczył Marzenę na długo przed tym, zanim stał się tak popularny. Mieszkała wtedy z partnerem i synem w tradycyjnym bloku na warszawskim Bemowie. – Przeglądałam zagraniczne pisma, w których czarowały przestronne, jasne wnętrza pełne urokliwych drobiazgów, i wzdychałam do podobnych klimatów – mówi. Na szczęście te marzenia  okazały się realne. Dziadkowie i teściowa przekazali młodym dom, który w rodzinie był od kilku pokoleń – najpierw jako malutki domek pradziadków, potem został przebudowany w stylu kanadyjskim. Młode pokolenie miało kontynuować rodzinne dzieło i powiększyć dom do własnych potrzeb. 

Nowy stary dom

W „kanadyjczyku” dobudowano piętro, schody. Półtora roku temu pierwsze pokoje były gotowe do zamieszkania. Marzena mogła się rzucić w wir urządzania. – Już wcześniej uwielbiałam pchle targi, sklepiki ze starociami, bazarki  pełne przedmiotów, które nadawały się do kreatywnych przeróbek – opowiada. – Miałam więc sporo różnych drobiazgów, które pasowały do mojej koncepcji wystroju. Ale oczywiście przeróbkom i nowym pomysłom nie było końca. Dom – tak założono od początku – jest wielopokoleniowy. Z młodymi zamieszkali dziadkowie. Większość parteru stanowi duża wspólna przestrzeń, która została podzielona na strefę salonu i jadalni. Tu też jest miejsce na kuchnię. Na dole znajdują się również pokoje dziadków. Góra należy do młodych. Część powierzchni zajmuje sypialnia gospodarzy z kącikiem do pracy pani domu. Sąsiaduje z nią pokój syna i łazienka. Reszta to wolna przestrzeń, której gospodarze nie chcieli ograniczać.

Skandynawska przytulność

Bazą jest biel – na taki kolor pomalowane zostały ściany, biała lub pobielona została też większość mebli. Pozostałe barwy
to szarość, kamienny beż, naturalny brąz. Tworzą klimat spokoju i harmonii. Przesycona duchem skandynawskiej prostoty
całość jest zarazem funkcjonalna i pełna ciepła, urządzona zgodnie z rytmem codziennego życia, tak by każdemu mieszkańcowi było tu wygodnie.

– Dom ciągle powstaje – mówi Marzena. – Często wymieniam różne detale, zwłaszcza tekstylia, bo to najłatwiej. Dopasowuję
je do pory roku, nastroju. Ja i mój partner kochamy też pracę w drewnie, robimy proste stoliki, tace. Nawet dziadkowie ulegli tej pasji – śmieje się. Kreatywność gospodarzy sprawia, że stare rzeczy zyskują nowe przeznaczenie. Perforowany blat biurka w sypialni to spód dziecięcego łóżeczka pana domu, znaleziony w garażu dziadka. Goście pytają, skąd wzięli płytę o takiej ciekawej fakturze. Bazą niektórych sprzętów są stare abażury– ich konstrukcja nabiera całkiem nowej jakości po usunięciu tkaniny.

W stylu hygge

Drobiazgi, których wszędzie pełno, odzwierciedlają aktualne pasje pani domu. Zdobione pasmanterią i koralikami koronkowe
łapacze snów pojawiły się, gdy odkryła nobliwą urodę ręcznie robionych koronkowych serwetek. Pochwaliła się gotowymi
łapaczami na Facebooku, a one tak się spodobały, że zaczęła robić je na zamówienie. Na zamówienie szyje również poduszki,
zasłony i różne drobiazgi dekoracyjne (nawet tipi do dziecięcych pokoi). Zaczęła też pomagać ludziom w urządzaniu wnętrz, bo – jak sama mówi – w ładnym otoczeniu żyje się radośniej, ciekawiej. Przed nią kolejne wyzwania: dom otoczony jest starym ogrodem, pełnym zieleni i tajemniczych zakątków. W królestwie Marideko przydałyby się taras, oczko wodne...

Jak mieszka Marzena Marideko? Zobacz więcej zdjęć >>>

--

Zobacz też: Jak mieszka autorka bloga Baśniowy Dom? >>>