Żyli długo i szczęśliwie?

Historia miłości Lucyny i Tomka to gotowy scenariusz na film. W dzieciństwie przez dwanaście lat mieszkali na tym samym osiedlu, chodzili do jednej podstawówki, ale się nie znali. Później Lucyna wyprowadziła się z rodzicami na drugi koniec Polski, a Tomek po maturze wyjechał do ojca do Kanady. Będąc tam, poznał na popularnym wtedy internetowym czacie Gadu-Gadu dziewczynę z Polski. To była Lucyna. Dla niej wrócił do kraju, wzięli ślub, zamieszkali w Warszawie. Po roku urodziła się im córka, dwa lata później syn. Tomek pracował w firmie informatycznej, Lucyna uczyła angielskiego w liceum. Żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że odkąd zaczęło im się powodzić, ciągle kłócili się o... pieniądze. – Tomek jest z natury bardzo oszczędny, ja rozrzutna – przyznaje Lucyna.

Co kłóci się w stadle małżeńskim...

Tomek uważał, że szastam jego pieniędzmi na prawo i lewo. Ja oskarżałam go, że o mnie nie dba. Z roku na rok było coraz gorzej. Aż skończyło się rozwodem. Przez pięć lat każde żyło swoim życiem. Lucyna została z dorastającymi dziećmi, po jakimś czasie zaangażowała się na kilka miesięcy w nowy związek. Tomek był sam, całą energię poświęcał na rozkręcanie własnego biznesu. Byli małżonkowie utrzymywali ze sobą rzadkie, ale przyjacielskie kontakty. Zaczęłam się zastanawiać:
jak to możliwe, że pieniądze poróżniły tak fajnych, pasujących do siebie ludzi? Zwrot akcji nastąpił na weselu siostrzenicy
Tomka. – Usadzili nas po skrajnych stronach stołu, bo myśleli, że będziemy się kłócić – śmieje się Tomek. – A my po dwóch
godzinach wyszliśmy razem z tej imprezy. I tak zostało do dziś.

Czasem dobrze jest wejść drugi raz do tej samej rzeki

Przed drugim ślubem podpisali intercyzę. Teraz każdy ma swoje konto, swoje pieniądze. – Po ośmiu miesiącach mojego nowego starego małżeństwa mówię szczerze: nie jest łatwo – uśmiecha się Lucyna. – Kocham Tomka, cieszę się, że jesteśmy razem, ale gdy opadła euforia, ciągle musimy się pilnować, by nie kłócić się o to samo, co rozbiło nasz związek.
– To jak pokonanie nałogu – dodaje Tomek. – Cały czas musisz pamiętać, czego się wystrzegać. Bo raz sobie poluzujesz 
i popłyniesz. Dlatego też o pieniądzach nie rozmawiamy. Trzeba się kontrolować, ale najważniejsze, że jesteśmy razem.

Zdjęcie: Fotolia

Wybaczyć niewierność

Kilkumiesięczny romans trudniej wybaczyć niż jeden skok w bok. Tak uważała 37-letnia Kinga, której mąż zauroczył się
dziewczyną poznaną w fitness clubie i oszukiwał żonę przez długi czas. Romans w końcu się wydał. Najpierw był wybuch
emocji: pakowanie walizek mężowi, grożenie rozwodem, samotne noce spędzone w hotelu. Później próba zrozumienia hotelu. Później próba zrozumienia sytuacji, znalezienia winnego. Marek powtarzał, że stracił głowę, żałuje tego, co zrobił, winę zrzucał na stresującą pracę. – Wbił mi nóż w serce – wspomina Kinga. – Ale nie chciałam robić gwałtownych ruchów ze względu na naszego czteroletniego synka.

Terapia małżeńska

Mieli opracowany plan naprawczy. Oddzielają grubą kreską wszystko, co złe. Nie rozdrapują ran. Od teraz mówią sobie o
wszystkich zawodowych kłopotach. Nie rozpowiadają o małżeńskim kryzysie rodzinie ani znajomym. I jak najczęściej się kochają, dotykają, całują – trzeba przecież naprawiać intymność w związku. Któregoś wieczoru wybuchłam i wykrzyczałam, że nie mogę udawać, że wszystko jest OK, bo codziennie myślę o tym, że spał z inną kobietą, może nawet mówił, że ją kocha –  wspomina Kinga. W końcu zaproponowała terapię małżeńską. Chodzą na nią już półtora roku. Jest lepiej, bo akceptują siebie pogubionych, płaczliwych albo zamkniętych w sobie. Nie udają, że będzie jak dawniej. Ale wierzą, że może być dobrze. – Zdrady nie da się wymazać – mówi Kinga – ale można się nauczyć z nią żyć, o ile przepracujesz ją na tyle, by przestać o niej mówić w codziennym życiu.

Zdjęcie: Shutterstock