Nie jestem uczepiona jego ramienia, a on mojego – mówi o swym mężu Piotrze prezenterka Paulina Sykut-Jeżyna. – Ale
najlepiej czujemy się razem. Nie lubię, gdy on wyjeżdża, nie mogę bez niego spać. W domu jest pusto. Trafiłam na prawdziwego mężczyznę. I jestem o niego zazdrosna. Ale jeśli ktoś pozna naturalny urok Piotra, nie będzie mi się dziwił
– śmieje się Paulina. I dodaje: – Zazdrość o partnera, taka w ramach rozsądku, jest czymś pozytywnym, bo świadczy, że nam na sobie zależy. Dla Rafała Maślaka związek z Kamilą Nicpoń to nauka kompromisów. Udaje się. Dla Kamili ten związek bywa trudny. Przez zazdrość. – To naturalne, choć ona wie, że cały jestem jej. I tylko jej – zapewnia Rafał.

Zdjęcie: K.Opaliński

Paulina Sykut-Jeżyna: Moja zazdrość o Piotra jest dojrzała, przefiltrowana przez rozsądek. Piotr Jeżyna: Burzliwe chwile trwają u nas krótko. 

– Pierwsze spotkanie? Miałam 16 lat, Piotr 10 lat więcej. Rok później byliśmy już parą. Wspólnie obchodziliśmy moją osiemnastkę – wspomina Paulina. – Po tylu latach jesteśmy doświadczeni, dojrzalsi, ale to, co podoba mi się w naszym związku, to to, że Piotrek jest takim samym fascynującym chłopakiem, jakiego poznałam. Facet, który – kiedy jestem smutna albo udręczona – rozjaśnia wszystko swoim uśmiechem. Daje radość i energię. Ktoś ich sobie przedstawił przypadkiem. – Paulina zachwyciła mnie swoją szczerością. Nie schlebiała mi, nie udawała. U mnie to nie było jak rażenie piorunem, mężczyźni chyba tak nie mają. Zawsze byliśmy gdzieś blisko siebie, bo należeliśmy do tego samego towarzystwa. Wspólne wakacje, imprezy – wspomina Piotr.

Ze strony Pauliny zauroczenie pojawiło się w sekundę. – Pierwsze spojrzenie i wiedziałam, że jest inny od reszty. Przystojny, inteligentny, zadbany, elegancki i TEN uśmiech. Szeroki, jasny. „Skąd on jest?! Z Ameryki?” Gdy poznałam Piotra, byłam
za młoda i potrzebowaliśmy roku, by coś między nami się wydarzyło. Musiałam mu chyba zaimponować tym, że śpiewałam
– widziałam w jego oczach podziw. Jeździł ze mną na koncerty. Paulina mówi, że Piotrek ma niezwykły uśmiech, którym
urzeka wszystkie kobiety. – A przy tym nie jest typem czarusia. Nie kokietuje, nie bawi się w żadne gierki. Zawsze bardzo
mi imponował tym, że prócz osobistego uroku i wdzięku miał klasę i dobre wychowanie. Pamiętam, gdy jeszcze łączyła nas tylko znajomość, jego koledzy zwykle oglądali się za dziewczynami, a Piotrek nie. Nie musiał. To kobiety oglądały się za nim. Miał dużo koleżanek, bo budził zaufanie i szacunek.

Od zawsze byłam zazdrosna o Piotra. 

– Kiedyś to naprawdę bardzo, taką dziewczęcą zazdrością. Wystarczyło, by jakaś kobieta obejrzała się za Piotrkiem, a ja to mocno przeżywałam. Dziś zazdrość też jest, ale już inna: nie gwałtowna, ale „dojrzalsza”, przefiltrowana przez rozsądek.
Bo Piotr, nawet gdy jest adorowany, bardziej z tego się śmieje, niż bierze na serio. Cóż on, biedny, może zrobić: jakaś kobieta wysyła mu sygnały, mimo że on nie prowokuje – śmieje się Paulina. – Mogę tylko syknąć: „Widziałeś?!”.
„No, widziałem...”, Piotrek komentuje ze śmiechem. Ale nie lubię gierek typu „zrób na złość”. Sama nie flirtuję, by wzbudzić zazdrość u Piotrka.

– Zanim zacząłem spotykać się z Pauliną, miałem sporo dziewczyn – przyznaje Piotr. – Byłem jeszcze niedojrzały, więc tamte związki były inne, rozpadły się. Nasza miłość przyszła naturalnie, spokojnie. Byłem już starszy. Nie jestem typem zazdrosnego partnera. Gdybym taki był, to nie pomagałbym Paulinie w karierze, raczej starałbym się ją stłumić, a nie kibicować, wypychać do dużego miasta, na scenę, do ludzi. Chciałem zapewnić Paulinie możliwość rozwoju, pokazania się,
a nie zamknąć ją – dla swojej wygody – w klatce. Nie jestem facetem, który powie żonie: „Najlepiej, jeśli z nikim nie rozmawiasz, na nikogo nie patrzysz i tylko siedzisz ze mną w domu”. Nasza relacja jest dojrzała.

Piotr wie, że Paulina jest o niego zazdrosna. – Ona sama nie dostarcza mi powodów do takich emocji, jak to często robią inne dziewczyny, prowadząc grę z partnerem. Takie sztuczki niczemu dobremu nie służą. Ale w zazdrości nie widzą niczego złego. – Bo nigdy nie można mieć pewności: ja mam tego człowieka. Nie można kogoś posiąść i myśleć, że to już na zawsze. Ludzie sobie odpuszczają i m.in. dlatego tyle małżeństw się rozwodzi. Trzeba pracować nad związkiem, ciągle się starać o siebie nawzajem – podkreśla Piotr. Dla Pauliny mąż jest człowiekiem czynu. – Są mężczyźni, którzy często mówią „kocham cię”, obsypują kwiatami i na tym poprzestają. Piotr mniej powie, a więcej zrobi. Lubi mnie zaskakiwać prezentami, ale przede wszystkim o jego uczuciu i zaangażowaniu świadczy to, jaki jest na co dzień. Że jest przy mnie – uśmiecha się Paulina. – To najbliższa mi osoba. Kocham też jego rodziców, moich teściów. Z mamą Piotra wzruszyłyśmy się ostatnio,
gdy dziękowałam, że tak wspaniale wychowali syna.

Dorośliśmy razem. Wszystkie trudne sytuacje, które przeszliśmy, pokazały, jak wiele nas łączy.

Przed ślubem zdarzył się im kryzys, jak to w związku, ale on paradoksalnie wzmocnił ich więź. – Jesteśmy zgranym teamem – mówi Paulina. – Piotr jest ułożony, opanowany, nastawiony na rozwiązywanie problemów, konkretny. On: zodiakalna Panna, ja – Koziorożec. Jesteśmy połączeniem nieba i ziemi. A w takim związku muszą być tarcia. Jestem stroną bardziej emocjonalną, intensywną w uczuciach.

Piotr: – Burzliwe chwile nam się zdarzają, ale u mnie trwają bardzo krótko. U żony trochę dłużej. Wtedy staram się ją rozśmieszyć, żeby zły nastrój minął. A mija w trudzie. – Bo ja reaguję bardzo emocjonalnie – tłumaczy Paulina. – Gdy się zdenerwuję, często płaczę. Potem potrzebuję czasu, by się uspokoić. Są przeciwieństwami, ale uczą się od siebie, proszą nawzajem o radę. Paulina: – Częściej proszę ja, bo miewam problemy natury egzystencjalnej. Piotrek świetnie potrafi ocenić
sytuację, co mnie – przez emocje – czasem się nie udaje. On mnie mobilizuje. Ja, bałaganiara, przy nim staram się być porządna, poukładana. Nie wiem, czy bez Piotra chciałoby mi się starać. Pierwsze potrawy, jakich nauczyłam się gotować, były dla niego. Sukces Pauliny w Warszawie „nakręcali” razem. Razem przyjeżdżali na castingi. Na konkursy poezji śpiewanej – też razem. – Zawsze dopuszczałam Piotra do moich spraw zawodowych. „Chodź ze mną, przecież nie chcę
pójść sama”. – Gdy Paulina zaczęła pracować w Polsacie, przenieśli się do Warszawy. – Ale nie od razu z nią pojechałem.
W Puławach miałem i nadal mam swoją firmę, nie mogłem więc wszystkiego rzucić. Dużo jeździłem za granicę. Ale żyjemy razem, bo związek na odległość nie ma przyszłości – zapewnia Piotr.

Zdjęcie: K.Opaliński

Dla mnie ważne jest wsparcie Piotra. Jego radosne usposobienie bardzo mi pomaga.

– A i ludzie, z którymi pracuję, znają go, lubią – podkreśla Paulina. – Cenią jego zdanie nie mniej niż ja sama. Piotrek mówi coś, co dla mnie zawsze jest bardzo budujące: że imponuje mu moja determinacja w osiąganiu celu. A ja tych swoich cech nawet nie dostrzegam, bo mam jakieś swoje lęki, wątpliwości. Bez Piotra nigdy nie odkryłabym, że jestem waleczna, dzielna. Nie miałam pojęcia, że lubię scenę. Czuję, że z każdym rokiem jestem bardziej pewna siebie, rozwijam się, rozpościeram skrzydła. Piotr lubi oglądać żonę na scenie. Czuje wtedy dumę. – Często mówię: „Przecież dasz radę, jesteś dobra w tym, co robisz”. Trochę więcej od niej przeżyłem, umiem oddzielać prywatne spojrzenie na Paulinę od zawodowego. Bo jeśli żona robi coś źle, zawsze jej o tym powiem. Nawet gdy jej to się nie spodoba – mówi Piotr.– Zawiodłam się na kilku tzw. przyjaciołach. Z ich strony znikła szczerość, gdy zaczęło mi się wieść zawodowo. Potem to zrozumiałam: ludzie potrafią być zawistni. A Piotrek nigdy mi nie zazdrościł. Nie zniechęcał, nie umniejszał tego,co robię. To mądry facet! – puentuje Paulina.

Kamila Nicpoń: Nie kryję – jestem o Rafała zazdrosna. Rafał Maślak: Powtarzam Kamili, że inne mogą na mnie tylko popatrzeć

Zdjęcie: K.Opaliński

Byli już parą, gdy wystrzeliła medialna kariera Rafała. Pokazy, telewizja, zdjęcia, propozycje, imprezy, nowe znajomości
– z tego względu Rafał podjął decyzję o przeprowadzce do Warszawy. – Rozłąka nie wchodziła w grę. Potrzebuję Kamili przy sobie. Dla niej decyzja, by zamieszkać ze mną, z dala od rodziny, była trudna: obce miasto, zero znajomych. Znalazła pracę jako technik weterynaryjny w lecznicy dla zwierząt, została też manikiurzystką. – Na popularność Rafała Kamila patrzyła
z rezerwą. – Dręczyła mnie myśl: „A jeśli się okaże kolejnym zwykłym podrywaczem?”. – Stopniowo jednak zyskiwał w jej 
oczach. – Dojrzewałam do decyzji, by zaryzykować i dać mu mały kredyt zaufania. To było trudne, bo z natury jestem nieśmiała i nieufna. Wreszcie któregoś dnia szczerze zapytała:

Czy bierzesz mnie na poważnie?

Rafał już wiedział, że chce, by ich znajomość stała się trwałym związkiem. – I Kamila jest ze mną, choć przydarzały
się sytuacje, które ją wiele kosztowały... Bo a to nagle musiałem wyjechać, pojawić się na imprezie, a to miałem sesje z modelkami. Po „Tańcu z gwiazdami” pojawiły się plotki o romansie Rafała z Agnieszką Kaczorowską, jego partnerką taneczną. Doprowadziło to Kamilę do łez. – Czułam się podle – kwituje dziewczyna. – Szczerze? Nie wiem, czy ja na jej miejscu bym to zniósł – przyznaje Rafał. – Ale to też było zadanie dla mnie: przekonywać ją, rozmawiać, wyjaśniać, rozwiewać najmniejsze wątpliwości, nie zostawiać z niedopowiedzeniami czy podejrzeniami. I tym bardziej doceniałem, że Kamila jest przy mnie. Prostolinijna, z dobrymi intencjami.

Gdy się poznaliśmy, byłem zwyczajnym, anonimowym chłopakiem, który w dodatku nie miał pieniędzy na pierwszą randkę! Gdy wygrał wybory Mistera Wielkopolski, poprosiła:„Rafał, nie zmieniaj się”. – Cieszę się z jego sukcesów, bo są jego, ale sam fakt, że stał się osobą medialną, nigdy minie imponował – wyjaśnia Kamila. – Bałam się, że nowe, kolorowe życie popsuje Rafała i nas rozdzieli. Tak, jestem o Rafała zazdrosna, ale uważam, że zazdrość w związku jest uczuciem normalnym. Mnie na Rafale zależy. Kiepsko  znoszę jego wyjazdy – wiem, że otacza go wianuszek kobiet. On chyba wyczuwa moje obawy, bo dzwoni, zapewnia: „Pamiętaj że jestem z tobą, jestem twój”. Rafał: – Opowiadam jej o swojej pracy, by wiedziała, jak jest naprawdę, a nie ulegała głupim domysłom i podszeptom. Gdy mam sesję z modelkami, prowadzę imprezę w klubie, to pracuję, a nie bawię się. Nie chcę, by Kamila przeze mnie czuła się niekomfortowo.

Każda rozmowa jest dla nas jak terapia. Nie uznajemy cichych dni. Kawa na ławę zamiast niedomówień. Kamila: – Nie lubię ciszy. Choć sama jest piękna kobietą (była twarzą marki kosmetycznej, brała udział w lokalnych wyborach miss), zazdrość
o Rafała była dla Kamili najtrudniejszą stroną tego związku. Pamięta czas, gdy myślała, że już nie da rady, że kariera Rafała prędzej czy później oddali ich od siebie, zniszczy związek. – Byłam bliska decyzji, by – oszczędzając sobie łez i nerwów – zerwać z Rafałem już, teraz, „na spokojnie”, a nie czekać na konkretną katastrofę. Spakowała się i wyprowadziła z ich wspólnego domu, aby przemyśleć wszystko. Cztery dni spędziła sama. Rafał był wtedy na jakiejś sesji. Wrócił do pustego mieszkania. – Już wcześniej przeczuwałem, że dzieje się coś niedobrego. Z początku byłem zły, że jednak pojechała do siebie choć prosiłem, by poczekała na mnie. Widziałem, że to poważny kryzys, nie kaprys. Przez dwa dni nie odzywaliśmy się do siebie, źli na siebie nawzajem. Zadzwoniła do mnie mama Kamili, z pytaniem, dlaczego jej córka cały czas płacze. To mnie otrzeźwiło. Zadzwoniłem do Kamili i przegadaliśmy sytuację. Dałem jej czas, by na spokojnie przemyślała nasze sprawy. Nie chciałem na nią naciskać –opowiada Rafał. A rozmowę zakończyłem tak:

Czekam na ciebie, pamiętaj.

– Wątpliwości? Czasami jeszcze mam, drobne. Ale tłumaczę sobie: Rafał jest osobą publiczną, w końcu to normalne, że mój facet podoba się dziewczynom – uśmiecha się Kamila. – Myślę, że dziś nie jest z tą zazdrością tak źle, choć życie z przystojnym facetem, w dodatku facetem „medialnym”, do najłatwiejszych nie należy. On jednak zawsze wraca do domu
i do mnie! – Rafał powtarza Kamili: „Inne dziewczyny mogą tylko popatrzeć, ty możesz mnie dotknąć”. Stara się też rozgraniczać życie medialne i pracę od życia domowego. – Gdy wracam do domu, staram się nie przytłaczać Kamili opowieściami, co robiłem przez cały dzień. Chyba że sama wyrazi zainteresowanie. 

Pytani o wspólne życie, śmieją się.  – Kto na kogo pierwszy ponarzeka? – Rafał zerka na swoją dziewczynę. Kamila: 
– Wszędzie leżą buty. Jego! Ma ich więcej niż ja! Rozumiem: moda to jego praca. Ale pudła z ciuchami do sesji wywędrowały na balkon, bo nie mieściły się w pokoju. Rafał: – Dopiero gdy zamieszkaliśmy razem, dowiedziałem się, że moja dziewczyna to śpioch. Jeśli następnego dnia nie musi rano iść do pracy, wstaje o godz. 13. I to mnie denerwuje! Bo ja mam ustalony porządek dnia: o 7.00 pobudka, trening, śniadanko. Mówię Kamili: „Chodź ze mną na siłownię”. „Nie chcę, daj mi spokój”
– słyszę najczęściej. Ale potem wraca z treningu i przyznaje: „Rafał, jak dobrze, że dałam się namówić!”. Podstawą ich życia jest kompromis. Dzielą między siebie obowiązki domowe. Wyznaczają sobie dyżury. „Ja pozmywam, ty zrobisz zakupy”. Czasem trzeba się potargować: jeśli Kamila wyjdzie z psem, Rafał zrobi śniadanie. Ale to on organizuje ich wspólne życie.
– Potrafię zmobilizować i siebie,  i Kamilę, jestem poukładany, zadaniowy, zawsze pozytywnie nastawiony. Chciałbym, by Kamila była bardziej stanowcza. Ona nie potrafi odmawiać. Rafał już się nauczył asertywności. – W poprzednim związku byłem totalnym pantoflem!

Zdjęcie: K.Opaliński

Z Kamilą potrafię już wypracować kompromisy.

Kamili podoba się konkretność Rafała. – Wie, czego chce, potrafi planować. Często pytam go o radę, liczę się z jego zdaniem. Potrzebuję zdecydowanego mężczyzny, bo sama mam z tym problem. Rafał dopinguje mnie, zachęca. Gdy chcę coś zrobić, zawsze pytam, czy i on ma na to ochotę. Nie narzucam swojej woli, nie jestem zadziorna. W związku stawiam na zgodę. Pod tym względem się dobraliśmy. Nie szarpiemy się ze sobą, nie walczymy. – Jeśli coś nie spodoba się nam w partnerze, nie robimy sobie wzajemnie uwag przy innych. O tym trzeba pogadać, ale na osobności, w domu – dodaje Rafał.