MATERIAŁ PARTNERA

Czy zastanawialiście się jak Wigilia wygląda na Śląsku? Jakie potrawy królują tego dnia na stołach i czy różnią się od tych serwowanych w innych rejonach Polski?
Zapraszamy na śląsko Wilijo!

Potrawy w parzystym szyku
Cała historia rozpoczyna się od wypatrywania pierwszej gwiazdki. Kiedy tylko pojawi się na niebie, wszyscy domownicy zasiadają do uroczystej kolacji wigilijnej, która nie koniecznie składa się z 12 dań. Jest kilka ważnych potraw, które muszą pojawić się na stole, ale liczba nie ma tutaj większego znaczenia (ważne, żeby była parzysta). Najistotniejsza jest świadomość, że jemy to samo co nasi pradziadowie zamieszkujący te okolice 150-200 lat temu.
Aby podkreślić wagę tego wieczornego posiłku, który jest najważniejszym momentem całego dnia, niektórzy utrzymują ścisły post od godzin porannych. Nie jest to obowiązkiem, ale są rodziny, gdzie przestrzega się tej tradycji.

Nasiona konopi w zupie
Wigilia musi być postna. Kolacja rozpoczyna się od zupy. Najczęściej jest to żur, rosół rybny bądź siemieniotka.. Barszcz czerwony czy grzybowa, znane w innych częściach Polski, są dużo rzadziej spotykane.
Żur na Śląsku znany był już w średniowieczu. Według legendy przepis na tę zupę miał powstać przypadkiem. Otóż pewien gość, który przybył do gospody oznajmił karczmarzowi, że ofiaruje mu worek złota, jeżeli dostanie potrawę, której nie będzie w stanie skonsumować. Oberżysta niewiele myśląc wymieszał zakwas na chleb razowy z wędzoną kiełbasą, doprawił czosnkiem oraz zerwaną spod drzwi lebiodą i podał klientowi. Mężczyźnie tak zasmakowała zupa, że inni gości również się jej domagali.
Oczywiście podczas Wigilii spożywa się żur postny, bez kiełbasy i wędzonki. Wzbogaca się go grzybami, śmietaną oraz hojną garścią majeranku. Czasami gospodynie gotują żur na łbach karpi. Do tego ziemniaki w mundurkach bądź w formie puree z odrobiną mleka.
Semieniotka obecnie jest rzadziej spotykana, ale są rodziny, gdzie wciąż je się tę tradycyjną zupę. Powstaje ona z tłuczonych nasion konopi. Dawniej wierzono, że posiada magiczną moc. Ponoć chroniła przez wrzodami oraz świerzbem. Aby zupa nie była gorzka konopie należy utłuc, zalać wodą oraz gotować do uzyskania klarownego wywaru. Całość doprawia się liściem laurowym oraz zagęszcza mąką z dodatkiem mleka. Siemieniotkę podaje się z krupami, czyli kaszą tatarczaną bądź grzankami. Ponoć po narodzinach Jezusa zaserwowano ją wszystkim, którzy przybyli do stajenki.
Było to tak, że jak się Jezusik narodził, to w Betlejem razem spotkali się Żydzi i poganie, co tam mieszkali. Spotkali się i trzeba było potem coś zjeść, bo już zgłodnieli, jak tak mówili o tym narodzeniu, i się też zastanawiali, co z tego będzie. To wtedy ugotowali siemieniotka po raz pierwszy. Konopie, co były potrzebne, to przynieśli Żydzi. No a krupy to przynieśli ci poganie i przez to nazywają się „pogańskie”. To przy tej siemieniotce była ta ich wieczerza. To na pamiątkę tego, że była w dniu Bożego Narodzenia, teraz się jom też je na Wilijo (Elżbieta Łabońska, „Śląska kucharka doskonała”).

Kartofle w parze z karpiem
Później przychodzi kolej na ryby. Wśród nich króluje karp, zwykle smażony na patelni. Mało kto wie, że to typowo śląska ryba. Na wigilijne stoły trafiła z Austrii przez Czechy, gdzie zwana była kaprem. Dopiero później rozprzestrzeniła się na całą Polskę i dziś jest sztandarową potrawą wigilijną. Przed przybyciem karpia jedzono inne ryby słodkowodne, które hodowano w okolicznych stawach. Dodatkiem do tego dania są ziemniaki. Na Śląsku pojawiły się już około 1800 roku i są ważnym elementem regionalnej kuchni, więc nie może ich zabraknąć także wśród wigilijnych dań.
Czasami oprócz karpia podaje się także rolmopsy, czyli płaty śledziowe zawijane z marchewką, cebulą i ogórkami kiszonymi. To dosyć młody zwyczaj, gdyż śledź przybył na Śląsk z Niemiec dopiero 120-130 lat temu.
Na wigilijnym stole musi znaleźć się miejsce na kapustę. To warzywo żywiło całe rodziny na długo przed pojawieniem się karpia czy kartofli. Od święta obowiązkowo dodaje się do duszonej kapusty także groch. To proste danie, ale wielu wspomina je z sentymentem.

Śląsk, podobnie jak cała Polska, nie jest jednolity pod względem kulinarnym. Górale w Beskidzie Śląskim na Wigilię przyrządzają bryję. To gęsta potrawa z suszonych owoców z dodatkiem kwaśnej śmietany i cynamonu. Serwowana jest na ciepło bądź zimno z lanymi kluskami lub ziemniakami.

Czas na maszkiety!

Zwieńczeniem kolacji wigilijnej są wyczekiwane przez wszystkich makówki. Te słodkości dawniej przygotowywano w wannach czyli dużych baliach i jedzono, aż do Trzech Króli. Wierzono, że zjedzenie makówek pomoże scalić rodzinę, która zawsze pozostanie razem. Czym są te maszkiety (słodycze)? To nic innego jak pokrojone w drobne kawałki i namoczone w mleku bułki wymieszane z masą makową, w której musi znaleźć się miód i bakalie.

Na deser serwuje się też moczkę. To gęsta potrawa piernikowa z dodatkiem bakalii. Jej podstawą jest kompot z suszonych owoców, który wzbogaca się migdałami, orzechami włoskimi, figami, śliwkami oraz rodzynkami. Na koniec przychodzi czas na pokruszony piernik rozrobiony piwem. Ostatecznie moczka nabiera konsystencji budyniu. Każda gospodyni na swój przepis na to danie. W zależności od proporcji dodanych składników może mieć słony aromat bądź bardziej słodki smak. Czasami dominuje w niej piernik, innym razem na pierwszy plan wydobywa się woń cytryny, czekolady czy owoców.
Uzupełnieniem posiłku jest kompot z pieczek, czyli suszonych owoców z dodatkiem soku z cytryny. Co ciekawe w Beskidzie Śląskim, zwłaszcza w rejonie Bielska-Białej, napój ten uzupełnia się fasolą lub grochem.

Śląskie potrawy wigilijne są daniami prostymi, ale wiąże się z nimi jakaś historia i są mocno zakorzenione w tradycji kulinarnej tego regionu. Ciekawi jesteście jak smakują? Przepisy na wszystkie te dania znajdziecie na stornie http://www.slaskiesmaki.pl/. Warto dodać, że Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” zdobył główną nagrodę w konkursie EDEN (European Destinations of Excellence) w kategorii lokalna gastronomia. Więcej na www.edenpolska.pl.