Posadzić las w butelce? Niemożliwe. A jednak ta magia udaje się Justynie Stoszek, malarce i rzeźbiarce. Jak ona to robi? – Jestem dzieckiem lasu, znam tajemne zaklęcia – uśmiecha się artystka, która wychowała się u dziadków, w drewnianym domu w lesie. – Dziadek zabierał mnie na wędrówki, obserwowaliśmy drzewa, mchy. Lubiłam w nie się wtulać. Zapach wilgotnej ziemi, korzeni, roślin wprawiał mnie w stan błogości – wspomina. Gdy dorosła, jej leśne kompozycje stały się powrotem do dzieciństwa, ale także do sztuki, z którą po ukończeniu ASP nie chciała mieć nic wspólnego. 

– Przez 10 lat nie byłam w stanie wziąć ołówka do ręki. Okaleczono moją wrażliwość – wyznaje. Pomogła jej wtedy joga. Ucząc jej – najpierw siebie, a potem innych – wracała do siebie. Aż poczuła, że jest gotowa na odważne decyzje. Zakończyła związek, zamknęła szkołę jogi i przeprowadziła się z Krakowa do Warszawy, gdzie na Saskiej Kępie trafiła do pracowni litografii. – Mocna zmiana. Masz 40 lat i zaczynasz od nowa. Ekscytujące, ale niepokoi.

Pierwszy las w butelce

Na szczęście miałam swoje lasy, które działały jak balsam. Pierwszy las? Poziomka posadzona w laboratoryjnej łezce. Justyna otuliła ją mchem, zamknęła probówkę kamykiem i podarowała przyjacielowi. – Chciałam, żeby miał blisko siebie przyrodę, którą tak kocha – opowiada. Prezent go zachwycił, a kiedy po kilku tygodniach poziomka niespodziewanie wydała owoce, zadzwonił z wieścią: „Słuchaj, to jest niesamowite, tam wszystko rośnie!”. Powiedział, że to jest takie „moje” i powinnam się tym zająć – mówi Justyna. 

las-w-butelce
JUSTYNA STOSZEK / WWW.FORESTFOREVER.EU

Oczarowana zjawiskiem, posadziła w słoju dębową siewkę, ale kiedy ta zrzuciła liście, pomyślała, że się nie przyjęła. – Nie skojarzyłam, że jest jesień, pora gubienia liści. Nie wiem, dlaczego nie wyrzuciłam słoika. Przyszła wiosna, a mój dąb się zazielenił i mam w pracowni kawałek raju! – opowiada artystka i zdradza sekret: historia jej każdego miniaturowego lasu zaczyna się w prawdziwym lesie.

Jak powstają te niezwykłe kompozycje?

– Korzystam z uprzejmości przyjaciół, którzy mają kawałek lasu. W nim zostawiam swoje słoje na jakiś czas. Chcę, żeby natura zrobiła pierwszy krok. Robi! Wpadają do środka ziarenka roślin, siewki drzew – opowiada leśna czarodziejka. Gdy przywozi słoje do domu, z ciekawością obserwuje, co w nich wyrasta. – Przyroda zawsze zaskakuje. A ja? Tylko kończę jej dzieło, czyli uzupełniam kompozycję tak, żeby podkreślić piękno natury – mówi skromnie, choć tworzenie żywych obrazów to przecież długi proces, który wymaga cierpliwości i uwagi.

forest-forever
JUSTYNA STOSZEK / WWW.FORESTFOREVER.EU

Gdy Justyna czuje, że roślinki są już gotowe do samodzielnego życia, zamyka naczynia. Wtedy las tworzy własny ekosystem. Nie potrzebuje podlewania,
jedynie naturalnego światła. – Moje lasy nazwałam Forest Forever. Chcę, aby przypominały o tym, co ważne. Mam na myśli naturę, a symbolicznie naszą
wrażliwość – tłumaczy artystka. Jej lasy rosną coraz piękniej. Już nie tylko polskie, ale i tropikalne. Nie tylko u niej w pracowni, ale też w domach ludzi, którzy je pokochali i zapragnęli mieć na wyciągnięcie ręki kawałek leśnego świata.

Las w butelce - zobacz więcej niezwykłych kompozycji w szkle >>>