Red. Czym jest dla Ciebie pisanie? Jak to się stało, że zostałaś pisarką?

Anna Szafrańska: Miłość i szacunek do książek wszczepiła mi moja mama i z biegiem lat ten zapał ani trochę nie zmalał. Mniej więcej w czasie nauki w gimnazjum, dość niepewna własnych możliwości, zaczęłam pisać pierwsze opowiadania, czy zalążki powieści. Wtedy jeszcze nie każdy dzieciak miał w domu komputer, o laptopie nie wspominając, więc z koleżankami zapisywałyśmy całe zeszyty własnymi pracami.
Skąd czerpałam pomysły? Początkowo z innych książek, z filmów czy seriali, które oglądałam, jako nastolatka. Jak bumerang wracała do mnie myśl: zrobiłabym to inaczej. W liceum przerzuciłam się na "papier elektroniczny", znalazłam forum, gdzie inni użytkownicy udostępniali własne prace, a czytając je zaczęłam się zastanawiać, czy sama kiedyś odważę się stanąć twarzą w twarz z krytyką ze strony anonimowych czytelników. Pisanie do szuflady to jedno, natomiast dzielenie się własnymi myślami, poglądami, wizją świata, historiami i bohaterami... To trochę inny poziom. Zaczęłam pisać pierwsze fanfiction, czyli powieści fanowskie bazujące na serii "Zmierzch", a po pozytywnych opiniach zdecydowałam się napisać własną powieść. Tak powstał Teatr życia znany jako Widmo grzechu i Grzech pierworodny oraz Dziewczyna ze złotej klatki. Mam też jeszcze jedną powieść z tamtego okresu, Mój azyl, która do dziś leży na dnie szuflady i cierpliwie czeka na swoją kolej.

Czy od dziecka marzyłam, by zostać pisarką? Niekoniecznie. Czy od zawsze lubiłam pisać? Zdecydowanie tak. To właśnie czytanie rozwinęło moją wyobraźnię, poszerzyło zasób słów, wprawiło w ruch machinę, której już nie potrafię zatrzymać. I nie chcę.

Trzydziestolatka, która pisze o problemach osiemnastolatków? Dlaczego? Chciałaś zachować w pamięci własne dojrzewanie?

Jestem pewna, że w historii literatury pojawiły się starsze i bardziej doświadczone autorki, które wydały książki o tematyce new adult, jednak niekoniecznie jest to spowodowane tym, że chcą zatrzymać "własną młodość". W pracy pisarza liczy się pomysł, zaangażowanie w tworzenie świata, ujednolicenie bohaterów i ich losów, które chcemy ożywić, gdy czytelnik rozpocznie przygodę z książką. Tu liczy się kreatywność, odpowiednie wczucie się w historię, a i nierzadko bazowanie na doświadczeniu własnym, czy bliskich nam osób. W pracę nad każdą książką wkładam część samej siebie, angażuję się i przez jakiś czas żyję i współodczuwam wraz z moimi bohaterami, którym niejednokrotnie rzucam kłody pod nogi. Wielu młodych ludzi jest na etapie, który ja już mam dawno za sobą, jednak przez swoje powieści staram się przekazać, iż życie jest ciągłą parabolą, a wobec licznych dramatów i tragedii, które nas dotykają nie należy się załamywać, a walczyć. Dzięki temu mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że biorę odpowiedzialność za każde napisane słowo.

Twoje powieści poruszają bardzo traumatyczne sprawy. W pierwszej części Jakub, Alicja i Eryk musieli zmierzyć się z traumą samobójczej śmierci Szymona, brata Alicji. Z jakimi problemami będą sobie musieli poradzić w drugiej części?

Całą trylogię "Spragnieni" umieściłabym pod sztandarem z hasłem: akceptacja. Bohaterowie moich książek muszą się zmierzyć w wieloma bolesnymi doświadczeniami, które w pewnym sensie stanowią wprowadzenie do dorosłości - skłaniają do podejmowania pierwszych ważnych decyzji, wystawiają ich na próby, zmuszają do uległości, bądź walki, z jednoczesnym przesłaniem, iż najważniejsze jest to by pokochać i zaakceptować samego siebie.
W drugim tomie, Spragnieni, by kochać, bohaterami są Ewelina i Eryk, którzy pochodzą z dwóch przeciwstawnych światów. Eryk wychowany został przez troskliwych rodziców, którym zależało na jego szczęściu, jednak nie byli oni nadopiekuńczy, a pozwolili mu rozwinąć skrzydła i żyć na własnych zasadach. Inaczej niż u Eweliny, która nie mając oparcia w rodzicach, nie mogła liczyć na dom niosący za sobą ciepło i bezpieczeństwo. Przez liczne doświadczenia stała się nieufna, przestała wierzyć w bezinteresowność i dobroć ludzi, którzy wyciągnęli do niej pomocną dłoń. Przestała też marzyć, że cokolwiek może zmienić, bo bała się niepotrzebnych rozczarowań. W tej części ważne będą słowa "chcę" i "mogę", bo mimo że wydają się one proste, to tak naprawdę niewielu z nas zdaje sobie sprawę, jak ważne mają one znaczenie i jak silnie oddziałują na naszą osobowość. Na przykład, że chcemy kochać i możemy kogoś obdarzyć tym szczególnym uczuciem.

Co było impulsem do napisania tych książek?

Przyznam się szczerze, że dokładnie nie pamiętam. Większość pomysłów na książki wpada mi do głowy podczas wykonywania prozaicznych czynności - spacer z psami, sprzątanie, gotowanie, słuchanie muzyki. Mogę jedynie zdradzić, że w pierwszym zamyśle akcja książki miała rozgrywać się poza granicami Polski, jednak im bardziej rozbudowywałam konspekt, dokładałam bohaterom swoisty bagaż doświadczeń, tym częściej skłaniałam się ku myśli, że dobrze byłoby rozegrać akcję w moim rodzinnym Poznaniu.

W swoich powieściach używasz symboli – róża origami, bandana. Co one znaczą?

Dość często staram się przemycić różne wątki i bawić się symboliką w swoich książkach. Czytelnicy przyzwyczajeni się do mojego stylu i już wiedzą, że między wierszami ukryte jest drugie dno. Papierowa róża z origami, która pojawiła się w Spragnionych, by żyć stanowiła nie tyle zaszyfrowaną wiadomość oznaczającą bezgłośnie "przepraszam", ale także odzwierciedlała prawdziwe uczucia, które Alicja i Kuba latami dusili w sobie. Z kolei zielona bandamka z okładki Spragnionych, by kochać należała do Eweliny, a jej zadaniem było ukrycie przed światem piętna łączącego się z dość traumatyczną przeszłością dziewczyny. Od siebie mogę dodać, że owa bandamka pojawi się również w trzecim i ostatnim już tomie Spragnionych, by trwać.

Jak odbierają twoje powieści 18-20 latkowie? Jaki masz od nich feedback?

Tak, i z ogromną przyjemnością czytam ich recenzje i komentarze, w których niejednokrotnie zaznaczają, że "Spragnieni" to lektura naładowana emocjami i realizmem. Napisało do mnie też kilka osób, które tak jak Alicja, czy Kuba lub Eryk musieli się zmierzyć z podobnymi problemami, przez które przechodzili bohaterowie – śmierć bliskiej osoby, brak zrozumienia ze strony rodziców, przerzucających swoje ambicje na dorastające dzieci, czy społeczne odrzucenie z powodu wiary. Jednak nie lubię kategoryzować czytelników i ich przynależność do danej grupy wiekowej. Tym bardziej, że jest spore grono dorosłych, dojrzałych czytelników, którzy również obdarzyli serię "Spragnieni" specjalnym uczuciem. Czytałam recenzje, w których autorzy pisali, iż Spragnionych, by żyć powinni przeczytać również rodzice, których dzieci są na etapie dojrzewania. Wielu też podkreśliło, że największą jej wartością jest to, iż porusza szereg ważnych tematów związanych z radzeniem sobie z traumą po stracie bliskiej osoby, z zagmatwanymi uczuciami a także, w jaki sposób zostawić przeszłość za sobą, ale tak, by pielęgnować te dobre wspomnienia i uczyć się na błędach.
Możliwe, że to zabrzmi odrobinę butnie, jednak pisząc nie zastanawiam się nad grupą wiekową, do której ma trafić książka, a skupiam się na bohaterach powieści, co w efekcie sprawia, że książka jest uniwersalna i każdy może znaleźć w niej coś wartościowego.

Wiem, że pracujesz nad trzecią częścią, aż boję się zapytać o czym ona będzie.

Póki co, nie chcę zdradzać imion bohaterów Spragnionych, by trwać, chociaż... założę się, że część czytelników będących już po lekturze drugiego tomu, trafnie wytypuje, kto pojawi się w kolejnej części. Mogę jedynie uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, że miłość, która przewinie się na kartach Spragnionych, by trwać będzie dojrzewać powoli, w zrozumieniu i cierpliwości oraz że... spotka się z niezrozumieniem bohaterów znanych nam z poprzednich części.

Jesteś miłośniczką powieści Jane Austen i sióstr Bronte. Co tam znajdujesz, jakie powieści są Twoimi ulubionymi. Czy do nich także pisałaś fanfiki?

Na samym wstępie muszę powiedzieć, że od dziecka uwielbiałam czytać książki, jednak nigdy nie upodobałam sobie jakiegoś szczególnego gatunku. Do moich ulubionych książek z okresu szkolnego należy między innymi Nawiedzony dom Joanny Chmielewskiej, seria "1-800-Jeśli-Widziałeś-Zadzwoń" Meg Cabot, wszystkie książki Lucy Maud Montgomery z kultową Anią z Zielonego Wzgórza oraz Błękitnym zamkiem na czele. Dzięki J.K. Rowling odkryłam fantastyczny świat magii, a to nakręciło spiralę, w której znalazł się Tolkien czy Sapkowski. Ogromnym sentymentem darzę też Jane Austen, i to do jej książek wracam najczęściej, gdyż potrafiła stworzyć bohaterów, którzy stali mi się bliscy, jak przyjaciele.
Czy kusiło mnie napisanie fanfika do np. Dumy i uprzedzenia? Nigdy, chociaż skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie przewinęła się myśl „zrobiłabym to inaczej”. Jednak klasyków literatury, a przede wszystkim, ideałów się nie poprawia.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.