Poznawanie świata to bardzo trudny, nieustający proces, wymagający umiejętności dostosowania się do nowych i nie zawsze łatwych zadań. Każdy wiek ma swoje charakterystyczne lęki. Dziecko w trakcie rozwoju przechodzi pewne naturalne fazy stanów lękowych, które po jakimś czasie same zanikają. Nie należy starać się i – całe szczęście! – nie można stworzyć dziecku świata, w którym nigdy nie musiałoby się niczego bać. To byłoby dla niego niebezpieczne. Warto jednak mieć świadomość, że niektóre dzieci boją się bardziej, inne mniej. Wiele tu zależy od wrażliwości malca i stylu wychowania, jaki przyjęli rodzice. Nadmierne wymagania, nadopiekuńczość, brak granic i obawy przekazywane przez najbliższych to najczęstsze sytuacje, które potęgują stany lękowe.

Skąd się bierze strach?

Towarzyszy wyobrażeniom lub oczekiwaniu zagrożenia. Może być związany z wcześniejszymi, negatywnymi doświadczeniami. Pierwsze lęki pojawiają się już w niemowlęctwie. Dziecko reaguje na to, co głośne, gwałtowne, zaskakujące. Potem przychodzi czas rozwoju wyobraźni. Przybywa nowych wrażeń, nieznanych sytuacji, a świat dziecka jest coraz bogatszy i czasem trudny do wytłumaczenia. Starsze zaczyna bać się nie tylko tego, co mu bezpośrednio zagraża, ale również wytworów fantazji. Przedszkolak zresztą dosyć często nie odróżnia ich od tego, co jest realne.

Nie dodawaj lęków!

Im większe poczucie bezpieczeństwa, im bardziej dziecko czuje się kochane, tym lepiej radzi sobie z lękami. Ale owo poczucie oparcia i miłości szkrab może łatwo stracić, gdy mama lub tata – oczywiście w dobrej wierze –mówi coś, co ma przywołać je do porządku, nauczyć zasad. Czy zdarzyło ci się w przypływie zniecierpliwienia sięgać po radykalny środek, czyli groźbę? Niestety, dziecko twoje słowa może zrozumieć dosłownie, a nie tak, jak oczekujesz. Pamiętaj, że rozwijająca się wyobraźnia kilkulatka powoduje, że malec dopowiada sobie to, czego mama nie wyjaśniła. Dlatego, by nie burzyć w dziecku poczucia bezpieczeństwa i nie dodawać powodów do lęku, nie mówi do niego:

„Bo cię zostawię” czy „Bo przestanę cię kochać”.

To brzmi naprawdę okrutnie. Z tego zdania dla dziecka wynika, że miłość mamy i jej obecność nie jest niczym pewnym. Między nimi tworzy się wtedy tzw. więź lękowa. Maluch nie będzie spuszczać cię z oka, zacznie reagować histerią przy każdym, nawet krótkim rozstaniu, obawiając się, że już nigdy cię nie zobaczy. Każdy kwadrans spóźnienia (np. przy odbieraniu z przedszkola) wywoła obawy, a nawet panikę.

„Przyjdzie tata, to z tobą porozmawia”.

Straszysz malca najbliższą osobą, której powinien on bezgranicznie ufać. Przecież tata ma być obrońcą i doradcą, nie zaś specjalistą od kar. A słowo „porozmawia” powinno kojarzyć się dziecku z czymś pozytywnym. W końcu dzięki rozmowie poznajemy odpowiedzi na tysiące pytań, okazujemy uczucia.

„Bo znajdę sobie grzeczniejsze dziecko”.

Rodzicom zdarza się tak powiedzieć, choć przecież maluch jest dla nich całym światem. Gdy pewnego dnia usłyszy o domach dziecka, porzuconych kilkulatkach itp., lęk, że je zamienisz albo porzucisz, może się nasilić. „Widocznie naprawdę można zostawić dziecko, gdy jest niegrzeczne”. Efekt? Np. reagowanie agresją na „konkurentów” do maminego serca. To szczególnie niebezpieczne, gdy ma się pojawić rodzeństwo. Konsekwencją może być też niechęć do kuzynów, dzieci znajomych itd. – jeśli zobaczy, że je głaszczesz, przytulasz czy się do nich uśmiechasz. „A może mama woli jego?” – pomyśli zagrożony maluch i zrobi wszystko, by pozbyć się rywali. Będzie bił dzieci lub w sprytny sposób je prowokował, aby potem skarżyć i je oczerniać.

„Przez ciebie będzie mnie bolała głowa”.

Dziecko może zacząć obwiniać się o złe samopoczucie rodzica. Będzie nadmiernie wyczulone na punkcie zdrowia i nastroju najbliższych. Zacznie czuć się odpowiedzialne za stan zdrowia bliskich. A więc wejdzie w rolę dorosłego.

„Jeśli nie będziesz jeść, to zabiorą cię do szpitala”.

Miej na uwadze, że gdy malec, np. z powodu infekcji, będzie miał gorszy apetyt, wpadnie w panikę, że czeka go pobyt w szpitalu, a może nawet operacja, tak jak babcię. Zaczniesz znajdować niezjedzone kanapki za łóżkiem i w zabawkach.

„W przedszkolu nauczą cię porządku i dyscypliny”.

To typowa uwaga do kandydata na przedszkolaka. A ten, zamiast czekać z radością na salę pełną dzieci i zabawek, zaczyna z lękiem myśleć o miejscu, gdzie „uczą dyscypliny”: krzyczą na dzieci, stawiają do kąta. Trudno potem oczekiwać udanego debiutu.

Jak pomóc dziecku w walce ze strachem?

Nie musisz rozumieć dziecięcego lęku. Tak jak dla innych obcy jest twój strach przed rozmową z szefem. Dziecko ma prawo bać się czegoś, co tobie wydaje się błahe. Nie wolno jednak zostawiać malca sam na sam z jego lękami, dlatego:

Zawsze wysłuchaj

Gdy malec boi się psów (być może ma za sobą nieprzyjemne doświadczenie ze zwierzakiem), poproś, by opowiedział ci, co konkretnie go przeraża. Szczekanie? Ostre zęby? A może prędkość, z jaką – nawet bez złych intencji – pies podbiega w parku. Wspólne rozebranie lęku „na czynniki pierwsze” pozwala zrozumieć lepiej, co malca przeraża.

Okazuj zrozumienie

Wystarczy: „Widzę, że jesteś przestraszony”. Ale potem znajdź okazję, by pokazać, że nie podzielasz jego lęku,

Oswajaj

Zaproś do domu kogoś, kto ma spokojnego, niedużego psa, i pozwól dziecku prowadzić zwierzaka na smyczy, nalać wody do miski, rzucić zabawkę, ale nie zmuszaj do głaskania. Jeśli dziecko boi się mycia głowy, pozwól mu na zabawę: niech umyje głowę lalce, niech nurkuje w masce. A może boi się prysznica, a zanurzenie głowy nie jest problemem?

Nie lekceważ

Czasem przyczyny leków są dla ciebie irracjonalne. Dziecko nie zaśnie, bo widzi na ścianie cień poruszanej wiatrem firanki. Warto wówczas pozbyć się firanki, ponieważ stwierdzenie: „To jest tylko firanka, głuptasie”, raczej nie odniesie pożądanych skutków.

Nie wyśmiewaj

 „Taka mądra i duża dziewczynka, a wierzy w potwory” – mówiąc tak, sprawisz tylko, że dziecko pewnego dnia przestanie dzielić się z tobą swoimi obawami. Bo w ten sposób do strachu przed firankowymi duchami dochodzi lek o wiele bardziej przez dziecko przeżywany: lek przed wyśmianiem przez mamę.

Nie strasz

Mówiąc: „Jeśli zostawisz na dywanie klocki, to w nocy przyjdzie smok i je zje”, sprawiasz, ze to, z czym dziecko próbuje sobie jakoś radzić, ozywa ze zdwojona siła. Bo przecież skoro mama mówi, że smok przyjdzie, to zapewne tak się stanie.

Wzmacniaj odwagę

Kilkulatka, który ma problem w kontaktach z rówieśnikami, nie wypychaj na siłę na plac zabaw, mówiąc: „Idź do kolegów, może wreszcie pobawisz się z dziećmi”. Nie stosuj również gróźb: „Więcej tu nie przyjdziemy, bo cały czas siedzisz obok mnie na ławce”. Niech twoje dziecko samo decyduje, na jak długo chce się od ciebie oddalić, a gdy przybiega, przytul, pozwól chwile popatrzeć na plac zabaw z boku i powiedz: „Widzę, ze znalazłeś fajnego kolegę. W co teraz będziecie się bawić? Jak ma na imię ten chłopiec?”. W ten sposób malec, po pierwsże, „ładuje akumulatory” i staje się coraz mniej lękliwy, po drugie, podpowiadasz, jak ma postępować (wiele dzieci najbardziej przeraza lek przed nieznanym, np. rozmowa z obcym, pojawienie się w nowym miejscu).

Gdy lęku jest za dużo

Niektóre dzieci są odważne, inne mają mnóstwo obaw. To sprawa indywidualna. Jeśli jednak zauważyłaś, że twoje jest nadmiernie lękliwe, prawdopodobnie zwyczajnie brakuje mu wiary w siebie. Ma skłonność do wyolbrzymiania zagrożeń, a jednocześnie nie docenia własnych możliwości. Wciąż się boi, ze sobie nie poradzi. Poobserwuj dokładnie malca, przypatrz się także uważnie swojemu postępowaniu (oraz męża, niani, babci). Czy przypadkiem nie jesteś przewrażliwiona na punkcie zagrożeń, które mogą czyhać na bezbronne dziecko? Może twój skarb słyszy kilkanaście razy dziennie: „Uważaj, bo spadniesz”, „Nie biegnij tak szybko”, „Nie podchodź do psa, bo cie ugryzie!”. Jeżeli tak jest, to nic dziwnego, ze dziecko przejmuje twoje leki. Gdy sama nad nimi zapanujesz i uwierzysz, ze dziecko sobie poradzi, twój spokój udzieli się i jemu. Zwroty: „Śmiało”, „Świetnie sobie radzisz”, „Pamiętasz, jak wczoraj świetnie ci poszło?”, powtarzane ze spokojem i z uśmiechem, pozwolą dziecku szybciej uwierzyć w swoje możliwości i rzadziej ulegać lekom. Przesadnie lękliwe dzieci to również te, którym brakuje poczucia bezpieczeństwa. Może zdarzyło ci się zawieść zaufanie malca, bo np. obiecałaś odebrać go od babci po pracy, ale tak się złożyło, że dziecko musiało przenocować? Niby nic się nie stało – babcia jest cudowna, opowiedziała mnóstwo bajek, usmażyła racuszki, lecz zawiodłaś zaufanie dziecka. Ma prawo mieć obawy. Dzieci czuja się niepewnie również wtedy, gdy w domu atmosfera jest napięta, rodzice się kłócą. Bardzo wrażliwe maluchy źle znoszą brak stałego planu dnia. Wprowadź stałe pory wstawania, posiłków, spaceru. Uprzedzaj, że idziecie do dentysty, że przyjedzie w odwiedziny ciocia z wujkiem (zwłaszcza ta długo niewidziana, więc niezbyt dobrze znana). Dzięki temu maluch nie ma dodatkowego stresu w postaci niemiłych niespodzianek.

Chore ze strachu?

Podobnie jak u dorosłych, lęki u najmłodszych także mogą odbijać się na zdrowiu i formie fizycznej. Bywa, że dziecko skarży się na bóle brzucha, jest płaczliwe, czasem nawet ma podwyższoną temperaturę. Ale gdy wzywasz lekarza, ten uznaje, że dziecko jest zdrowe. Jeśli taka reakcja powtarza się w określonych sytuacjach – np. w poniedziałkowe poranki, przed wyjściem do przedszkola – to niewykluczone, że kilkulatek ma lęki właśnie z tym związane. Objawy zazwyczaj mijają, gdy pada: „Niech zostanie dziś w domu, wezmę dzień wolny”. Pamiętaj, by nie karać malca w takiej sytuacji. On nie udaje. To stres i lek powodują, ze organizm przestaje funkcjonować prawidłowo (przypomnij sobie, jak w dniach egzaminów dopadała cię biegunka czy migrena). Wystarczy jednak dziecko przytulić, aby dolegliwości ustąpiły. Ważne jest sprawdzenie, co konkretnie powoduje tak silny lęk. Gdy dotyczy chodzenia do przedszkola, warto porozmawiać z wychowawczynią. W przeciwnym razie dziecko zacznie „uciekać w chorobę” częściej. Mając twoje przy wolenie („Niech nie idzie do przedszkola, skoro nie chce”), nabierze przekonania, ze to jedyne dobre rozwiązanie, a przedszkole jest złe, skoro mama proponuje pozostanie w domu. Zacznie też podobnie reagować na inne sytuacje budzące lęk.

Pamiętaj! Nie zawsze da się uniknąć okoliczności wywołujących lęk. Czasem lepiej się z nim zmierzyć. Sukces nie przyjdzie od razu, jednak warto próbować.

Jak wygląda oswajanie lęków u psychologa

Gdy lęk utrudnia funkcjonowanie, powoduje dolegliwości (np. bóle brzucha, wymioty, zaburzenia snu, jąkanie, moczenie nocne) i nie da się z nim uporać w domu, warto poprosić o pomoc. Terapia to zazwyczaj rozmawianie o tym, czego dziecko się boi, poznawanie lęku, mierzenie go np. na skali od 0 do 10, a potem przezwyciężanie. Dzieci, które umieją zmierzyć swój lęk i porównać – wczoraj to było tyle, a dzisiaj tyle – mają większe poczucie kontroli. Podczas pracy z psychologiem dziecko dostaje też „narzędzia”, które pomogą zwalczyć lęk np. uczy się ćwiczeń relaksacyjnych, oddychania przeponowego i wyobrażania sobie rzeczy pozytywnych.

CZEGO BOI SIĘ...

Dziecko roczne i dwuletnie

  •     głośnych dźwięków (wycie karetki, odgłosy burzy, trzaśniecie drzwiami)
  •     tajemniczych hałasów (odgłosy zza ściany, szum wiatru, łomot na dachu)
  •     przestawiania mebli w mieszkaniu, przeprowadzki, ciemności i cieni
  •     nieznanych miejsc
  •     zwierząt, zwłaszcza dużych (koń, krowa)
  •     nieobecności rodziców

Trzylatek

  •     czarownic i potworów
  •     starych i dziwnie wyglądających ludzi
  •     włamywaczy i złodziei
  •     ciemności (intensywniej niż dwulatki)
  •     samotności w domu
  •     wszystkich zwierząt (nie tylko dużych)
  •  

Czterolatek

  •     tajemniczych odgłosów
  •     dzikich zwierząt
  •     wieczornych wyjść rodziców z domu
  •     ciemności (pojawiają się lęki nocne, zrywanie się z łóżka z płaczem)

Pięciolatek

  •     złych ludzi, pijaków
  •     ugryzienia, kopnięcia przez zwierzę
  •     bólu i skaleczenia
  •     ciemności
  •     wieczornych wyjść rodziców z domu (strachy są bardziej realistyczne)

Sześciolatek

  •     tajemniczych wyobrażonych zdarzeń (wizyta czarnej pumy w kuchni)
  •     duchów, upiorów
  •     samotności
  •     zgubienia się (w parku)
  •     wieczornych wyjść rodziców z domu