Wszystko, co mówicie, szepczecie czy krzyczycie do siebie w sypialni, to nieodzowny element erotycznej gry. Według internetowej agencji randkowej Saucy Dates pikantne rozmowy w trakcie stosunku są podniecające dla 76% mężczyzn i 74% kobiet. Niektóre zdania wypowiedziane podczas zbliżenia wywołują reakcję neurochemiczną, która sprawia, że libido rośnie w ekspresowym tempie. Z drugiej strony są i takie komunikaty, które na rozgrzaną atmosferę podziałają jak kubeł zimnej wody. I dotyczy to obojga partnerów. Dowiedz się, czego nie mówić kochankowi w sypialni, a drugą część pokaż jemu, by zapamiętał, czego (najpewniej) ty nigdy nie chcesz w łóżku usłyszeć z jego ust. Zarówno podczas seksu, jak i tuż po nim.

Unikaj zdrobnień

Samo w sobie używanie zdrobnień w stosunku do partnera może świadczyć o bliskości, zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa. I nie ma w tym nic złego, chyba każda z nas czasem czule mówi „misiu” czy „kotku”. Wiele par tworzy nawet rodzaj własnego języka, używając jedynie sobie znanych zdrobnień. Ale akurat w łóżku takie zdrabnianie może sprawić, że atmosfera dzikiego pożądania zamieni się w klimat infantylny, a nawet groteskowy. Najgorsze, co możesz zrobić, to zastosować zdrobnienia, przemawiając do penisa partnera. Wszelkie „siusiaczki” czy inne słodkie neologizmy są zakazane! Mężczyzna może poczuć się jak dziecko, a jego męskość zareagować wymownie całkowitym brakiem erekcji. Fallus nie jest pluszowym misiem, co więcej, mężczyźni są na jego punkcie wyjątkowo przewrażliwieni.

Nie mów o jego małym rozmiarze

Zacznijmy od garści danych. Po pierwsze, jak pokazują badania, tylko 50 proc. mężczyzn jest zadowolonych z wielkości swojego penisa. Druga połowa uważa, że jest za mały. W „International Journal of Impotence Research” zamieszczono wyniki badania 50 mężczyzn, którzy cierpieli na zaburzenia erekcji na tle psychicznym. Przy pomocy leków wywołano u nich erekcję i stwierdzono, że średnia długość penisa wynosi 13,6 cm, czyli dokładnie tyle, ile u większości mężczyzn! Pokazuje to, że rozmiar penisa jest kwestią wyjątkowo delikatną. Jeśli rzeczywiście jesteś nie do końca zadowolona z rozmiaru przyrodzenia swojego partnera, w żadnym wypadku mu tego nie mów. Jest całe mnóstwo pozycji seksualnych, które mogą zapewnić ci rozkosz, nawet jeśli twój partner ma niedużego członka. Przykładem jest choćby pozycja „mostek”. Mężczyzna klęczy na łóżku albo podłodze i podtrzymuje partnerkę jedną ręką za pośladki, a drugą trzyma jej plecy. Ona opiera się jedną ręką na ziemi, a drugą obejmuje go za szyję. Taka pozycja pogłębia penetrację, a wasze podbrzusza przylegają do siebie, co jeszcze wzmaga rozkosz. Jeśli zdecydujesz się zaproponować parterowi takie nowe rozwiązania, nie mów tylko: „Kochanie, znalazłam świetny sposób na orgazm wszech czasów, mimo że nie grzeszysz rozmiarem!”. Powiedz po prostu, że chciałabyś spróbować czegoś nowego. Na pewno nie odmówi.

Nie wspominaj byłych

„Wszyscy lubimy myśleć, że nasi partnerzy zostali nam dostarczeni w plastikowych torebkach zamykanych na zamek błyskawiczny, nietknięci przez innych”, mówi Tracey Cox, angielska pisarka specjalizująca się w temacie seksu i związków. I sporo w tym prawdy. Nie chodzi o to, byś udawała dziewicę, ale naprawdę twoje erotyczne CV, zwłaszcza jeśli jest imponujące, pozostaw dla siebie. Ta wiedza twojemu partnerowi nie jest do niczego potrzebna, a może kiepsko wpłynąć na waszą relację. Jeśli w dobrej wierze w czasie wybuchu namiętności całkiem szczerze wykrzykniesz: „To niemożliwe! Jesteś lepszy nawet niż Krzysiek i Piotrek!”, takie wyznanie nie zostanie uznane za komplement. Przeciwnie. Choć mężczyźni często dziś deklarują, że lubią kobiety wyzwolone seksualnie, tak naprawdę większość z nich jest po prostu zazdrosna o byłych partnerów. I zupełnie nie ma ochoty wyobrażać sobie ciebie w ramionach innego faceta i zastanawiać się, w czym jest lepszy, a w czym gorszy od niego. Takie zwierzenie z ilości i jakości partnerów może się okazać dosłownym killerem jego libido.

Nie rób mu wyrzutów w sypialni

Jeśli twój partner nie pieści cię tak, jak lubisz, nie mów mu o tym, zamieniając się w krytyka. Są małe szanse, że rzucone w sufit: „a bo ty zawsze...” albo „a bo ty nigdy...” będzie jakkolwiek konstruktywne. Raczej zrazi partnera i go zestresuje, a ty nie osiągniesz satysfakcji. Zdecydowanie warto rozmawiać o tym, co sprawi nam w łóżku przyjemność, i komunikować niezadowolenie. Ale trzeba zrobić to mądrze. Najpierw upewnij się, że starasz się stosować zasady dobrej rozmowy: twórz wypowiedzi „ja”, a nie „ty”, mówiąc o tym, co myślisz, czujesz i chcesz. Mów o tym, co pozytywne, czego chcesz, a nie o tym, czego druga osoba nie robi lub robi źle. Zamiast „ty zawsze zapominasz o mnie”, powiedz „byłoby cudownie, gdybyś teraz...” i wyraź swoje oczekiwania. Efekt będzie diametralnie inny! Wykorzystaj też mowę ciała, wyślij sygnały, pokaż, na co masz ochotę. To czasem dużo więcej niż słowa.

Nie komentuj jej kilogramów

Aż 89 proc. Polek przyznaje się, że ma kompleksy związane ze swoim ciałem. Numerem jeden są oczywiście nadprogramowe kilogramy. Jeśli kobieta źle czuje się w swoim ciele, nie akceptuje go, w sypialni natychmiast widać efekty – skoro jestem nieatrakcyjna, nie mogę czuć się swobodnie i być dobrą kochanką. Nie chodzi nawet o bezpośrednie: „no, kochana, chyba ostatnio pojadłaś”, bo to szczęśliwie mężczyznom aż tak często przez usta nie przechodzi. Ale o komentarze typu: „jaki masz uroczy puchaty brzuszek, taka podusia” albo „ojej, jakie śmieszne masz kuleczki na udach, jak folia bąbelkowa”. Nie, nie i jeszcze raz nie! Śmieszne kuleczki to cellulit, który ma ponad 90 proc. kobiet i którego dokładnie tyle samo chciałoby nie mieć. Łóżko to ostatnie miejsce, w którym należy zwracać uwagę na takie rzeczy. Jeśli twoja partnerka faktycznie przytyła, lepiej zaproponuj jej wspólne bieganie czy więcej spacerów. A przede wszystkim najpierw sprawdź, czy tobie też jakby nie przybyło tu i tam...

Delikatnie proponuj nowości w łóżku

Seks w miejscu publicznym, w windzie albo z odrobiną brutalności. To według badań najpopularniejsze męskie fantazje. Fantazjami dobrze się podzielić ze swoją kobietą, bo tylko wtedy jest szansa, że część z nich się spełni, a seks nigdy nie będzie rutyną. Ale ważne, w jaki sposób i kiedy to zrobisz. Jeśli szepniesz swojej partnerce, że chętnie kochałbyś się z nią w windzie, najpewniej ta wizja ją rozpali. Ale już niekoniecznie podobnie entuzjastycznie zareaguje na propozycję: „A może byśmy tak wybrali się do klubu dla swingersów?”. Wszelkie fantazje trzeba komunikować ostrożnie, z wyczuciem, obserwując reakcję partnerki. Podobnie z wprowadzaniem pikantnych elementów słownych. Tzw. dirty talk, czyli „brudny”, nieco wulgarny język w sypialni, może być bardzo podniecający dla obojga partnerów. Może, ale nie musi. To trzeba wyczuć. Jeśli do tej pory mówiłeś do partnerki w łóżku, że ma łabędzią szyję i jest piękna jak poranna rosa, a nagle zaczniesz znienacka ją wyzywać, używając słów powszechnie uznanych za wulgarne, jest szansa, że nie zostaniesz doceniony za odwagę i kreatywność, za to w pośpiechu będziesz musiał opuścić.
sypialnię.

Nie zachwycaj się

przy niej innymi kobietami Nikt nie oczekuje od ciebie, że będziesz wpatrzony w swoją kobietę jak w obrazek, zaś cała żeńska część populacji poza nią przestanie być dla ciebie widoczna. Nawet jeśli podobają ci się inne kobiety, zostaw to dla siebie. Twoja partnerka tej wiedzy do niczego nie potrzebuje, zwłaszcza podczas seksu. Najgorsze, co możesz zrobić, to głośno skomplementować jakiś atrybut urody innej kobiety, którego akurat twoja partnerka nie posiada. „Ale ta Iwona to ma czym pooddychać” skierowane do partnerki o rozmiarze miseczki A to po prostu strzał w stopę. Twoją. Czym innym jest zachwyt np. nad gwiazdą filmową, która jest poza zasięgiem twoich możliwości, a czym innym zachwycanie się biustem sąsiadki z trzeciego piętra. Najlepsza zasada jest bardzo prosta: twoja partnerka jest najpiękniejsza i kropka.

Nie pytaj, czy miała orgazm

Wbrew pozorom wcale nie jesteśmy tak dobre w udawaniu orgazmu, jak mogłoby się wydawać. Jeśli więc nie masz stuprocentowej pewności, że twoja partnerka go przeżyła, najpewniej to się nie wydarzyło. I nie ma sensu o to pytać. Kobiety nie czują się dobrze, gdy są przepytywane na okoliczność skali swej rozkoszy. To ma być bliskość i namiętność, a nie wyścigi do wielkiego O. Jeśli twoja partnerka nie każdy seks kończy orgazmem, to nie znaczy, że nie jest jej dobrze. Jeśli chcesz dać jej satysfakcję, spróbuj pieścić ją inaczej, obserwuj jej reakcje. Nie spiesz się i nie naciskaj.