Czego pragną kobiety?

Księcia z bajki. Szczególnie wiele 20-, 30-kilkuletnich. Nazywam je „ofiarami Disneya”. Wierzą w wizję mężczyzny, który jest bardzo płaski, jednowymiarowy, mało skomplikowany. Nie ma głębi, oczekuje przede wszystkim, żeby kobieta była piękna, miała duży biust i błękitne oczy. Niewiele więcej o nim wiemy, poza ewentualnie tym, że praktycznie nie ma problemów oraz że nie pokazuje emocji. Może poza zachwytem. Romantycznym, ale jednak fizycznym, czyli obowiązuje romantyczna miłość, lecz wokół ciała. Taki model znamy z filmów i seriali.

Jednocześnie bardzo mnie zaskakuje, a mówię o kobietach w wieku mojej córki, że często oczekują mężczyzny konserwatywnego. Część z nich chce partnera, który weźmie na siebie ciężar utrzymania domu, będzie opiekuńczy i trochę dominujący, zorganizuje życie, zadba o różne rzeczy. Nie dają mu też prawa do słabości. I mężczyźni sobie z tym nie radzą, no bo tacy nie są.

Ale przecież mężczyźni nie są jednowymiarowi. Jacy są według ciebie ci dzisiejsi mężczyźni?

Myślę, że dużo bardziej interesujący niż kiedyś. Bo jednak młodzi mężczyźni mają potrzebę okazywania emocji, mówienia o nich. Potrafią przyznać się do porażki, są zdolni do płaczu. Uważam, że zyskali więcej wolności emocjonalnej niż mężczyźni z mojego pokolenia. Mam nadzieję, że większość ceni sobie tę wolność, której przez lata nie mieli. Mogli być zakochani, walczyć w powstaniach, ale nie mogli płakać, wzruszać się dziećmi i zajmować się nimi, gdy dorosną. Jednak nie jestem przekonana, czy kobiety są przygotowane na taką emocjonalność swoich partnerów.

Bo w kobietach nadal jest sprzeczność.

Pragną, żeby mężczyzna przynosił kwiaty i zajmował się dziećmi, ale zarazem zarobił na dom i opiekunkę do dzieci. Jednym z większych tabu w związkach są zresztą pieniądze i rozmowa o nich. Nie umiemy rozmawiać o pieniądzach.

Z czego to wynika?

Pewnie po części z naszej katolickiej kultury. Z tego, że nie ma u nas apoteozy pracy, więc nie rozmawia się o tym, skąd biorą się pieniądze, jak je dzielimy. One są trochę magiczne – pojawiają się i znikają. Ale wracając do charakterystyki młodszych mężczyzn, to głównie dostrzegam ich emocjonalne wyzwolenie.

Ale ono niekoniecznie i nie zawsze przekłada się na wolność w związku.

Nie. Myślę, że tu potrzeba czasu, jeszcze pokolenia, chociaż przez to, że nie ma pod ręką babć i cioć, to znowu wiele kobiet jednak przez dłuższy czas zostaje w domu z małymi dziećmi i siłą rzeczy przejmują taką rolę w wychowaniu, jaką kiedyś miała moja babcia, a nie mama. Moja mama wróciła do pracy po trzech miesiącach, mną opiekowała się niania i rodzice tak dopasowywali pracę, żeby się „wymieniać”. W latach 70. i 80. XX wieku szczególnie w miastach mało kobiet zostawało w domu, większość szybko wracała do pracy. Teraz obserwuję wiele matek, które zostają z dziećmi do ukończenia pierwszego roku. W moich czasach tego w ogóle nieomal nie było.

Związki są odzwierciedleniem tego, co się dzieje w nas. Bardzo ważne jest też to, co wnosimy do związku.

Tak, ale w dużym stopniu to, co się dzieje w związkach, wynika z braku kompetencji komunikacyjnych. Jest taka anegdota lubiana wśród psychologów o zakochanej parze, która zamieszkała razem. Mężczyzna codziennie chodził po bułkę do piekarni, po powrocie kroił ją na pół i robił kanapkę – ukochanej z jej górnej części, a sobie z dolnej. W pewnym momencie ona zapytała, dlaczego tak robi, a on jej odpowiedział, że góra jest lepsza. Z jego strony miał to być dowód miłości, dawał jej to, co uważał za najlepsze. Tymczasem okazało się, że ona woli dół. I to jest doskonała metafora związku. Dajemy partnerowi coś, co uważamy za najlepsze, nie pytając go, czego naprawdę by chciał.

Jeżeli chodzi o rozmowę, to między kobietami i mężczyznami jest sporo różnic w podejściu do tego tematu. Co zrobić, żeby je zniwelować i znaleźć wspólny język?

Dużo zależy od tego, skąd pochodzimy, jakie zwyczaje związane z rozmową panowały w naszym domu: czy się rozmawiało o problemach, jak na nie reagowano? Jednak niezależenie od nawyków są sytuacje, kiedy po prostu trzeba usiąść naprzeciwko siebie i porozmawiać o tym, co jest dla nas ważne. Przywołam przykład z niedawnej sesji, a spotykamy się od kilku miesięcy. Pacjent powiedział, że ostatnio zaskoczył partnerkę umiejętnością rozmowy o seksie, a kiedyś tego nie potrafił.

Czyli otworzył się dzięki terapii, ale z czego wynika, że niektórzy nie potrafią mówić o tym, co dla nich ważne?

Ze wspomnianego już braku kompetencji komunikacyjnych, ze wstydliwości, lęku przed oceną, nawyków. Mam też pacjenta, który wychowuje dwoje dzieci, i poradziłam mu, żeby usiedli we trójkę, wzięli kartkę i napisali, czego oczekują, czego potrzebują – żeby ustalili zasady, ale wspólnie, bo dzięki temu potem będą ich przestrzegać. Na przykład jeżeli regularnie zdarza się walka o pilota, to może trzeba ustalić dyżury, podczas których będzie wybierany film?

O czym powinniśmy pamiętać, wchodząc w związek?

Od przegadania na początku trzech tematów. Seksu, wartości i pieniędzy. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie idą szybciej do łóżka, niż zakładają wspólne konto. Spotykam pary, które są razem od 20 lat, i nie rozmawiają o wspólnym budżecie.

O czym to świadczy?

O lęku i braku zaufania.

Skupiając się na dzisiejszych czasach, czy możemy mówić o zagrożeniach dla związku, czy może one są i były te same, bo są uniwersalne?

Myślę, że jednak trochę się zmieniły. Na pewno na relacje wpływa rozdmuchany konsumpcjonizm, nastawienie się na teraz, na posiadanie, ale i obraz kreowany przez media. Duże znaczenie ma nadmiar technologii: siedzenie w domu z telefonami, a nawet siadanie z telefonem do stołu. Pracowałam z parą, z którą wdrożyliśmy nawyk, że po przyjściu do domu wszyscy odkładali telefony na półkę.

Stosowali się do tej zasady?

Tak, bo poczuli różnicę. Mieli więcej czasu i mogli zauważać rzeczy, które się dzieją wokół.

Bo byli w danym miejscu. Tak naprawdę.

Tak. Owszem, można sobie pogadać przez telefon, ale nie patrzeć w niego non stop. Ale często zdarza się i odwrotna sytuacja – ludzie są w związku i nie zostawiają sobie przestrzeni ani wolności. Myślą, że trzeba wszystko robić razem, że nie można nigdzie pójść osobno. Od razu odbierają coś takiego jak zdradę. Szczególnie pokazała to pandemia, kiedy spędzaliśmy większość czasu w domu. Ja na przykład namawiałam ludzi, żeby głośno mówili, że muszą się zamknąć w drugim pokoju i pobyć samemu ze sobą.

I pewnie część osób nie rozumiała takiej potrzeby?

Tak i to jest jak soczewka, w której odbijają się wszystkie problemy. To, że ktoś nie chce się zgodzić, żeby ta druga osoba wyszła sama, zwykle wynika z lęków, potrzeby kontroli, stereotypów.

Jak pracować nad tym? Zakładając, że jedna osoba zdaje sobie sprawę, że związek nie wyklucza posiadania przestrzeni dla siebie, że oprócz my, jestem też ja, lecz dla drugiej strony jest to trudne do przyjęcia? Szczególnie że na początku może być fajnie cały czas razem, ale na dłuższą metę jest to dość męczące.

Wierzę w moc rozmowy i otwartego komunikowania się. Ale nie wtedy, gdy stoję w drzwiach, bo już nie mogę wytrzymać, a wtedy, gdy jest fajnie razem, na zasadzie: „uwielbiam być z tobą, ale czasami potrzebuję wyjść sam”. I może być tak, że taką potrzebę ma tylko jedna osoba.

Czyli zacznijmy od rozmowy. Pamiętając, że się różnimy, jak rozmawiać, żeby spotkać się w połowie drogi?

Trzeba sprawdzać, czy się dobrze zrozumiało daną osobę. I to generalna zasada dobrej komunikacji, nie tylko w związku. Na to, jak mówimy, wpływa nie tylko płeć, ale też wykształcenie, styl wychowania, temperament, historie rodzinne. Dlatego warto się dopytywać, czy rzeczywiście chodzi o to, co wydaje nam się, że zrozumieliśmy.

Kolejna ważna sprawa, to uważność na drugiego człowieka.

Składa się na nią wiele elementów, m.in. otwartość, empatia, mówienie o własnych potrzebach.

Miłość miłością, ale bardzo ważne jest, żebyśmy się zwyczajnie lubili.

Mówiłam kiedyś odnośnie rodzeństwa, że możemy swojego brata czy siostrę kochać, ale nie lubić, bo nie jest z tej samej bajki. I myślę, że w związku jest podobnie. Wrócę jeszcze do tego, jak ważne jest dbanie o drugą osobę, zaskakiwanie, robienie niespodzianek. Zabranie żony po 20 latach na romantyczny weekend, założenie najlepszych szpilek i sukienki wieczorowej do sypialni. A my często uważamy, że skoro jesteśmy razem, to będziemy zawsze, i nie musimy się starać. I kiedy znikają nam obowiązki związane z dziećmi, to nagle okazuje się, że nic nie zostaje. Ale to nie zdarzyło się nagle, taka para rozsypała się już dawno, tylko wszystko działało, bo było superzorganizowane.

Ale są i pary, które mają po 80 lat, i wciąż trzymają się za rękę. Ja sama obserwowałam moich rodziców, kiedy mama była bardzo chora, ale do końca pozostała boginią dla taty. Do końca ją głaskał, jej nalewał nutridrinka do ulubionej filiżanki, a sobie kawę, pielęgnowali swoje rytuały.

Doświadczyłaś pięknego obrazu miłości.

Tak, i nie tylko więzi emocjonalnej, ale widziałam też ich fizyczną bliskość.

Pamiętam, jak się całowali, pamiętam również, że się nie wchodziło do ich sypialni, gdy drzwi były zamknięte. To dało mi wielką siłę na całe życie.