Dlaczego ludzie się zdradzają?

Przede wszystkim, niestety, musimy zacząć od biologii. Nie uciekniemy od tego, że różnice biologiczne między kobietami i mężczyznami są znaczące, i to one wpływają na to, jak się zachowujemy między innymi w relacjach intymnych, jakie tworzymy kulturowe normy i tak dalej. Człowiek to oczywiście nie tylko biologia, bo także system znaczeń, język czy zwyczaje, ale biologia jest fundamentem, na którym to się opiera, i z niej wynika, że jeśli mężczyzna odbywa stosunek z inną kobietą niż jego stała partnerka, to działa tu inny zestaw motywacji niż w odwrotnej sytuacji – kiedy to kobieta odbywa stosunek z innym mężczyzną niż jej stały partner. Wiele zdrad męskich odbywa się z aż irytująco prostych powodów.

Jakich?

Z powodów, w które kobietom ciężko uwierzyć, kiedy o nich słyszą. Z powodu popędu seksualnego.

Po prostu. Biologia.

Najzwyczajniej w świecie. Kobieta doszukuje się sensu, zastanawia się, co było źle w związku lub czego brakowało partnerowi, podczas gdy owszem brakować czegoś może, może też w związku być coś nie tak, ale dla wielu mężczyzn nie jest to powód ani konieczny, ani wystarczający. To, że mężczyzna odbył stosunek z inną kobietą, wcale nie musi być jednoznaczne z tym, że stałej partnerki nie kocha albo że chce ją zostawić, albo że w związku ma jakikolwiek problem.

To też jest istotna informacja dla kobiet, które odbywają stosunek z mężczyzną zajętym, a potem mają oczekiwania lub poczucie większej rangi tego wydarzenia dla dalszej znajomości. Oczywiście zdarza się, że i dla mężczyzny ten fakt coś znaczy, ale bardzo często tak nie jest. To dość brutalna prawda, mężczyzna może odbyć stosunek z każdą kobietą w ciągu półtorej sekundy od jej poznania.

Jak to wygląda u kobiet? Odnoszę wrażenie, że otwartość wielu kobiet w kwestii seksu na przestrzeni ostatnich lat też się znacznie zmieniła.

Tak. Wiele osób poznaje się w internecie, w związku z tym pojawia się duża konkurencja, presja, także presja kulturowa na to, by być otwartą, więc dochodzi do pewnego rodzaju wyścigu między kobietami. Dopuszczają do zbliżenia szybko, żeby inne nie uczyniły tego szybciej, bo mężczyźni nie chcą czekać. Głęboki mechanizm jest więc nadal inny. Gdyby był taki sam, to na przykład kobiety płaciłyby za seks, a raczej tego nie robią. Struktura rynku tak zwanych usług seksualnych odzwierciedla przecież strukturę popytu. Gdyby był popyt na „czysty seks dla kobiet”, to rynek natychmiast odpowiedziałby na to. Ale nie ma takiego popytu.

Jeśli spojrzymy na sytuację związaną z zaangażowaniem emocjonalnym, to wciąż jest tak, że mężczyzna musi kobietę jakoś zafascynować, zainteresować. Odbycie stosunku nie jest emocjonalnie dla kobiety tak proste, co zresztą widać po fakcie. Kobiety często zadają sobie pytanie: czy on zadzwoni? Jak długo mam czekać? A może sama powinnam zadzwonić? Ale czy wówczas nie będę odebrana jako desperatka? Już widzimy, że tu nie ma żadnej symetrii, bo przecież mężczyzna, który dzwoni, nie jest odbierany jako desperat. Ale gdyby kobieta miała tak robić, czułaby się źle. Czemu nie wzbudzam jego pragnienia, tylko muszę się starać? Coś ze mną nie tak? No i czemu nie dzwoni po tej nocy? Czy to coś dla niego znaczyło? Czy byłam w jakiś sposób szczególna dla niego, czy nie?

I często kobiety mówią o uczuciu wyczerpania, pewnego nadużycia, jałowości funkcjonowania w takim rytmie weekendowych przygód, z których nic dla nich nie wynika. A dla mężczyzn wynika. Istnieje tu dość oczywista dla każdego ewolucjonisty różnica interesów stron i na takich szybkich przygodach strona męska wychodzi lepiej. Krótkookresowo, bo w długim okresie w perspektywie rozwoju sytuacji życiowej, sytuacji społecznej to już nie jest aż tak oczywiste. Dwudziestolatek żyjący w takim rytmie będzie usatysfakcjonowany, czterdziestopięciolatek będzie już czuł niepokój. (…)

Są sytuacje, gdy ludzie się godzą na pewną otwartość, a co, gdy jest wręcz przeciwnie i dochodzi do zdrady? Ciężko sobie wytłumaczyć, że nie miała znaczenia, kiedy zostały naruszone nasze granice.

Pani zdaje się pyta o to, jak zdradzona osoba ma sobie poradzić z tym, co się stało. Oczywiście samo to, że rozumie, że partner ma swój podstawowy problem z monogamią i że ona będzie wiedziała, że to nie jej wina, może minimalnie jej ulżyć, ale zasadniczo taka wiedza nie zmieni jej sytuacji emocjonalnej jako osoby zdradzonej. Jednak warto mieć świadomość, choćby po to, żeby lepiej wybierać partnerów, że są ludzie bardziej i mniej wierni i ma to związek zarówno z ich biologią, bo po części to są rzeczy wrodzone, jak i z ich historią życia.

Od czego to zależy?

Od kilku rzeczy. Dziedziczność odpowiada za ogromną liczbę cech. Nie wychowanie, a właśnie dziedziczność. Współczesna psychologia nie docenia znaczenia tego, co wiemy z różnych badań o dziedziczności, która jest gigantycznym źródłem zmienności naszych cech. Jeżeli chodzi o skłonność do poligamii albo o siłę popędu seksualnego (to nie jest to samo, ale obie rzeczy tu mają znaczenie), to właśnie dziedziczność ma ogromny wpływ. Można być wychowanym w bardzo konserwatywnym społeczeństwie i mimo to mieć bardzo wysoki popęd, a można być wychowanym w hipisowskiej komunie i w ogóle nie być aktywnym seksualnie. U mężczyzn, ale i u kobiet dużo zależy na przykład od poziomu testosteronu. Co ciekawe, wysoki poziom u kobiety podwyższa znacznie jej popęd seksualny.

U mężczyzny tym bardziej?

Jak najbardziej. Ciekawa jest korelacja testosteronu i inteligencji, bo podwyższenie poziomu tego hormonu u kobiety skutkuje lepszym wynikiem w teście inteligencji, ale w przypadku mężczyzn efekt jest odwrotny. Natomiast popęd seksualny pod wpływem tego hormonu wzrasta u każdego. (…)

Czyli przyczyny biologiczno-chemiczne. Co jeszcze wpływa na nasze relacje i na to, czy zdradzamy?

Dziedziczność to jedno, ale są też różne skłonności wynikające z relacji z rodzicami. Na przykład jest pewien specyficzny syndrom uwikłania chłopca w relację z matką. Między innymi wiąże się to z tym, że ojciec nie stanął między matką a synem wtedy, kiedy powinno to nastąpić.

Nie doszło do przecięcia pępowiny i chłopiec nie utożsamia się z ojcem, męskim wzorcem. Do czego to prowadzi?

Dochodzi do pewnej symbiozy i w efekcie możemy na przykład mieć mężczyznę, który trochę identyfikuje się z kobietami, a trochę mu z tą identyfikacją niewygodnie, bo ma poczucie jakiegoś braku. Na zewnątrz może to wyglądać tak, że on świetnie rozmawia z kobietami, rozumie je, ma koleżanki, nie jest agresywny. Ma postępowe poglądy. Będzie bardzo kontaktowy, szybko będzie skracać dystans, ale absolutnie nie zdoła wytrzymać głębszych relacji i unieść zobowiązania i roli. Nie może znieść konieczności pewnego usztywnienia się, bo jeśli chcemy za coś wziąć odpowiedzialność, to w pewnym sensie musimy się usztywnić. Poza tym monogamiczna, dożywotnia relacja z kobietą jest przez niego przeżywana trochę jak pochłonięcie przez matkę, przed czym ma chęć uciec. Taki ktoś będzie raczej dążył do tego, żeby mieć coś jeszcze, na przykład jakiś inny związek, żeby nie „zapaść się” całkiem w jedną kobietę. No i wciąż będzie chciał potwierdzać swoją męskość właśnie poprzez to, że jakieś kobiety widzą w nim mężczyznę. Bo jest tego trochę niepewny. Przede wszystkim zdecydowanie się na jeden związek, jedną kobietę oznacza, że trzeba zrobić coś ostatecznego. Coś „albo-albo”. Coś postanowić. Określić się.

I z czegoś zrezygnować, na rzecz czegoś innego, a taki mężczyzna nie chce niczego zmieniać, bo miałby poczucie straty. Typ synka, który chce brać, ale już niekoniecznie dawać.

Tak. Jeśli mówimy o takim typie mężczyzny, to często on w ogóle nie czuje, że zdradzając, zrobił coś złego, bo w jego procesie wychowania nie było granicy między nim a kobietą i on cały czas jest niejako w relacji z „wielką matką”, która go cały czas nieskończenie, bezwarunkowo kocha. Nie miał relacji z ojcem, więc dla niego to kobieta jest kimś, kto może go mianować mężczyzną. A jak? Idąc z nim do łóżka. Wtedy czuje się męsko, ale nigdy nie jest to wypełnione do końca, dlatego musi być powtarzane z innymi kobietami. Jedna mu nie wystarczy. (…)

Zdrada więcej mówi o tym, kto zdradza, niż o związku?

Zdrada nie jest dowodem na to, że w związku jest kryzys. Zdecydowanie więcej mówi o osobie, która zdradza. Oczywiście może pokazywać pewne kryzysy egzystencjalne, ale generalnie nie zdradzamy z powodów, które dzieją się wokół nas, tylko w nas. Często mówi się na przykład o mężczyznach, którzy, dochodząc do określonego wieku, powiedzmy: późno średniego, znajdują sobie nową partnerkę. Zwykle znacznie młodszą. Czy ich żonie czegoś brakuje? Coś nie tak między nimi? Może tak być, ale nie musi. Warto tu opisać inne zjawisko. U mężczyzny nieraz popędowość organizuje całe życie w tym sensie, że to ona mówi mężczyźnie, czego on chce, co jest dla niego ważne i tak dalej. On ją może sublimować na przykład w twórczość, w zachowania rywalizacyjne i tak dalej, ale generalnie pod każdym typem działania, które podejmuje, jest jakaś popędowość. I w pewnym wieku ona zaczyna słabnąć. Nic już go nie stymuluje tak jak dawniej. A mężczyzna jest przyzwyczajony, żeby iść za stymulacją, a nie na przykład kontemplować. Całe życie szedł za tym, co mu „dawało kopa”, ale ponieważ jego biologiczna moc słabnie, on już tego „kopa” nie może tak poczuć. No i wówczas zaczyna szukać czegoś albo kogoś, kto mu to doświadczenie zapewni. Przedłuży je. Bo nie bardzo wie, co innego mogłoby nim kierować. Inna rzecz, że zdarzają się czasem takie związki, w których ludzie wytrzymują na przykład do momentu, póki dzieci nie osiągną pewnego wieku, a później robią to, co zawsze chcieli zrobić. Ale tu mówimy o rozstaniu, porzuceniu. A zdrada jest trochę czymś innym, bo kiedy zdradzamy, wcale nie chcemy zmieniać status quo.

Kto jest skłonny do takich zdrad? Na przykład ludzie, którzy są generalnie niezbyt uczciwi, czasem to mogą być osoby, które jedynie w sprawach intymnych mają pewne rozmycie reguł, a czasem notoryczni kłamcy, którzy będą przekraczać wszelkie zasady współżycia społecznego i wówczas przekraczanie reguł związkowych jest jednym z wielu pól.

U kobiet mamy na przykład pewną grupę pań mocno rozhamowanych seksualnie i jednocześnie nieskłonnych do przestrzegania zasad społecznego współżycia z różnych powodów. Czasami urazowych lub traumatycznych doświadczeń, ale czasami to jest związane z przebiegiem zaburzeń osobowości – w osobowości pogranicznej albo w socjopatii, która przecież nie tylko u mężczyzn występuje. (…)

Jak zdradzają kobiety?

Dla kobiet o wiele rzadziej sam stosunek jest celem. Na przykład, kiedy romans się rozwija, kobieta może powiedzieć „może i mam romans, sama nie wiem, czasem się całujemy w pracy, ale chyba nie jestem gotowa na nic więcej”. Jest to oczywiście zdrada, ale stwierdzenie „chyba nie jestem gotowa na nic więcej” jest bardzo charakterystyczne dla kobiety. Mężczyzna niemal nigdy tak nie powie. W jego narracji to po prostu nie miałoby żadnego sensu. Albo owszem, może się zdarzyć, że on wypowie podobne słowa, tylko że one się będą do zupełnie czegoś innego odnosić. Na seks jest gotowy, ale „nie jest gotowy na nic więcej” w tym sensie, że na przykład nie jest gotowy zadzwonić po. Ale romans polegający tylko na całowaniu się w pracy, raczej nie jest sytuacją, na której wielu mężczyzn by chciało poprzestać. Poza tym w przypadku kobiet o wiele częściej niż u mężczyzn jest tak, że zdrada wiąże się z kryzysem stałego związku. Z jakimś psychologicznym brakiem.

I zwykle w tej drugiej relacji kobiety oczekują pewnych doświadczeń psychicznych, które się wiążą z jakimś rozwojem relacji. I tu dochodzi do pewnego zderzenia, bo często szczególnie młodsi mężczyźni wolą wierzyć, że istnieją kobiety, które nie mają dalszych oczekiwań poza doświadczeniem seksualnym dla niego samego. Dla takich mężczyzn dowiedzenie się, że jest inaczej, zderzenie się z tym faktem, że jeśli kobieta odbyła z nim stosunek, to zwykle oczekuje czegoś więcej, choćby tego, żeby on chciał czegoś więcej, nawet jeśli sama tego nie chce – może być czymś trudnym do zaakceptowania. Uświadomienie sobie, że każda ze stron toczy własną, odmienną grę, powoduje, że zadajemy sobie pytanie, po co to w ogóle robimy. Dla niejednego młodego mężczyzny takie odkrycie to początek kryzysu wartości. (…)

Wracając do kobiet w kontekście zdrady i pożycia seksualnego, to co jeszcze różni je w tych kwestiach od mężczyzn?

Jeśli mamy taki przypadek, że ktoś jest bardzo rozbudzony, rozhamowany seksualnie, to różnica między kobietami i mężczyznami polega na tym, że kobieta rzadziej z tego psychologicznie korzysta.

Co to oznacza?

Jeżeli mężczyzna w weekend był na trzech imprezach i na każdej współżył z jedną kobietą lub większą liczbą partnerek, to po takim weekendzie może stwierdzić, że jest skuteczny i dobrze mu idzie. W przypadku kobiet częściej będzie tak, że one po czymś takim będą czuły się źle – wykorzystane, użyte, z poczuciem, że siebie w jakiś sposób niszczą, szkodzą sobie. Może to być podyktowane pewnym niepokojem, na zasadzie: czy jest we mnie cokolwiek istotnego, wartego zauważenia oprócz mojej seksualności? Czy istnieję dla mężczyzn, w ogóle dla innych ludzi, w jakikolwiek inny sposób niż tylko jako seksualny obiekt? Powtarza to doświadczenie raz po raz i obietnica satysfakcji się nie spełnia. Nie twierdzę oczywiście, że zawsze musi to tak wyglądać, ale często u kobiet prowadzących niezwykle intensywne życie seksualne, miewa ono nieco autodestrukcyjny charakter.

Dlaczego, skoro robiła to z własnej woli i ochoty?

Wola i ochota niekoniecznie są jakimiś racjonalnymi instancjami w nas. Czasem z własnej woli i ochoty kupujemy substancje, które nas zabijają. Albo z własnej woli gryziemy własne usta, skórę palców, rozdrapujemy rany – to wszystko są przecież działania, podczas których dokonujemy autodestrukcji. Jest znany film Marka Koterskiego pod tytułem „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, który traktuje akurat o alkoholizmie, ale porusza właśnie wątek samozniszczenia jako formy męczeństwa. Próby przejścia na drugą stronę traumy. I często ludzie używają seksu w takiej funkcji, więc „własna wola” to nie taka prosta sprawa. Czasem z własnej woli i ochoty robimy sobie krzywdę, choćby po to, żeby jedna nasza część mogła ukarać inną, żeby zamienić ból psychiczny na silne doznanie fizyczne, żeby powtórzyć jakąś traumę i spróbować, czy damy radę ją przetrwać, zmierzyć się z nią. Czasem powtarzamy jakieś doświadczenie raz po raz i raz po raz to się źle dla nas kończy, ale nie przestajemy tego robić w nadziei, że za którymś razem się skończy inaczej. I nie twierdzę tym samym, że każda kobieta o bardzo aktywnym życiu seksualnym musi mieć takie problemy, ale zasadniczo między płciami jest jednak dość istotna biologiczna różnica w motywacji.

Ludzie robią pewne rzeczy po to, żeby sobie „dokopać”. Dotknąć pewnej skrajności i przejść przez nią. Trochę na przykład zgodnie z myślą, że jeśli jestem dla kogoś nikim: dla rodziców, dla ważnej osoby, dla siebie – to będę nikim do takiego stopnia, że przestanie mnie to już boleć. (…)


Paweł Droździak

Psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny. Prowadzi psychoterapię osób dorosłych, często uwikłanych w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego, oraz terapię osób z problemem kontroli impulsów. Swoje rozumienie problemów pacjentów opiera głównie na teorii współczesnych szkół psychoanalizy. Entuzjasta psychoanalizy lacanowskiej, hatha jogi i sportów ekstremalnych.