Do rąk czytelników trafia Pani nowa powieść „Chodź za mną”. Która to już Pani książka?

Od chwili, w której postawiłam przed sobą wyzwanie, by napisać książkę i wydać ją w wydawnictwie, w którym debiutowała Małgorzata Kalicińska, minęło już dziesięć lat. Szybko wyzwanie przerodziło się w uzależnienie. Na początku z dumą nadawałam kolejnym premierom numery porządkowe. Pięć lat temu, gdy sprzedaż moich książek była wystarczająco duża, zostawiłam mężowi prowadzoną przez siebie firmę i skupiłam się wyłącznie na pisaniu. To był moment, w którym przestałam liczyć książki, a bardziej skupiłam się na historiach, które opowiadam czytelnikom.

Popularność przyniosła Pani seria o policjantach pt. „Kryształowi”, jest Pani znana jako autorka ostrych kryminałów. A tutaj – niespodzianka – zmienia Pani wszystko: konwencję, stylistykę, metaforykę. Dlaczego?

„Kryształowi” to seria opowiadająca o najtwardszych z twardych, o policjantach z Biura Spraw Wewnętrznych zajmujących się eliminowaniem policjantów łamiących prawo. „Chodź za mną” to thriller, w którym najważniejsze są emocje. Dlaczego zdecydowałam się na taką zmianę? Jest taka zasada, której trzymam się w swojej pracy: „albo dasz czytelnikowi to, czego się po Tobie spodziewa, albo dasz mu więcej”. Uznałam, że Czytelnicy czekają na coś ostrego, dlatego ja zagłębię się w najbardziej delikatne tematy: miłości i strachu.

„Chodź za mną” ma kilka warstw. Najprostsze skojarzenie to trójkąt miłosny, a Pani w fabule tak miesza, jak nie przymierzając Ajschylos w greckiej tragedii!

Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy, Opiat-Bojarska ma warstwy dlatego „Chodź za mną” też musiało je mieć. Moje założenie było takie, by opowieść angażowała, zmuszała do myślenia i szokowała przebiegiem wydarzeń. Miłość jest najważniejsza niezależnie od figury geometrycznej i stanowi pierwszą warstwę tej opowieści. Czasem przychodzi do nas zbyt późno, ale czy to wystarczający powód, by ją odrzucać?

Artur, główny bohater jest niewidomy, Ewa to kobieta 35-letnia, uzależniona od social mediów, ma męża i kochanka. To musi prowadzić do morderstwa? Skąd wzięła Pani ten pomysł?

A może spójrzmy na to z zupełnie innej strony. Ewa to zwyczajna kobieta, która ma kontakt z wieloma osobami dzięki social mediom i która zakochała się, trochę później niż powinna. Artur natomiast jest bystrym, młodym mężczyzną, który zupełnie nie zwraca uwagi na wygląd, ale zauważa za to dużo ważniejszych rzeczy. Czy romans zawsze musi prowadzić do morderstwa? U Opiat-Bojarskiej najwyraźniej tak. Kiedy pojawia się trup, akcja zagęszcza się, a uczucia albo umacniają się albo ewoluują. Pomysł na fabułę złożony jest z kilku inspiracji. Mogę zdradzić, że przygotowując się do napisania tej powieści, odwiedziłam „Niewidzialny dom”, wybrałam się na spacer po Toruniu z Arturem i jego białą laską, spędziłam kilka godzin na sali sądowej słuchając zeznań osób, które przeżyły tragedię; oglądałam film z zamkniętymi oczami… aaa, i byłam w „Dark Restaurant” czyli w restauracji, w której jedzenie serwowane jest w całkowitej ciemności. I jak tu nie kochać swojej pracy?

To pierwsza powieść, w której tak głęboko wnika Pani w psychikę ludzką, porusza Pani czułymi strunami, jakimi są emocje. To one Panią uwiodły? Zaintrygowały?

Szczerze? Szukałam czegoś, co wytrąci mnie ze strefy pisarskiego komfortu. Ostatnie dwa lata spędziłam albo pisząc „Kryształowych”, albo opowiadając w telewizji o prawdziwych zbrodniach. Od moich policyjnych informatorów nauczyłam się wyłączać emocje. Bo przecież okazywanie ich sprawia, że wydajemy się słabsi.

Ale gdzieś z tyłu głowy towarzyszyło mi zdanie: „Emocje nie zabijają”. Wypowiedziała je kiedyś uczestniczka prowadzonych przeze mnie warsztatów pisania, z wykształcenia psycholog. Uśmiechnęłam się wtedy, ale też zrozumiałam, że ma rację. Ewa, bohaterka „Chodź za mną” jest więc prawdziwą kobietą, która owszem czasem próbuje udawać twardzielkę, ale bywają chwile, w których nie radzi sobie z tym, co czuje.

A co łatwiej się pisze: kryminał czy thriller obyczajowo-psychologiczny?

Po wydaniu kilkunastu kryminałów – na pewno łatwiej i szybciej pisałoby mi się kryminał. Tylko, czy w życiu chodzi o to, by w najkrótszym tempie przejść z punktu A do B? Dla mnie liczy się droga. To, kogo podczas niej spotkam, czego się dowiem, co przeżyję i jak się zmienię. To wszystko wzbogaca potem nie tylko moje książki, ale i moje życie.

Aż strach pytać jaka będzie Pani następna książka?!

Jak to jaka? Równie wciągająca, emocjonująca i zmysłowa jak „Chodź ze mną”. No i nie będzie zawierała tego, czego spodziewa się Czytelnik. Dam mu coś więcej **