Anna ma wszystko: rodzinę – męża, akademickiego nauczyciela, nastoletnią córkę i fajną pracę. Kobieta prowadzi główne wydanie wiadomości w duńskiej telewizji. I uporządkowane, przewidywalne życie nudzi ją. Namawia więc męża na pewien eksperyment. W ogromnej willi, którą Erik odziedziczył po ojcu, zakładają hipisowską komunę. Jest środek lat 70.  Grupa ludzi razem mieszka, wspólnie gotuje, razem zasiada do posiłków, każdy opowiada o tym jak minął mu dzień. Wiodą proste życie wypełnione przyjaźnią, miłością i tolerancją, ale i tragedią.  I to proste życie zostaje wystawione na próbę, gdy pewnego dnia introwertyczny Erik – ośmielony spontanicznością żony i pozostałych członków komuny – zwierza się ze swoich planów. Osobliwych. Chciałby, by do grupy dołączyła jego studentka, w której się zakochał.

zdjęcie: materiały prasowe

 

To początek końca  świata Anny, Erika i ich powoli wchodzącej w dorosłość córki Frei –  ich wzajemne relacje  rozpadają się na piksele. To kwestia czasu, by rodzina przestała istnieć, a decyzją członków komuny Anna musi opuścić dom.   

Reżyser Thomas Vinterberg przyznaje w wywiadach, że pomysł na film narodził się z jego osobistych doświadczeń. Sam między 7 a 19 rokiem życia wychowywał się wśród hipisów. – To był szalony, ciepły, fantastyczny czas, w którym otaczały mnie genitalia, piwo, poważne akademickie dyskusje, miłość i osobiste tragedie – wspomina artysta. 

Na wyróżnienie zasługuje rola Trine Dyrholm, gwiazdy kina duńskiego (może pamiętacie ją w filmie Susanne Bier "Wesele w Sorrento"?). Jej Anna to  kobieta, która  najpierw wywołuje trzęsienie ziemi w swojej rodzinie, by potem nie radzić sobie zupełnie z uczuciami, gdy szczęście ją opuszcza. Dyrholm zagrała tak sugestywnie, zbudza tak gorące emocje, że długo po wyjściu z kina nie mogłam  przestać rozmawiać i dyskutować o tym co zobaczyłam na ekranie.     

"Komuna", reż. Thomas Vinterberg, w rolach głównych: Trine Dyrholm, Ulrich Thomsen, Martha Sofie Wallstrom Hansen, czas trwania: 111 min, dystrybutor Gutek Film