Atuty filmu? Znalazłam  trzy: zdjęcia -  urokliwe zakątki  Nowego Jorku ( zobaczcie jak pastelowo fotografowany jest Manhattan) i Los Angeles  w odcieniach ochry, sepii i oranżu. Piękne kobiety w eleganckich kreacjach ( to czasy gdy panie i panowie z tzw. towarzystwa przebierali się w ciągu dnia trzy, a nawet czterokrotnie!) i intrygująca parada postaci – szczególne drugiego planu,  bo Allen ma rewelacyjne wyczucie  w kwestii obsadzania aktorów we właściwych rolach – wystarczy popatrzeć na grę Coreya Stolla jako rozgadanego gangstera Bena, na Blake Lively jako dobrą żonę Bobbiego, czy Parker Posey – w roli jego przyjaciółki.

Zdjecie: materiały prasowe

Jaka to historia? Podobna do tych, które Allen opowiada nam od wielu lat. Oto z Bronxu w Nowym Jorku (czyli intelektualnego centrum Ameryki, a może nawet centrum świata?) do Los Angeles – miasta aniołów i Fabryki Snów wyrusza Bobby (Jesse Eisenberg) chłopak lekko zahukany. Młodzieniec liczy ze na Zachodzie jego wujek Phil, wpływowy agent gwiazd (Steve Carell) da mu posadę. Powoli wchodzi w środowisko filmowe, z pewną dozą zakłopotania i ciekawości. Gdy pozna sekretarkę wuja – Vonnie ( Kristen Stewart) jego świat wywróci się do góry nogami. Bobby dojrzewa do świata w jakim nigdy nie chciał żyć. Bo "wszyscy jesteśmy uczestnikami komedii autorstwa sadystycznego komediopisarza, stwierdza w pewnym momencie. 

zdjęcie: materiały prasowe

Tylko gdzie się podziały świetne dialogi z jakich Mistrz z Manhattanu słynie? Bo rozmowy jakie  toczą rodzice głównego bohatera (brawa dla Jeannie Berlin i Kena Stotta) to trochę za mało. Powstał film cukierkowy  lecz zbyt słodki z rozciągniętą historią jak nie przymierzając krówka ciągutka.

Zdjecie: materiały prasowe

Śmietanka towarzyska, reż. Woody Allen, czas trwania: 96 min, dystrybutor Kino Świat