Miesiączka, czyli wszystko się zaczyna

Pierwszy dzień menstruacji jest zarazem pierwszym dniem cyklu. W tym czasie jest już jasne, że do zapłodnienia nie doszło, więc organizm bierze się za przemeblowanie. Pogrubiała, gotowana na przyjęcie zapłodnionej komórki jajowej śluzówka macicy (endometrium) przestaje być potrzebna. By się jej pozbyć, jajniki zarządzają rozpoczęcie miesiączki. Podczas menstruacji, endometrium złuszcza się i jest usuwane wraz z krwią. W tym czasie jajniki „biorą wolne“ produkują bardzo małe ilości zarówno estrogenów, jak i progesteronu. W trakcie miesiączki, zwłaszcza przez pierwsze dwa dni, postaraj się zwolnić, daj sobie czas na odpoczynek. Ponieważ możesz czuć się osłabiona, włącz do diety produkty bogate w żelazo (drób, ryby, wątróbka, szpinak), które zwiększą ilość czerwonych krwinek, a przez to wzmocnią Cię. Na czas po menstruacji natomiast warto zaplanować sobie podejmowanie strategicznych decyzji. Ponieważ Twój umysł pracuje teraz na najwyższych obrotach, jesteś bardzo wydajna, łatwo przyswajasz sobie nowe informacje, zapisz się na kurs, zaplanuj termin obrony pracy magisterskiej lub rozmowy w sprawie pracy. Specjaliści nawet nazywają ten czas pomenstruacyjną euforią.

Owulacja, czyli czekamy na dziecko

Mniej więcej w połowie cyklu pojawia się owulacja. Już kilka dni przed nią zmienia się sytuacja na hormonalnym froncie: powoli zwiększa się produkcja estrogenów. W tym czasie organizm przygotowuje się do zapłodnienia. W jajniku dojrzewa pęcherzyk jajnikowy, wyściółka macicy grubieje, by stać się jak najlepszym posłaniem dla zapłodnionej komórki jajowej, z której powstanie zarodek. W tym czasie Twoje samopoczucie znacznie zwyżkuje, czujesz przypływ energii, tryskasz optymizmem. Podczas owulacji temperatura ciała podnosi się o kilka kresek, dlatego możesz czuć się lekko „rozpalona“. W tym czasie masz największy apetyt na seks. To naturalne, ponieważ organizm chce wykorzystać nadarzającą się okazję, by skłonić Cię do współżycia w nadziei na zapłodnienie dojrzałej komórki jajowej. Dodatkowo czujesz się bardzo pewna siebie i atrakcyjna. Wykorzystaj te kilka dni na negocjowanie wyjątkowo trudnych kontraktów, forsowanie swojego pomysłu w pracy lub planowanie urlopu, który do tej pory Twojemu partnerowi wydawał się kontrowersyjny. Teraz siła Twoich argumentów może  przekonać go do tak karkołomnego pomysłu.

Koniec jajeczkowania, czyli porządki w organizmie

Parę dni po jajeczkowaniu poziom estrogenów zaczyna ostro spadać, pojawiają się natomiast duże ilości progesteronu, który „wydalany“ jest z pustego pęcherzyka jajnikowego. Hormon ten potrzebny jest na wypadek, gdyby doszło do zapłodnienia. To progesteron sprawia, że śluzówka macicy staje się gruba ponad miarę i przez to gotowa na przyjęcie zapłodnionego jajeczka. Jeśli jednak w tym miesiącu nie zdecydujesz się na dziecko, w Twoim organizmie zaczynają się wielkie porządki. Utrzymująca się duża ilość progesteronu we krwi przy malejącym poziomie estrogenów sprawia, że zaczyna krążyć nad Tobą widmo zespołu napięcia przedmiesiączkowego. PMS osiąga swoje apogeum kilka dni przed kolejną menstruacją. W fazie lutealnej, w którą właśnie wkroczył Twój cykl miesiączkowy, Ty możesz czuć się tak, jakby ktoś z Ciebie spuścił powietrze. Po poowulacyjnej asertywności i radości życia zostało tylko wspomnienie, a zaczynają dręczyć Cię nastroje depresyjne. Czujesz się też mniej atrakcyjna jako kobieta. Staraj się „wziąć na wstrzymanie“. Nie porywaj się teraz na ambitne wyzwania, unikaj decydujących rozmów, w których mogłabyś poczuć się zraniona. W tym czasie z pewnością odczujesz to bardziej niż sprawa na to zasługuje. Żeby poprawić sobie samopoczucie, zapisz się na zabieg u kosmetyczki lub wykup karnet u masażysty.

Tuż przed okresem, czyli PMS

Rano, przed wyjściem do pracy, pokłóciłaś się z mężem, później nakrzyczałaś na współpasażera w autobusie, wreszcie wywołałaś awanturę w biurze. Czujesz się strasznie sama ze sobą, najchętniej wsunęłabyś się pod kołdrę i nie wychodziła z domu. Masz bardzo niskie poczucie własnej wartości, czujesz, że do niczego się nie nadajesz. Ponieważ nie możesz poradzić sobie z własnymi frustracjami, próbujesz przelać je na innych, dlatego reagujesz agresją na nawet niewinną uwagę. A wszystko przez to, że Twój cykl miesięczny osiągnął szczyty fazy lutealnej. To sygnał dla jajników: maksymalnie ograniczamy produkcję progesteronu i estrogenów. Wszystko po to, by przygotować niepotrzebnie pogrubiałą błonę śluzową macicy do złuszczania się. Za chwilę zacznie się miesiączka. Prawdopodobnie ta zależność między hormonami płciowymi sprawia, że Twoje samopoczucie pikuje mocno w dół. Dlatego teraz zwykle pojawia się PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. Może on objawiać się w postaci wyjątkowej drażliwości, głębokiego smutku, męczącej nadpobudliwości lub te nastroje występują naprzemiennie. Jednak PMS to nie tylko skutki psychiczne. Parę dni przed miesiączką możesz czuć się ociężała, bo zbyt mała ilość estrogenów powoduje zatrzymywanie wody w organizmie, więc waga może pokazywać nawet dwa kilogramy więcej. Spróbuj zrobić sobie wolne. Jeśli nie możesz w tym czasie zaplanować urlopu (a jest to przecież niewykonalne), odpuść sobie i nie planuj na dni tuż przed miesiączką ważnych spotkań, negocjowania kontraktów, zdawania ważnych egzaminów. Wystarczy odczekać kilka dni, a Twoje nastawienie psychiczne zmieni się na lepsze i poczujesz napływ nowych sił. Ponieważ na kilka dni przed menstruacją jesteś bardziej wrażliwa na ból, przełóż wizytę u dentysty lub depilację woskiem na bardziej sprzyjający termin. Udowodniono naukowo, że objawy PMS-u mogą być łagodzone za pomocą zwiększenia w tym czasie spożycia witaminy B6, którą znajdziesz w mięsie, rybach, fasoli, kiełkach pszenicy. Huśtawki nastrojów z kolei pomoże Ci wyciszyć wapń, dlatego w tym czasie postaw na produkty mleczne. Ponieważ magnez pomoże Ci rozprawić się z obrzękami i tkliwością piersi, pozwól sobie na zjedzenie cząstki gorzkiej czekolady lub paru orzechów.