Andersen mawiał, że najbardziej zdumiewającą bajką jest życie. Przekonaj się o tym, przenosząc w świat jego baśni. Wyrusz na północ, za koło podbiegunowe. Będziesz spać w chacie zagubionej gdzieś w tundrze, jeść mięso reniferów, jechać zaprzęgiem ciągniętym przez błękitnookie psy i polować na zorzę polarną. Wybierz się do Laponii, krainy, która rozciąga się na północy Finlandii, Norwegii i Szwecji, ojczyzny Królowej Śniegu.

Laponia w grudniu powita cię niebiesko-szarym półmrokiem. Szarówka trwa cały dzień, świt niepostrzeżenie przechodzi w zmierzch, słońce prawie nie wstaje znad horyzontu – panuje polarna noc. Ulice Rovaniemi, nieformalnej stolicy Laponii, oświetlają palące się całą dobę latarnie. Miasteczko wydaje się opustoszałe. Być może wszyscy wybrali się do siedziby Świętego Mikołaja, która znajduje się 9 km stąd, na kręgu polarnym. Dlaczego akurat tutaj, a nie w Turcji, gdzie naprawdę mieszkał biskup, który w tajemnicy pomagał ubogim i rozdawał podarki dzieciom? Wszystkiemu winne są media, a właściwie fiński dziennikarz radiowy Niilo Tarvajärvi. W latach 20. ubiegłego wieku w audycji dla najmłodszych oznajmił, że Mikołaj z pewnością mieszka na Korvatunturi, górze w Finlandii, której wierzchołek przypomina kształtem ucho. Dzięki temu słyszy marzenia dzieci z całego świata. Pomysł się przyjął i władze Finlandii przekazały Mikołajowi swoją część Laponii we władanie. W wiosce Mikołaja, poza Świętym, mieszkają elfy i renifery, wśród nich Rudolf Czerwononosy. W budynku poczty można przeczytać najbardziej oryginalne listy, które nadesłały dzieci całego świata. Jest wśród nich list z Polski napisany na brzozowej korze, a także najdłuższy, jaki tu dotarł: ma 413 metrów, przysłali go uczniowie z Rumunii. Podobno na każdy list Mikołaj odpowiada osobiście! W swoim biurze urzęduje codziennie, z wyjątkiem 24 i 25 grudnia, wtedy bowiem ma wolne – rozdaje prezenty. Jak udaje mu się dotrzeć w każdy zakątek globu zaledwie w ciągu jednej nocy? To proste. W wiosce znajduje się wielki zegar, a w nim ogromna przekładnia sięgająca do środka Ziemi. Kiedy brakuje czasu, Święty wstrzymuje jej obrót i spokojnie pracuje dalej. Wigilijna noc dzieciom wydaje się taka długa… Jak widać, mają rację.

Gdy nacieszysz się atmosferą świąt i atrakcjami Mikołaja, wybierz się dalej na północ, do miejscowości Suomu. To maleńka turystyczna osada, położona wśród lasów, za kołem polarnym. Stałych mieszkańców jest tam zaledwie kilku. Ale na turystów czekają przytulne domki z kominkami i fińską sauną.

Odległości w Finlandii są ogromne, do Suomu prowadzi długa i niemal zupełnie pusta droga. Jej pobocza wyznaczają tyczki, które wystają nad zaspy śniegu, czasem na wysokość człowieka, częściej zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Trudno tu spotkać inny samochód, o wiele łatwiej o stado reniferów. Dostojne, spokojne, przypominają jelenie. Wędrują, gdzie chcą, żyją na swobodzie, ale to nie są dzikie zwierzęta. Każdy ma właściciela. Dwa razy do roku odbywają się w Finlandii i Norwegii wielkie spędy, podczas których renifery są zaganiane do zagród i liczone. To ważne przedsięwzięcie – liczba posiadanych reniferów świadczy o bogactwie Lapończyka.

Psi zaprzęg i zorza Polarna

W Suomu przywita cię niezmącona cisza, która wypełnia białą przestrzeń aż po horyzont, i wirujące płatki śniegu. A w miejscowej restauracji typowo lapoński obiad: gęsta, aromatyczna zupa ze smardzów, posolihy, czyli potrawa z rozkosznie miękkiego mięsa renifera, a na deser rozgrzewający lakki, czyli likier z arktycznych poziomek. Po takim wybornym posiłku koniecznie musisz spróbować jazdy psim zaprzęgiem. To obowiązkowy punkt programu każdego turysty, który zapędzi się za koło polarne. Kiedyś zaprzęg był podstawowym środkiem transportu, dziś jedną z najbardziej popularnych miejscowych atrakcji. Jeżeli chcesz, możesz owinąć się skórą renifera i rozsiąść wygodnie w saniach niczym w naszym kuligu. Albo pod okiem maszera sama spróbować sztuki powożenia saniami. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Psy biegną bardzo szybko, osiągają prędkość nawet kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Mkną po bezdrożu, wśród zasp śniegu, kamieni i krzewów tundry. Czasem trasa wiedzie po zamarzniętym jeziorze. Wtedy wydaje się, że zarówno psy, jak i sanie płyną w powietrzu.

Przy odrobinie szczęścia podczas nocnej wyprawy zaprzęgiem zobaczyć można zorzę polarną. Pojawia się wieczorem, w okresie między równonocą jesienną a wiosenną, czyli między 21 września a 21 marca. Najpierw nad ciemnym horyzontem na czarnym niebie pojawia się wąska zielonkawa wstęga. Z każdą sekundą rośnie, szybko zmienia kolor na intensywny turkus, zaczyna wirować. Rozpoczyna się gra świateł: zielenie, błękity, wszystkie odcienie seledynu, a za chwilę żółć i czerwienie. Światło tańczy, układa się nad szczytami wzgórz jak jedwabny, opalizujący płaszcz. Wydaje się, że płomienie liżą niebo, by za chwilę zmienić się w złote łuki. Widowisko jest niezwykłe, wręcz metafizyczne. Dawni mieszkańcy Laponii wierzyli, że pod postacią kolorowych ogni zorzy polarnej wracają na ziemię dusze zmarłych. Nietrudno w to uwierzyć także dziś.

W pałacu królowej śniegu

Chcesz poczuć się jak Gerda, która odnajduje ukochanego Kaja w świecie z lodu? Spędź noc w hotelu zbudowanym wyłącznie z lodu, np. w Snowvillage w miejscowości Kittilä. Hotel wygląda niczym gigantyczne igloo. Wszystko zrobiono tu z brył zamarzniętej wody: pokoje i wyposażenie – łóżka i stoły. „Ściany ze śnieżnej zawiei, okna i drzwi z porywistych wiatrów, sale wielkie i lśniące”… – tak o pałacu Królowej Śniegu pisał Andersen. W hotelu lodowy bar serwuje drinki w szklankach z lodu. A w lodowej recepcji zamiast klucza do pokoju goście dostają puchowy śpiwór, czapkę, rękawiczki i instrukcję, jak przetrwać noc. Na zewnątrz temperatura spada poniżej -20°C, wewnątrz jest „zaledwie” -5°C. Ale gdy nad ranem zapuka kelner ze szklaneczką gorącego soku z porzeczek i rozkoszna słodycz rozgrzeje twoje podniebienie, przyznasz rację Hansowi Christianowi, że życie może być najbardziej zdumiewającą bajką.