Skąd pomysł na kwiaty w pudełkach?

Nie jestem taka genialna, żebym sama wszystko wymyśliła – śmieje się Maja. – Przeglądałam zagraniczne strony lifestylowe, Instragram, Facebook i przypadkiem zobaczyłam: kwiaty w pudełkach! Pomysł na biznes nie narodził się od razu. Wówczas zainteresowało ją tylko, gdzie takie pudełka z kwiatami można kupić. – Okazało się, że w Polsce ich nie ma! „Skoro niedostępne, to może ty je stwórz?” – podpowiedział mój chłopak Tomasz.

Idea prosta: kwiaciarnia, w której zamiast tradycyjnych bukietów z różnych kwiatów, ze wstążkami, sprzedaje się wyłącznie róże stojące w pudełkach, na których dnie jest nasączona wodą i odżywką gąbka florystyczna. I tak stałam się w Polsce właścicielką pierwszej takiej kwiaciarni. Pomysł narodził się chwilę przed wakacjami zeszłego roku, a w listopadzie już sprzedawała pierwsze kwiaty. – Najwięcej czasu pochłonęło znalezienie producenta pudełek, wyrobienie sobie kontaktów z dostawcami kwiatów i znalezienie lokalu: kameralnego, z dobrą lokalizacją. Znalazłam taki na Powiślu – mówi. Trzeba było założyć też stronę internetową, aby klienci mogli składać zamówienia także przez internet. Tylko w sprawie pudełek odbyła chyba z milion spotkań. Ich wykonanie okazywało się trudne, bo Maja, prócz prostopadłościanów, uparła się mieć również pudełka w kształcie walca.

Maja Bochosiewcz
materiały prasowe Flower Store

Kwiaty ze sprawdzonych źródeł 

– Liczy się wykonanie, każdy detal. I jakość kwiatów. Wszystko musi być perfekcyjne. Postawiłam na róże w 3 kolorach: białym, czerwonym i różowym. Sprawdzają się, a klienci nie są zdezorientowani. Do tego pudełka w różnych rozmiarach i kolorach. Trochę czasu zajęło dojście do wiedzy, która odmiana róż jest najlepsza. – Większość kwiaciarni kupuje na giełdach kwiatowych odmiany tańsze. Nasze są drogie, ale robią wrażenie i długo utrzymują świeżość. Nie sprzedajemy kwiatów, które stoją drugi czy trzeci dzień, jak zazwyczaj dzieje się w kwiaciarniach. Na drugi dzień to, co się nie sprzeda, wyrzucamy, ale dzięki temu nasze róże wytrzymują w pudełku około 7 dni.

Pierwsze pudełka stanęły w domu Mai. – Musiałam się przekonać, jak długo będą dobrze wyglądać. Dziś mamy sprawdzonych dostawców z Holandii i Niemiec, choć róże przyjeżdżają do Polski najczęściej z Kenii  – tam są największe plantacje. Przy okazji kwiatowego biznesu dowiedziałam się też, że świetną domową odżywką do kwiatów jest zwykły kwasek cytrynowy rozpuszczony w Spricie. Taki „koktajl” odżywia kwiaty  i jednocześnie zabija bakterie.

Nie wierzę w biznesy, do których się dokłada.

Maja zakładała pudełkową kwiaciarnię z konkretną intencją: że przyniesie dochód. – Nie wierzę w biznesy, do których się dokłada. Wierzę natomiast, że biznes udaje się wtedy, gdy są w tym pasja i zaangażowanie. Wszystko wskazywało, że będzie to hit, bo w wielu miastach europejskich można już było kupić pudełkowe kwiaty i nie brak było na nie amatorów. Ale mimo to zaskoczyła mnie liczba klientów. Pomysł chwycił błyskawicznie i moja „fanaberia” jest biznesem dochodowym – podkreśla aktorka. 

Maja kwiatowy biznes prowadzi z chłopakiem, biznesmenem. – Dopełniamy się. Gdybym miała robić to sama, nie wystarczyłoby mi zapału i siły do realizacji. Od strony biznesowo-finansowo-technicznej jest więc Tomek: dba o kontakty z dostawcami kwiatów i z bankami, kontroluje obsługę kwiaciarni. Ja jestem dobra  w wymyślaniu, odpowiadam więc za stronę estetyczną: jak ma wyglądać, jaki ma mieć kolor. Zajmuję się też PR-ową otoczką: na bieżąco prowadzę funpage,  Facebook i kontaktuję się z klientami.

Pudełko na każdą okazję?

Róże w pudełkach zamawiają różne firmy: kliniki piękności, hotele. Ale i zwykli ludzie. Kupują pudełka na oświadczyny, by np. w róży ukryć pierścionek zaręczynowy. – Mieliśmy już zamówienia ślubne: obrączki miały być w bukiecie, zamiast leżeć na tradycyjnej poduszce. Ktoś inny prosił o ułożenie w kwiatach liter z pytaniem: czy wyjdziesz za mnie? Raz przyjęłam zamówienie na czarne róże. Takich nie mamy, więc białe pomalowaliśmy na czarno. A firma Reebok na promocję najnowszych butów w tęczowej edycji zażyczyła sobie kwiaty farbowane na niebiesko i fioletowo.

Aktorka śmieje się, że wszyscy znajomi wiedzą,  że „jeśli wpadnie z wizytą Maja, to z pudełkiem”. – Dawniej gazety dzwoniły do mnie z propozycją wywiadu czy sesji zdjęciowej. Teraz zdecydowanie częściej odzywają się, by zamówić kwiaty do sesji. Jednak aktorka zarzeka się, że aktorstwa dla kwiatów nie porzuci. – Nie zakładałam Flower store z myślą, że „teraz będę tyle zarabiać, więc mogę dać sobie spokój z aktorstwem”. Scena to moja pasja, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Flower store zapewnia mi komfort psychiczny i stabilność finansową: teraz nie muszę przyjmować każdej propozycji, nie zmuszam się do grania takich ról, które mi się nie podobają. Kwiaty są drugim źródłem zarobku. Uprawiam wolny zawód, nie mam sztywnego grafiku zajęć, dzięki temu mogę poświęcić czas mojemu „planowi B”. Bo do kwiaciarni trzeba codziennie zajrzeć, wszystkiego dopilnować.