[tekst: Agnieszka Rakowska]

– Pochodzę z maleńkiej wsi na Mazurach – zaczyna opowieść Ewa. – W szkole byłam  typem błazna: glany, kolorowe skarpetki, fryzura na Muńka Staszczyka. Taka przykrywka. Uśmiechałam się i wygłupiałam, a o sobie myślałam: „Gruba świnia”. Nie chodziłam do lekarza, bo wstydziłam się rozebrać. Jak ognia unikałam lekcji WF-u,  bo nauczycielka drwiła ze mnie. Dałam sobie wyciąć zdrowy  wyrostek, żeby dostać zwolnienie z ćwiczeń. Nie poszłam na studniówkę, bo nie mogłam się wbić w żadną sukienkę. Czułam się nic niewarta. Wszyscy wydawali mi się mądrzejsi, lepsi  – wyznaje Ewa.

Przełom nastąpił, gdy po maturze wyjechała do pracy na brytyjską wyspę Jersey. – W pracy poznałam Magdę, też Polkę. Zaprzyjaźniłyśmy się. Magda znała moje problemy, wiedziała, że nienawidzę swojego wyglądu. Siedziałyśmy kiedyś w kawiarni, delektowałyśmy się pyszną gorącą czekoladą i Magda nagle wypaliła: Ewa, przestań wstydzić się swojej kobiecości. Uwierz, że jesteś piękna.

Jej słowa kompletnie mnie rozwaliły. Tak pozytywnie. Następnego dnia kupiłam szpilki i sukienkę. Worki pokutne poszły  w kąt! Zapuściłam włosy, zaczęłam sobie robić makijaż. Po powrocie do kraju znajomi pytali  z niedowierzaniem: „To naprawdę ty? Ale laska!”. Żeby jeszcze bardziej się dowartościować, zafundowałam sobie prywatną sesję zdjęciową. Odkryłam wtedy, że lubię pozować i dobrze mi to idzie. Zobaczyłam w sobie atrakcyjną kobietę. Co z tego, że w dużym rozmiarze? – opowiada Ewa.

Fotki od razu wrzuciła na  Facebook. Dzięki temu wypatrzyła ją agencja modelek Nobody’s Perfect (założona przez modelkę XL). Ewa dostała pierwsze zlecenie – sesja modowa do tygodnika. Wspomina: – Działo się! Stylistka kazała mi się wcisnąć w spodnie 42, większych nie miała, bo nie sądziła, że „taka bambaryłka jestem”. To nie było przyjemne, ale przeżyłam. Za ciasne spodnie przykryłam tuniką. Jeszcze nie raz stylistki wciskały mnie w zbyt małe rzeczy. Świat mody dopiero uczył się pracy z grubymi modelkami.

Po 4 latach pracy w branży ma na koncie wiele sesji zdjęciowych, ale najbardziej dumna jest z pokazów u Gosi Baczyńskiej. Znalazła się w gronie modelek, które na co dzień chodzą po wybiegach w Tokio i Paryżu. – To było coś! – uważa. Właśnie wtedy wypatrzyła ją fotograficzka Zuza Krajewska  i zaprosiła na sesję. – Artystyczne zdjęcia ukazały się w prasie  – cieszy się modelka XL, która nie wymiękła, nawet gdy dostała propozycję nagiej sesji. – Zgodziłam się! Uznałam, że mam ładne ciało, a fałdkę na brzuchu się zatuszuje. Jestem chyba pierwszą grubą modelką, której nagie zdjęcia trafiły na okładkę – twierdzi Ewa. Żałuje, że zleceń modowych jest za mało. – Dorabiam, prowadząc latem małą knajpkę na Mazurach. Lubię to, ale wolałabym utrzymać się  z pracy w branży modowej. Kiedyś na pewno się uda!