Nigdy mu tego nie zapomnę”, „Zachowała się tak fatalnie, że nie sposób tego zrozumieć”, „Zapamiętam na zawsze, jak podle postąpił”. Gdy spotka nas coś przykrego, takie myśli ma chyba każda z nas. Wydaje nam się, że nie potrafimy wybaczyć, bo to oznaczałoby, że musimy zapomnieć wyrządzoną nam krzywdę. Psychologowie przekonują, że w procesie wybaczenia nie o to chodzi. – Czasem nie chcemy komuś wybaczyć, bo wydaje nam się, że byłby to prezent dla winowajcy – mówi psychoterapeutka Agata Wilska (agatawilska.pl) – Uważamy, że wybaczając, rezygnujemy z symbolicznej przewagi. To tak nie działa. Wybaczenie służy tak naprawdę nam, nie sprawcy – tłumaczy.

Tego nie da się zapomnieć

Często słyszymy radę: „wybacz i zapomnij”. To sugeruje, że musimy wyrzucić z pamięci wyrządzoną nam przykrość. Nieprawda. Nie oczekuj od siebie, że czarodziejską gumką myszką wymażesz z głowy fakt, że ktoś zachował się nie fair. To nie tylko bardzo trudne, ale z neurologicznego punktu widzenia niemal niemożliwe. Mózg przechowuje wspomnienia. I choć można nieco w tej kwestii nim zawiadywać, nie da się wydać mu polecenia: zapominamy. To niewykonalne. – Poza tym pamięć krzywd jest cenna, potrafi nas ochronić. Pamiętając i wyciągając odpowiednie wnioski, często jesteśmy w stanie nie powtórzyć błędów z przeszłości – mówi Agata Wilska. Jeśli przyjaciółka cię zawiodła, mama niesłusznie skrytykowała, to musisz przyjąć to za fakt. Nie zaprzeczać mu, nie starać się go z pamięci na siłę wyprzeć. Z drugiej strony nie warto w nieskończoność rozmyślać o przykrościach, które ktoś nam sprawił. Czasami lepiej przekierować uwagę gdzie indziej. Przestać analizować. Zaakceptować to, że stała nam się krzywda. Ale zaakceptować nie znaczy zaaprobować.

Wybaczać bez usprawiedliwiania

Gdy próbujemy komuś wybaczyć, czasami staramy się go na siłę tłumaczyć. „Teściowa mnie tak potraktowała, bo jest zmęczona”, „Partner powiedział o dwa słowa za dużo, bo chyba trochę go sprowokowałam”. Nie tędy droga. Choć pewna doza empatii bardzo w procesie wybaczania się przydaje, nie warto oddawać jej palmy pierwszeństwa. Owszem, dobrze życzliwie spojrzeć na motywy czyjegoś postępowania. Wszyscy miewamy gorsze dni, trudne okoliczności, każdemu czasem po prostu puszczają nerwy. Ale to nie oznacza, że mamy usprawiedliwiać na siłę kogoś, kto po prostu wyrządził nam krzywdę. – Wybaczenie często utożsamiamy z usprawiedliwianiem – mówi Agata Wilska. – Tymczasem w ogóle nie o to chodzi. Wybaczanie nie jest zwalnianiem kogoś z odpowiedzialności za to, co zrobił. Dlatego nie warto bagatelizować takich wydarzeń, pomniejszać swojej krzywdy i udawać, że nic się nie stało – tłumaczy nasza ekspertka.

W zgodzie z emocjami

Super byłoby tak po prostu wybaczyć. Ale przebaczanie to nie chwilowa decyzja, a proces, do którego trzeba dojrzeć. I samą siebie zapytać: czy chcę? Przecież jestem wściekła, zła, cała kipię! – Zapytaj siebie uczciwie: czy chcesz wybaczyć? Czy wiesz, po co to robisz? Nie zmuszaj się do wybaczania. Nikt też nie ma prawa cię do niego nakłaniać. To powinna być tylko twoja decyzja, podjęta naprawdę świadomie – mówi Agata Wilska. – Pozwól sobie na ból i emocje typu złość, żal, smutek, gniew, lęk, bezsilność. To może być trudne. Ale dopuszczenie do głosu uczuć pozwoli ci je oswoić, znaleźć ich źródło, a potem rozwiązanie. Wejście w kontakt z bolesnymi uczuciami przypomina odkażanie rany wodą utlenioną. Jest to bolesne, ale konieczne, aby rana goiła się prawidłowo. Paradoksalnie dostęp do emocji, nawet tych trudnych, daje nam siłę – tłumaczy psychoterapeutka.

Droga do pojednania

Jak więc nauczyć się trudnej sztuki wybaczania? – Przede wszystkim warto zrezygnować z kilku rzeczy – tłumaczy Agata Wilska. – Po pierwsze z zemsty. Nie ma sensu opracowywać planu rewanżu typu: ja mu jeszcze pokażę! To sprawia, że trudne emocje tylko się kumulują. Po drugie trzeba wyjść z roli ofiary. Być może same się w niej ustawiamy trochę z przyzwyczajenia. Po trzecie dobrze jest zrezygnować z pielęgnowania urazy. Przeszłość była, i tak nic już w niej nie zmienimy. Lepiej ją zaakceptować. Nie oznacza to porażki lub rezygnacji. Chodzi tylko o pogodzenie się z tym, co się wydarzyło. I po czwarte – trzeba porzucić nadzieję na otrzymanie rekompensaty. Bo zwykle nie mamy żadnego wpływu na to, czy ktoś nas przeprosi albo zrobi cokolwiek, by nam zadośćuczynić – dodaje ekspertka.

Dlaczego to się opłaca?

Wybaczanie jest po prostu zdrowe. Badania pokazują, że nawet myślenie o przebaczeniu poprawia działanie układu sercowo- -naczyniowego i nerwowego. Naukowcy zauważyli, że jeśli nie potrafimy wybaczyć, odczuwamy wręcz fizyczne tego skutki. Przebadano osoby, które miały bolesne wspomnienia i nie były w stanie wybaczyć komuś, kto je skrzywdził. Okazało się, że miały znacznie wyższy puls i ciśnienie krwi od tych, które przebaczyć potrafiły. Jeśli pielęgnujemy urazę, żyjemy w ciągłym stresie. Wtedy wzrasta poziom hormonu stresu, kortyzolu, a to bardzo źle wpływa na pracę serca, układ nerwowy i odpornościowy organizmu. Zaczyna boleć nas głowa, mamy skurcze mięśni, problemy z koncentracją, snem, trawieniem, czasem także depresję. – Poczucie krzywdy nas pochłania emocjonalnie i energetycznie – mówi Agata Wilska. – Ból gromadzi się, piętrzy, zalega. Jest z nami cały czas, gdy śpimy, jemy, pracujemy, wypoczywamy. Odkłada się w naszych ciałach w postaci odczuwalnego ciężaru i licznych dolegliwości. To jest na dłuższą metę bardzo wyczerpujące. Cały nasz organizm przez to cierpi – dodaje nasza ekspertka. Dr Loren Toussaint, profesor psychologii, współautor książki „Przebaczenie i zdrowie”, poświęcił wiele lat badaniom na temat tego, jak przebaczenie wpływa na naszą kondycję fizyczną i psychiczną. Zauważył, że gdy potrafimy wybaczyć, stres się zmniejsza, poziom kortyzolu spada, a organizm odzyskuje energię. Podkreśla, że wcale nie trzeba być najbardziej wyrozumiałą osobą na świecie, by nauczyć się wybaczać. Nie trzeba nawet za wszelką cenę dążyć do pojednania z kimś, kto nas zranił. Bywa przecież tak, że osoba, która wyrządziła nam krzywdę, wcale tego pojednania nie chce.

Prezent dla samej siebie

Wybaczanie to taka umowa z samą sobą. Decyzja, że już nie chcemy się pławić w żalu, rozpamiętywać krzywdy. Chcemy się od tego na zawsze uwolnić. Święta to dobry czas, by o tym pomyśleć. Może urazę do kogoś żywisz od lat, a to tylko cię wyczerpuje? Darowanie winy to prezent nie tylko dla osoby, która nas skrzywdziła, ale przede wszystkim dla nas samych. Pozwala nam pozbyć się gniewu, nienawiści, bólu i daje nam spokój ducha. Podobnym prezentem jest wybaczenie samej sobie. To ważne, by nie ciągnęły się za nami popełnione w przeszłości błędy, by nie dręczyły nas wyrzuty sumienia. Żeby przebaczyć samej sobie, trzeba najpierw uczciwie przyznać, że w przeszłości zrobiłyśmy coś, z czego nie jesteśmy dumne, czego żałujemy albo się wstydzimy. Często jest to najtrudniejsze. Trochę dlatego, że od najmłodszych lat wdrukowuje nam się zasadę winy i kary. Jeśli zrobisz coś złego, musi spotkać cię kara. Instynkt samozachowawczy nakazuje nam więc błędy zatajać, by kary uniknąć. Nie tędy droga. Im szybciej przyznamy przed sobą, że popełniłyśmy błąd lub zrobiłyśmy komuś krzywdę, tym większa szansa, że będziemy potrafiły sobie to wybaczyć. Warto potraktować siebie wyrozumiale, zdać sobie sprawę, że nawet raniąc kogoś, nie miałyśmy złych intencji. Francuski pisarz François de La Rochefoucauld stwierdził kiedyś: „Przebacza się w takim stopniu, w jakim się kocha”. I rzeczywiście, łatwiej pozbyć się trudnych emocji w stosunku do kogoś, kogo lubimy i szanujemy. Jeśli więc z samą sobą nie mamy dobrej relacji, wiecznie zarzucamy sobie niedoskonałości, trudno będzie sobie wybaczyć nawet najmniejszy błąd. Najpierw trzeba porozmawiać ze swoim wewnętrznym krytykiem, by nieco spuścił z tonu. Bo to ten nasz własny wewnętrzny głos jest największym wrogiem przebaczenia.

Zobacz również:

4 kroki do przebaczenia

Profesor Robert Enright, pionier badań naukowych nad przebaczaniem, poleca strategię czterech kroków do przebaczenia. Jeśli pozwolisz sobie na te kolejne etapy, będzie ci dużo łatwiej.

1. Odkryj swój gniew
Na początek uświadom sobie, że jesteś po prostu wściekła, albo na kogoś, albo na siebie. Kiedy zauważysz, że czujesz się zła, zatrzymaj się na chwilę. Pozwól sobie na złość, a nawet na nienawiść, bo i ona może się pojawić. Daj sobie prawo, by ją w pełni poczuć. Możesz ją wykrzyczeć, wytupać, dosłownie z siebie wyrzucić. Ale potem zadaj sobie pytania: czy jest mi dobrze z tym uczuciem? Czy jeśli nadal będę podsycać ten gniew, cokolwiek zyskam? Czy to mi pomoże, czy też sprawi, że będę cierpieć jeszcze bardziej?

2. Podejmij świadomą decyzję
Możesz potraktować proces wybaczania trochę jak powrót do zdrowia, np. po kontuzji. By odzyskać formę, potrzebujesz czasu, a czasami rehabilitacji. Gdy skręcisz nogę, sprawność będziesz odzyskiwać powoli, stopniowo. Ból czasem będzie wracał, ale też zacznie stawać się coraz słabszy i mniej dokuczliwy. Z wybaczaniem jest podobnie. Nie oczekuj od siebie, że po podjęciu decyzji: chcę wybaczyć, rzucisz się komuś, kto cię zranił, na szyję. Decyzja to dopiero początek tej drogi.

3. Wykorzystaj empatię
Choć to trudne, spróbuj zdobyć się na odrobinę zrozumienia dla kogoś, kto cię zranił. Nie chodzi o to, by pomniejszać znaczenie poniesionej krzywdy, tylko by zobaczyć ją we właściwych proporcjach. To bardzo pomaga, bo naprawdę najczęściej nikt z nas nie ma złych intencji, nie chce ranić innych. Zastanów się, czy to, co się wydarzyło, na pewno było spowodowane złymi zamiarami, czy raczej okolicznościami w życiu. Psychologowie nazywają takie podejście najżyczliwszą możliwą interpretacją.

4. Przyjrzyj się swoim emocjom
W procesie przebaczania możesz odczuwać mnóstwo różnych emocji. Smutek, bezradność, a nawet rozpacz. Są zupełnie naturalne. Zaakceptuj je. Pomyśl, że nie ty jedna ich doświadczasz. Możesz porozmawiać z kimś, kto przeżył podobną sytuację, znaleźć grupę wsparcia. Poczucie, że nie jesteś z tym wszystkim sama, bardzo pomaga. Może minąć sporo czasu, ale w końcu pojawi się ulga. Tak jakbyś wzięła wreszcie głęboki oddech. Bo wybaczanie jest uwalniające.