Nawet 20 proc. nieszczęśliwych wypadków z udziałem dzieci ma źródło w nieprzemyślanej zabawie, i to zainicjowanej przez dorosłego. Czego unikać? – Nie róbmy nic wbrew maluchowi, zwłaszcza jeśli sygnalizuje, że odczuwa niechęć czy lek – radzi Agnieszka Carrasco-Żylicz. I oczywiście uważajmy na gwałtowne ruchy, takie jak podrzucanie, szarpanie, ciąganie... Niestety, wiele zabaw z dziećmi właśnie na tym polega. Przykłady?

1. Samolocik – nie dla małego pasażera

Zabawa polega na trzymaniu dziecka za rączki (lub rączkę i nóżkę) i kręcenie się z dzieckiem wokół własnej osi. – O ile kilkulatki mogą odczuć radość z „lotu”, to mniejsze poczują przede wszystkim lęk – wyjaśnia Agnieszka Carrasco-Żylicz. To nie wszystko: takie zabawy stwarzają też ryzyko zwichnięcia barku lub uszkodzenia nadgarstka wskutek działania siły odśrodkowej.

2. Skoki między idącymi rodzicami

Maluch trzyma dorosłych za ręce, a oni gwałtownie go podciągają, dzięki czemu dziecko buja się jak huśtawka. Jeśli maluch ma mniej niż 2 lata, to nawet jeśli bardzo chce, lepiej tak z nim się nie baw. Przez nagłe i nierówne szarpniecie łatwo doprowadzić do uszkodzenia, a nawet zerwania więzadeł oraz zwichnięcia lub skręcenia stawów!

3. Nie podrzucaj

Niejeden trzylatek pewnie będzie piszczeć z radości. – Ale dla młodszego dziecka to stres, który może się utrwalić w postaci stanów lękowych – uprzedza Agnieszka Carrasco-Żylicz. Przez nieustabilizowane jeszcze mięśnie karku, które trzymają głowę, może dojść też do naciągnięcia mięśni, a nawet naderwania ścięgien.

4. Skacząca huśtawka, chodzik? Raczej nie

W huśtawce do skakania dziecko może się kręcić i podskakiwać nawet przy lekkim dotknięciu podłogi. Niestety, tego rodzaju akcesoria wymuszają pozycję niewskazaną dla maleńkiego ciałka. Sadzając w nich dziecko, które jeszcze nie chodzi, nie siada, nadwerężamy jego kręgosłup. Dotyczy to nie tylko huśtawek, ale i popularnych chodzików. Co więcej, mogą one też doprowadzić do zaburzeń zmysłu równowagi. Przebywając w nich, dziecko nie uczy się bowiem oceniać ryzyka upadku, bo cały czas jest asekurowane. I zamiast się rozwijać, uczyć się chodzenia i przewracania, cofa się w rozwoju.

5. Patataj, patataj... im wyżej, tym lepiej?

Znana przyśpiewka towarzyszy rytmicznemu potrząsaniu maluszka posadzonego na kolanach. Jeśli ruch kolan jest delikatny – taka zabawa może podobać się dziecku. Lepiej jednak nie potrząsajmy nim energicznie. – Głowa dziecka jest duża i ciężka w porównaniu z resztą jego ciała – tłumaczy dr Beata Janczylik, pediatra. – Mięśnie szyi niemowlęcia są jeszcze słabo rozwinięte i mogą nie zapobiegać mimowolnym ruchom głowy. Dla starszego dziecka takie potrząsanie też bywa niebezpieczne. Podczas nagłego ruchu może bowiem dojść do uszkodzenia cienkich naczyń krwionośnych i wylewu krwi do mózgu. Skutki? Dramatyczne – od trudności w nauce po utratę wzroku, słuchu, nawet śmierć. Dlatego przestrzega się rodziców przed mocnym kołysaniem wózka i potrząsaniem dziecka w złości. Nie wolno!

6. Skakanie? Nie po łóżku

Rytmiczne podskoki to naturalny sposób stymulacji układu przedsionkowego w uchu, a on właśnie odpowiada za utrzymanie prawidłowej postawy, czucie własnego ciała w przestrzeni czy koordynacji ruchowej. Dlatego tak ważne w rozwoju dziecka jest turlanie, huśtanie, skakanie. Lepiej jednak nie na łóżku, chyba że zabezpieczymy jego brzegi. Skacząc po materacu, dziecko może bowiem wystrzelić jak z procy i niebezpiecznie upaść, np. na głowę. Radzimy w takiej zabawie korzystać z ogrodzonej trampoliny.