Mistrzyni komedii romantycznych w najwyższej formie.

Eliza, przyjaciółka znanej czytelnikom z „Kolacji z Tiffanym” Natalii, zostaje sama w swoim wielkim przedwojennym mieszkaniu. I nawet byłoby jej to na rękę, gdyby nie to, że ktoś chyba się do niej włamał…

Z pomocą śpieszy jej komisarz Jacek Granicki: zabójczo przystojny, o niewyparzonym języku i uroku Jamesa Bonda. Tyle że Eliza i Jacek mają już swoją – nie najszczęśliwszą – historię. Kiedyś zaiskrzyło między nimi tak, że prawie się pocałowali. Teraz Eliza najchętniej wepchnęłaby go w swoje ukochane kaktusy (tylko trochę szkoda jej kwiatów, no i jego ślicznej buźki).

Starannie udają, że wcale a wcale im na sobie nie zależy. Ale nagłe niebezpieczeństwo, w którym znajduje się Eliza, gwałtownie zmienia sytuację. Komisarz Granicki zrobi wszystko, by ratować ukochaną.

Przeczytajcie fragment

Sia, Unstoppable

Musiałam wrócić do rzeczywistości. Tydzień w Kalabrii był magiczny, ślub Natalii i Macieja cudowny, wino przepyszne, a noce gorące. Wtedy na tarasie, kiedy Jacek prawie mnie pocałował, a zaraz potem zostawił, miałam ochotę utopić go w ciepłym morzu. Patrzył na mnie tak, że odbierałam to niemal jak dotyk, byłam gotowa poczuć jego cudowne usta na moich, stanęłam na palcach, zamknęłam oczy, pra- wie uniosłam prawą nogę, jak w romantycznych komediach, a wtedy ten dupek… się odsunął.

Spojrzał na mnie z góry, jego oczy błyszczały niemal takim samym lazurem jak morze w Kalabrii, wymamrotał coś o wielkim błędzie i zostawił mnie na tym cholernym tarasie. Chciało mi się płakać, ale tylko przez chwilę. Zamiast tego postanowiłam dać mu nauczkę. Bawiłam się z kuzyna- mi Macieja, flirtowałam z milczącym Chrisem, piłam wino, jadłam owoce i udawałam sama przed sobą, że wcale nie obchodzi mnie niestabilność i chwiejność osobowości komisarza Jacka Granickiego. Oczywiście to nie była prawda, cholernie mnie wkurzał, zwłaszcza że nieustannie spoglądał na mnie ponuro.

Nie miałam pojęcia, o co mu właściwie chodzi. Najpierw mnie zwodził, posyłając mi zaborcze spojrzenia, które spowodowały zachwianie nie tylko umysłu, ale i całej mnie, a potem… Nie miałam do tego głowy. Wolałam skupić się na niezobowiązujących randkach z Tindera, szybkim seksie bez zaangażowania i karierze, która stała przede mną otworem. Już raz zakochałam się jak idiotka, a potem zostałam oszukana. I to dosłownie. A wszystko także zaczęło się od powłóczystych spojrzeń, uśmiechów i ukradkowych gestów. A potem wyszło, jak wyszło. Dla- tego nie zamierzałam się już nigdy więcej nabrać na takie zagrywki. Chociaż gdy pierwszy raz zobaczyłam Jacka Granickiego, poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. Fascynację, pociąg fizyczny, zupełnie nieznaną mi wrażliwość, chęć dowiedzenia się wszystkiego o tym trzy- mającym dystans facecie. Wcześniej, owszem, było jakieś urzeczenie, ale wcale nie wyczekiwałam, kiedy znowu zobaczę Andrzeja; to raczej on był nieustępliwy w dążeniu do nawiązania ze mną bliższej znajomości. Teraz już wie- działam, co nim kierowało. Dlatego wiedziałam też, że nie warto ufać facetom, bo zawsze mają ukryte zamiary. Je den okazuje się oszustem, a drugi… No cóż. Nie zamierzałam tego sprawdzać, bo nie lubiłam czuć się tak, jakbym balansowała na krawędzi, a później nie chciałam upadać z wielkim hukiem i zbierać siebie i swoich zawiedzionych uczuć do kupy. Nie było w tym nic przyjemnego ani tym bardziej romantycznego. Zresztą… romantyzm? Serio? Istnieje w ogóle coś takiego? Najpierw jest fascynacja, potem pożądanie, a na koniec zostają porozrzucane skarpetki, kłamstwa, spóźnienia i chodzenie z komórką pod prysznic, żebyś nie znalazła w niej tego, czego za żadne skarby nie powinnaś widzieć.

Wróciłam do Wrocławia, rzuciłam się w wir pracy i starałam się nie myśleć o pewnym wkurzającym gliniarzu, nie wspominać i nie analizować. Minęły dwa tygodnie i nad- szedł dzień, w którym Natalia miała przyjechać do mnie, by zabrać resztę swoich rzeczy. Poza tym nie mogłam się do- czekać, kiedy zobaczę moją cudowną panią Granicką w pełnej małżeńskiej krasie. Wiedziałam, że Maciej wielbi ziemię, po której stąpa Natalia, więc tym bardziej się cieszyłam, że trafiła na takiego faceta. Kiedyś nie wierzyłam, że bezinteresowna miłość jest możliwa, ale jak widać, bardzo się po- myliłam. I dobrze, Natalia była cudowną, pogodną i szczerą dziewczyną, zasługiwała na najlepszego faceta i gorące uczucie.

Kiedy pojawiła się w mieszkaniu, akurat wrócił też Mikołaj, więc teraz cała nasza trójka stała w holu i ściskała się z radości, że ponownie jesteśmy tutaj razem.

– Ale jesteś opalona! – krzyknął Mikołaj na jej widok.

– Miki, czemu ściąłeś włosy? – odpowiedziała z lekkim wyrzutem.

Obie lubiłyśmy jego długie pukle.

– Elizka, dlaczego nie dojadasz? – rzuciła do mnie. Usiedliśmy w salonie, Mikołaj naszykował latte z pianką i patrzyliśmy na Natalię, która wyglądała jak milion dola- rów. I nie mam tu na myśli dizajnerskich ciuchów czy dro- gich dodatków. Nie, jak to ona miała na sobie przewiewną sukienkę i sandałki, włosy splotła w warkocz, a koło sofy położyła wielką koszykową torbę. Ale bił od niej niesamo- wity blask szczęśliwie zakochanej kobiety. Gdzieś bardzo głęboko, w samym środku poczułam coś na kształt zazdrości. Po chwili jednak wyparła ją radość z tego, że moja sza- lona Natka jest szczęśliwa. Ja też byłam. Na swój sposób, oczywiście.

– Dżizas,  jestem  taka  zmęczona.  –  Natalia  popra- wiła okulary. – Dwa tygodnie w Kalabrii to szaleństwo. Maciej obwiózł mnie po wszystkich zakątkach, jeździliśmy albo skuterem, albo kabrioletem, spaliśmy w jakichś podejrzanych  hotelikach  albo  u  jego  włoskich  ciotek i wujków. Swoją drogą są ich chyba setki. – Przewróciła oczami. – W każdym razie część jego rodziny to po prostu kosmos.

– Ale na pewno cię pokochali? – Mikołaj się uśmiechnął.

– O tak. – Natalia pokiwała głową. Zwróciła wzrok na mnie. – A ty czemu przebukowałaś lot? Jacek się wkurzył, podobno mieliście lecieć razem.

Wzruszyłam ramionami.

– Musiałam wracać wcześniej – skłamałam.

– Stało się coś? – Wpatrywała się we mnie lekko zaniepokojona.

– Nie.  Praca,  wiesz,  takie  tam.  –  Machnęłam  ręką.  – Randki, te sprawy. – Zaśmiałam się głośno.

– Weź uważaj z tym Tinderem. – Mikołaj się skrzywił.

– A ty gdzie poznałeś Kamila? – odparowałam.

Swego czasu Mikołaj przez całe dwa miesiące spotykał się z Kamilem, chłopakiem poznanym przez Tindera.

– Oj, dobra, wyjątek, który stanowi regułę. Było, minęło. – Wzruszył ramionami.

– Wychodzisz tutaj na niezłego szowinistę. – Pokręciłam głową.

– Niestety, Miki, muszę się zgodzić. – Natalia przyszła mi w sukurs.

– Po prostu martwię się o naszą panią szefową. – Mikołaj ponownie wzruszył ramionami i spokojnie pił kawę.

– Słuchaj – spojrzała na mnie uważnie – a jak sytuacja z Jackiem, bo on…

– A  może  wyjdziemy  gdzieś  w  sobotę!  –  Klasnęłam w dłonie, na co przyjaciele drgnęli nerwowo. – Jak za sta- rych dobrych czasów?

– W sumie… – Natalia przekrzywiła głowę. – Czemu nie?

– Ja wylatuję, zapomniałyście? – Mikołaj zmarszczył brwi. Leciał do Francji na stypendium cukiernicze, jak to nazywał.

– A mąż cię puści na gorące party? – Popatrzyłam na Natkę.

– Wiem, że on ma nadopiekuńcze fazy, ale będzie musiał przyjąć to na klatę. – Roześmiała się.

– Właśnie – poparł mnie Miki – ta jego rodzina, włoski brat i wujek, ten cały Conti… – Na dźwięk tego nazwiska na- sza przyjaciółka drgnęła. – Oni wyglądają trochę jak z Ojca chrzestnego.

– Ej, Gianni nie przypomina Marlona Brando. – Natalia zaśmiała się nerwowo. – Chyba że młodego.

– Prędzej Ala Pacino – rzuciłam.

– Kiedyś  oglądałam  taki  film  –  powiedziała  Natalia  – gdzie bohater drążył niewygodny temat i usłyszał, że lepiej nie wiedzieć.

– Mówisz? – Uśmiechnęłam się. – Zapamiętamy. Ale jakby co, jesteśmy tutaj.

– Wiem. – Natalia też się uśmiechnęła, jednak wyglądała na zmartwioną.

Jakby męczyło ją to, że nie może być z nami do końca szczera.

– Natomiast jeśli chodzi o Jacka Granickiego – Mikołaj zmienił temat, by rozładować atmosferę – to widziałem, jak nie mógł oderwać wzroku od naszej Elizy.

– No właśnie, ja też to zauważyłam! – Natalia przyglądała mi się badawczo.

– Nic nie było i nic nie będzie! – powiedziałam trochę za ostro. – A ja nie odpowiadam za to, na co lub na kogo gapi się ten gliniarz. – Wzruszyłam ramionami.

Moi  przyjaciele  wymienili  spojrzenia,  a  ja  udałam,  że tego nie widzę.

– To co? Widzimy się w sobotę? – rzuciłam niby lekko. – Zrobię rezerwację w jakimś klubie. A najpierw dobre jedze- nie? Włoska?

– Może być włoska. – Natalia kiwnęła głową.

Nagle zabrzęczał domofon. Zdziwiłam się, ale Natka zerwała się z sofy.

– To Maciej! – krzyknęła i pobiegła otworzyć.

– Ach, te młode mężatki! – Mikołaj teatralnie zamachał dłonią przed oczami, a ja się zaśmiałam.

Ale po chwili śmiech zamarł mi na ustach, bo do salonu wszedł Maciej Granicki, a zaraz za nim jego brat. Który od samego wejścia nie spuszczał ze mnie tych cholernie ładnych niebieskich oczu. Oczu, które zbyt często widziałam w moich durnych marzeniach.