Kiedy, jeszcze przed korona wirusem, ktoś zapytałby się nas, czy chcielibyśmy więcej czasu spędzać z dziećmi, sami zarządzać w pracy naszym czasem, pracować wtedy, kiedy każdy z nas ma czas najwyższej koncentracji, czy nie stresować się dojazdami do pracy, większość z nas odpowiedziałaby, że oczywiście - tak. Dzisiaj, kiedy na wszystkie możliwe strony przetestowaliśmy pracę z domu, ta większość stałaby się pewnie mniejszością.

Kiedy jesteśmy rodzicami pracującymi, chcąc nie chcąc, codziennie przekazujemy naszym dzieciom wzorce na temat pracy. To, jak do niej podchodzimy, jak komentujemy to, co się         w niej dzieje, jak zachowujemy się po jej skończeniu, co mówimy w niedzielę na temat kolejnego dnia, czy się do niej spóźniamy (za późno wstajemy), czy weekend zaczynamy od leczenia ran po złym zawodowym tygodniu. Te wszystkie małe informacje werbalne i niewerbalne rzutują na to, jak naszą pracę odbierają nasze dzieci, i jak kiedyś będą podchodziły do swojej.

W świecie domowego biura praca z dziećmi łączy się w sposób naturalny. Nigdy wcześniej nie wiedziały one tak dużo i tak dokładnie o tym, co robią w pracy ich rodzice. Przygotowują z nami prezentacje, piszą dokumenty, niektóre nawet uczestniczą w zwolnieniach, wideo spotkaniach i naszej zdalnej edukacji. Praca weszła nam do domu, przedszkole i szkoła przeniosły się nam na kolana, a wiele domów zachorowało nie tylko na koronawirusa, ale też na pracoholizm. Bo są rodzice, którzy odkąd pracując z domu, przestali wychodzić z pracy.

Czy to, jak pracujemy, jest przykładem, który rzeczywiście chcemy pokazać naszym dzieciom? Czy nasze zachowania, sposoby organizacji pracy i rozmowy ze współpracownikami, które bezwiednie prezentujemy dzieciom w naszych domowych biurach, przełożą się kiedyś na ich stosunek do pracy?

Im dłużej pokazuję ludziom, jak odnaleźć się w świecie pracy przyszłości, tym wyraźniej widzę, że wszystko, czego dowiedziałam się o dobrych i złych nawykach w pracy, wiem od mojego syna i jego czteroletnich przyjaciół. Dzieci nie kierują się ukrytymi motywami, są autentyczne  i transparentne. Pytają i oczekują odpowiedzi. I choć wielu dorosłym trudno się będzie do tego przyznać, lekcje, które możemy wyciągnąć z obserwowania zachowań dzieci w piaskownicy,  mogą być dużo cenniejsze, dla naszej pracy zdalnej i pracy w ogóle, niż wszystkie kursy razem wzięte.

Piaskownica to dostępna i zrozumiała dla wszystkich analogia do każdej firmy, i do każdego domu, który w czasach koronawirusa zmienił się w mobilne miejsce pracy. Każdy ma w niej rolę do odegrania, zadanie do zrobienia, narzędzia do wykorzystania i relacje do zbudowania. To miejsce, które zmusza do dogadania się kilku pokoleń. W niej widać kreatywność, pracę zespołową i komunikację. Od razu słychać, kto rządzi, a kto da się wypchnąć poza jej ramy. Rodzic, który rozumie i stosuje zasady panujące w piaskownicy, ma przewagę nad innymi. Bo nie tylko może spokojnie pracować, ale też pokazuje swoim dzieciom, z czym tak naprawdę tę pracę się je.

Praca zdalna to dla większości z nas kurs, który już kiedyś przerobiliśmy w piaskownicy. A umiejętności społeczne i komunikacyjne, które w jej trakcie nabywamy, są tymi samymi, które w najbliższych latach mogą zapewnić nam i naszym dzieciom pracę.  

Prostota i autentyczność zachowań kilkulatków (takie samo jak w piaskownicy) to sedno nie tylko zdalnej współpracy z innymi dla osiągnięcia wspólnego celu, ale też wkupienia się do nowego zespołu, budowania autorytetu, dyplomacji i walczenia o swoje. Ci, którzy do tych niepisanych reguł się nie dostosują, muszą liczyć się z tym, że w najlepszym razie zostaną posypani piaskiem, a w najgorszym — wykluczeni z zabawy.

Jako pracownicy wkraczamy w niesamowity okres. Czasy, w których wszystko już było, a wiedzę o tym, jak pracować (także zdalnie), możemy zdobyć za darmo i w sekundę — klikając myszką. Czemu w takim razie tak rzadko wyciągamy świadome wnioski z tego, jak pracujemy, i tak trudno przychodzi nam zmienianie tego, co jest? I dlaczego, jeśli chodzi o zdalne komunikowanie się z innymi, tak wiele rzeczy psujemy i boimy się naprawić?

Sukces w pracy zdalnej nie jest zależny od tego, ile godzin pracujemy. A autorytetu wśród współpracowników nie wymusimy krzykiem i mówieniem im z ekranu komputera, że „nikt nie jest niezastąpiony”, i że „jutro na ich miejsce pojawi się dziesięć innych osób”. Dzięki korona wirusowi właśnie wkraczamy w czasy, kiedy nową jakość w pracy tworzy umiejętność dopasowania się do innych, dokładnie taka samo, jaką kiedyś nauczyliśmy się w piaskownicy.  

Jeśli zasady, jakie panowały piaskownicy, wyleciały Wam z głowy, najwyższy czas to nadrobić. I szybko zastosować na gruncie zawodowym. Bo w czasach, kiedy praca zdalna prędzej czy później stanie się dużą częścią naszego życia i życia naszych dzieci, warto już teraz potraktować ją jak przyspieszony kurs samorozwoju.

Te zasady to:

1. Baw się z każdym (zorientowanie na człowieka)

2. Mów i pokazuj, o co Ci chodzi (transparentność, autentyczność)

3. Buduj relacje (współpraca i gra zespołowa)

4. Dziel się zabawkami (dzielenie się wiedzą)

5. Inne dzieci inspirują (zbiorowa kreatywność)

6. Proś o pomoc (uczenie się i oduczanie … przez całe życie)

7. Nie bij się (wywieranie wpływu i negocjowanie)

8. Przepraszaj, to nie boli (bazowanie na wartościach)

9. Zapomnij o stałości (nie ma nic stałego)

10. Słuchaj oczami (aktywne słuchanie)

Magdalena Kieferling

Autorka „Efektu Piaskownicy”, książki, która wydobywa potencjał z pracowników, którzy są rodzicami (wyd. Helion). Ceniony trener zarządzania komunikacją i zasobami ludzkimi. Ekspert prestiżowego ICAN Institute. Od ponad 15 lat usuwa bariery komunikacyjne między szefami a ich zespołami. Na portalu LinkedIn, Facebooku, Instagramie, w prasie, w telewizji i na stronie kieferling.pl inspiruje tysiące pracujących rodziców do czerpania w pracy z tego, czego nauczyli się wychowując swoje dzieci. Jednak największą frajdę czerpie z mamowania czteroletniemu Leopoldowi i bycia inspirowaną przez niego.