Rzeczywistość po powrocie do domu ze szpitala bardzo szybko weryfikuje wyobrażenia o rodzinie jak z obrazka. Ciekawe, czy pamiętacie jak to u Was było?

Każda mama pamięta, gdy jeszcze w czasie ciąży kompletowała wyprawkę dla swojego dziecka. Nowa komoda, w niej pięknie poukładane ubranka, oddzielnie body, oddzielnie pajacyki, skarpetki, pieluszki, czapeczki, kocyki. Wszystko pachnące, wyprasowane.
Już po kilku dniach w domu z maluszkiem po porządku mało pozostaje. Zmiana pieluszki kilkanaście razy dziennie, przebieranie, wycieranie, ulewanie; to wszystko sprawia, że codziennie sterta brudnych ubranek ląduje w łazience do prania, a w pośpiechu wybierane nowe całkowicie burzą ład i porządek w szufladach. Żeby jeszcze w szufladach. Cały dom jest ozdobiony dziecięcymi ciuszkami. Tu kupka, tam kupka, te do prasowania, te do ubrania:)
Taka nowa dekoracja wnętrza:) Co prawda nie pokazujemy już na Instagramie pięknie ułożonych rzeczy, ważne, że wszystko jest czyste, a maluch ubrany. I spokojnie, każdy dom z noworodkiem wygląda identycznie!

Kolejna rzecz, to sen. Pamiętacie jak myśleliście, że nauczycie dziecko spać w łóżeczku od pierwszego dnia po powrocie ze szpitala? I to tyle z planów:)
Bo pierwszy rok to oczywiście pobudka kilkanaście razy w nocy na karmienie. Tu raczej wiedzieliśmy, że nie pośpimy. I tak było w rzeczy samej. Wyznaczanie sobie dyżurów, wstawanie na zmianę. Problem pojawia się, gdy mama karmi tylko piersią, więc partner nie bardzo ma co robić przy takiej pobudce. Najczęściej ląduje wtedy na dłuższy czas na kanapie, a maluszek śpi z mamą, by nie musiała wstawać w nocy kilkanaście razy. Jak będzie głodne, to się przyssa i już:) I takim sposobem partner wstawał wyspany i wypoczęty, a mama... no cóż. Odeśpi na starość;)
 
Skończyłaś karmić i myślałaś, że noce będą już Twoje? Co to, to nie! Doskonale pamiętamy, że gdy dziecko zaczyna kumać o co chodzi ze szczebelkami i samo je wyjmuje zaczyna nocne wędrówki do rodziców. A nawet jeśli śpi w łóżeczku i budzi się z płaczem i tak nie daje spać rodzicom, więc co robią rodzice? Zabierają dziecko do swojego łóżka, a tam już maluch przejmuje całkowitą kontrolę. Rodzice lądują na dwóch skrajnych bokach, a słodki bobas rozkłada się wygodnie na środku. Pamiętacie te pobudki z nóżką pod okiem, albo rączką wbitą w żebro? Każdy rodzic to przechodził, mimo że zapiera się, że jego dziecko śpi w swoim łóżeczku od urodzenia po 10 godzin non stop. Tak, jasne!:)

Usypianie dziecka, to temat rzeka. Powstało milion książek i porad jak nauczyć spać dziecko w swoim łóżeczku od pierwszego dnia. W teorii wszystko się zgadza. Co jednak, gdy dziecko odkładane do łóżeczka reaguje, jakby było odkładane na gorące węgle? Nawet gdy mocno zaśnie na ręku, gdy tylko poczuje materacyk, otwiera szeroko oczy i w ryk!
I co wtedy? Przecież dziecko musi spać, bo we śnie rośnie. I tu zaczynają się wszelkie wynalazki na usypianie dziecka. A wyobraźnia rodziców nie zna granic:)
1. Wózek w domu, popychany w tył i w przód, najlepiej, gdy przeskakuje przez próg. Jak wózek się zatrzyma, dziecko się budzi. Klasyk. Więc rodzic jest uziemiony w jednej pozycji na 2-3 godziny. Można poćwiczyć nogi i bicepsy:)
2. Suszarka do włosów. To sprawdzony sposób, by dziecko wreszcie padło. Szum powoduje, że prawie każde dziecko prędzej czy później zaśnie, nawet jeśli bardzo walczy, by nie zamknąć oczu. Jedyny minus - rachunek za prąd.
3. Na spacerze świetnie sprawdza się szczoteczka elektryczną włożona pod materac. lekko buczy i wibruje. Tu znów problemem będzie wieczne ładowanie szczoteczki, ale patent jest sprawdzony:)
4. Najlepiej na brzuchu taty. O tak, maleństwa uwielbiają zasypiać w szerokich ramionach taty. Dobra rada, dla każdego ojca, zanim położymy dziecko na sobie, przygotujmy się na 2-3 godziny bezruchu. Czyli koniecznie wizyta w toalecie i kilka łyków wody. Ale widok słodkiego maleństwa śpiącego na torsie taty - bezcenne:)
5. Ręce. Ta metoda jest najtrudniejsza i trzeba mieć wyćwiczone ręce, bo bujanie maleństwa nawet godzinę to nie lada wyczyn. Trzeba też nauczyć się przekazywać sobie dziecko z rąk do rąk, bo zdarzają się takie maluchy, które jakimś nadzwyczajnym sposobem wyczuwają "przekazywanie" go z rak do rąk i potrafią obudzić się z najgłębszego snu. A to wiąże się z kolejną godziną bujania. Duży plus, pięknie wyrzeźbione ramiona:)

I jeszcze kilka smaczków rodzicielskich:)

Wyjście z domu z dzieckiem. Zwłaszcza zimą. Trzeba dokładnie wiedzieć w jakiej kolejności kto co robi, kiedy się ubiera i co pakuje. Pamiętacie to zamieszanie i nerwówkę pod drzwiami?  Bo gdy się pomylimy, skończy się tym, że długo czekające dziecko znów trzeba będzie przebierać w nową pieluchę, a gdy Ty za wcześnie się ubrałaś, po kliku minutach byłaś mokra jak mops.
Przy starszym dziecku to standard, że gdy już ubrane po czubek nosa ma wychodzić do przedszkola, krzyczy "siku", albo "kupa" i trzeba od początku rozebrać dziecko, załatwić jego potrzeby i ubierać raz jeszcze. To klasyk klasyków:)

Dojadanie po dzieciach to kolejna rzecz, o której nie mówimy, ale to robimy:) Nie raz zdarzyło się, że mama dojadała nawet mleko z butelki po dziecku, a potem już wszelkie papki, chrupki, deserki, musy. Bo prawdę mówiąc, te jedzonka dla dzieci są całkiem dobre;) Gdy dzieci są trochę starsze to też często zjadamy po nich kanapki, dopijamy soczki, czy dojadamy jogurty, bo przecież żal wyrzucić. Większość mam nie chce się przyznać, że jest w pewnym rodzaju śmietnikiem po swoim dziecku;) A przecież to nic złego. Nie marnujemy w ten sposób żywności. Życie w stylu eko jest na topie!

Warto jeszcze wspomnieć o modzie. Dresy, bluzy i powyciągane koszulki to codzienność. Może nie jest to szczyt mody, ale szczyt wygody już tak:) No i jest duży plus. Oszczędzamy na zakupach!:)

I urodzie. Odrosty, niepomalowane paznokcie, zero makijażu. Nie wierzcie w te piękne zdjęcia na Instagramie, gdzie umalowane, wyfryzurowane celebrytki chwalą się zdjęciami ze spaceru. Te panie maja najczęściej do pomocy nianię 24/dobę, więc mają czas na fryzjera, makijażystkę a nawet masażystkę. Ale to są wyjątki. A poza tym, nasza cera odpoczywa od mazideł, paznokcie od hybrydy, a włosy od kolejnych farb i prostownic. Same plusy!

Można by jeszcze długo pisać o urokach macierzyństwa. To studnia bez dna. Ale każdy rodzic musi poznać to na własnej skórze.

Rąbka tajemnicy w humorystyczny i zabawny sposób uchyla nowy serial komediowy Player Orginal „Mamy to”. Z przymrużeniem oka opowiada o trudach rodzicielstwa, absurdalnych, szalonych sytuacjach, które spotykają każdego początkującego rodzica. Nie zobaczymy tu wykreowanych, perfekcyjnych rodzin. Tylko w zabawny sposób przedstawione sytuacje, z jakimi spotykają się rodzice każdego dnia. Bohaterami są dwie pary. Odrobinę spanikowani i zagubieni Ada (Katarzyna Kołeczek) i Szymon (Szymon Mysłakowski), którzy powitali właśnie na świecie pierwsze dziecko. Drugim rodzicielskim teamem są ich sąsiedzi - zaprawieni w bojach Ewa (Laura Breszka) i Szymon (Szymon Roszak) – niedawno urodziła się im druga córka. Całą czwórkę połączy niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie jakim jest posiadanie potomstwa.

 Jak odnaleźć się w nowej roli i nie zwariować? Serial komediowy „Mamy to” czyli codzienne życie… bez cenzury tylko w Playerze!