Najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego, że mamy problem. – Wypalenie rodzicielskie ma trzy bardzo charakterystyczne objawy  – mówi psycholożka Joanna Węglarz. – Jesteśmy zmęczone i nie potrafimy się zregenerować. Niby śpimy, ale się wcale nie wysypiamy. Przy tym czujemy zniechęcenie do działania, jesteśmy rozdrażnione i mamy poczucie winy, że nie jesteśmy dobrymi matkami. Trzeci objaw to to, że emocjonalnie dystansujemy się wobec dzieci. Uciekamy. To są trudne emocje, które nie dają nam energii – tłumaczy. Jeśli więc na kolejne „Mamo, pić, kanapkę, gdzie jest mój zeszyt, widziałaś go?” masz ochotę warczeć albo po prostu spakować się i wyjść, nie zaprzeczaj temu. Sama sobie powiedz: mam kryzys, jest mi trudno być mamą, jestem wyczerpana. To pierwszy krok do zmiany.

Masz prawo mieć dość 

Nie ma sensu się za to obwiniać. Nie jesteś sama, wielu rodziców tak ma. W marcu ubiegłego roku, tuż przed wybuchem pandemii, opublikowane zostały wyniki badań belgijskich naukowców. Wzięło w nich udział ponad 17 tys. rodziców z 42 państw na  świecie. Sprawdzano, czy czują się szczęśliwi. Okazało się, że nawet 20 proc. z nas cierpi na rodzicielskie wypalenie. Polska, obok USA, uplasowała się na jednym z pierwszych miejsc. Gdyby te badania objęły czas pandemii, wynik byłby jeszcze bardziej niepokojący. Gdy problem jest naprawdę głęboki, konieczna jest konsultacja z psychologiem. Ale kilka rzeczy możemy zrobić od razu. 

Pozwól sobie na szczerość 

Zadbana cera, lśniący dom, uśmiechnięte dzieciaki. Typowy obrazek życia idealnego w social mediach, które uczą nas porównywać się do innych i okłamywać siebie. Wszyscy są tam lepszymi rodzicami niż my. I my wchodzimy w ten wyścig, staramy się dorównać. Otwierasz FB, a tam koleżanka upiekła dla dzieci supertort! Ty nie upiekłaś, mało tego, nie zrobiłaś nawet obiadu… I od razu czujesz się złą matką. Stop. To do niczego nie prowadzi. W social mediach nie ma prawdy o życiu, jest wyidealizowany obrazek. A gdyby tak pozwolić sobie na szczerość?

– Pamiętam rozmowę z dziewczyną, która miała głęboką depresję – mówi nasza ekspertka. – W pewnym momencie zaczęła głośno mówić o swoich problemach koleżankom i sąsiadkom: „Jest mi fatalnie, rozwodzę się. Bardzo mam trudny czas”. I nagle coś się stało. Okazało się, że wokół niej masa kobiet ma to samo. Zwyczajnie mają dość – dodaje.

Z byciem rodzicem bywa tak samo. Jeśli pozwolisz sobie na szczerość i innej zaprzyjaźnionej mamie zwierzysz się z tego, że ci ciężko, zamiast wciąż udawać, że wszystko gra, poczujesz ulgę. I bardzo prawdopodobne, że usłyszysz: „Kochana, jak ja cię rozumiem, mam dokładnie tak samo!”. 

Obniż poprzeczkę 

Ciekawe jest to, że wypalenie rodzicielskie wcale nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Przeciwnie – najbardziej tych z jedynakiem.

– Bo paradoksalnie przy jednym dziecku nie potrafimy być dla siebie wyrozumiałe, nie odpuszczamy ani na milimetr. Musi być idealnie. Często jest tak, że ktoś, kto ma więcej dzieci, po prostu pozwala sobie na bałagan, na niedociągnięcia, więcej sobie wybacza  – tłumaczy Joanna Węglarz. – Przy jedynaku łatwo wpaść w pułapkę perfekcjonizmu, a to nie służy ani nam, ani dziecku. To normalne, że chcemy jak najlepiej. Gdy rodzi się dziecko, u matki uaktywnia się ciało migdałowate, które jest odpowiedzialne za strach – to ma chronić potomstwo. Czasem jednak ta troska powoduje, że staramy się aż za bardzo, nie pozwalamy sobie na słabość. Jeśli zaś dziecko obserwuje mamę, która zawsze jest idealna, to samo będzie się starało takie być, będzie mieć bardzo wysoko podniesioną poprzeczkę, a to jest bardzo obciążające – wyjaśnia.

Jeśli czujesz, że brakuje ci mocy, odpuść. Pomyśl, co naprawdę musisz robić, by być dobrym rodzicem, a z czego spokojnie możesz zrezygnować. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli w weekend po prostu sobie poleniuchujecie, a dzieci pobiegną na plac zabaw w nie uprasowanych koszulkach.

Małe wielkie zmiany 

Psychologowie radzą, by wyjście z każdego kryzysu zacząć od sprawdzenia zasobów. To wszystko, czym dysponujesz, by zmierzyć się z jakąś sytuacją. Wypisz na kartce osoby, na które możesz liczyć. Poproś o wsparcie partnera, przyjaciół. Masz do tego prawo. Może się okazać, że twoim zasobem w kryzysie rodzicielskim są... twoje dzieci. Nawet kilkulatek potrafi podlać kwiaty, a starsze dzieci mogą same przyrządzić sobie rano jajecznicę. Nie musisz robić wszystkiego sama.

– Jest takie proste ćwiczenie, które bardzo pomaga – mówi Joanna Węglarz. – To szukanie wyjątków. Chodzi o to, by przywołać w pamięci miłe sytuacje, w tym wypadku związane z dziećmi. Nawet jeśli jest bardzo ciężko, warto przypomnieć sobie fajne chwile:  wspólny wieczór z planszówkami, kiedy wszyscy się dobrze bawiliśmy i śmialiśmy. To bardzo pomaga – podkreśla. I dodaje, że nawet o trudnych emocjach z dziećmi trzeba rozmawiać. Nie udawać przed nimi, że jest dobrze, skoro czujemy się zupełnie rozsypane i bez sił. Lepiej przyznać się, nawet kilkulatkowi, że czujemy się źle. Bo dzieci doskonale wyczuwają fałsz. – Teraz, w czasie pandemii, zachęcam, by razem z dziećmi szukać nowych rutyn, skoro np. nie można iść do kina.  Ale można iść do lasu i zbudować szałas! Próbować spędzać wspólny czas tak, by bycie rodzicem nie kojarzyło się tylko z masą obowiązków. To nie zawsze przychodzi łatwo, ale zawsze warto próbować – przekonuje psycholog. 

Ten artykuł jak i wiele innych znajdziecie w magazynie Claudia!