Kogo to buty czy czyje to buty?

Przed obrazem Vincenta van Gogha „Para butów” w muzeum w Amsterdamie stoi wycieczka. Nagle ktoś pyta z ciekawością: „A kogo są te buty?”.
No właśnie! Cały świat wciąż się nad tym zastanawia. Jednak, choć pytanie trafne, gramatycznie jest niepoprawne. Chcąc się dowiedzieć, do kogo coś należy, pytamy: „Czyje to jest?”. Uwaga! Konstrukcja „Do kogo to należy?” też jest poprawna! Podsumowując: „Czyje to jest?”, „Do kogo to należy?” – dobrze! „Kogo to jest?” – źle!

Włączać czy włanczać?

Pracownica biura żali się koledze z działu technicznego: „Nie mogę drukować. Gdy klikam na drukarkę, pojawia się komunikat: »Drukarki nie znaleziono «. Niemożliwe! Przecież stoi obok komputera. Dlaczego ona się nie włancza?!”. Kolega odpowiada: „Może dlatego, że jej nie włączyłaś?”.

Otóż to! Zawsze włączamy przez „ą”. Światło też włączamy. Jak to zapamiętać? W domu mamy włączniki światła (a nie włanczniki). Skojarzenie numer dwa – piosenka Skaldów ze słowami Jonasza Kofty: „Nie oślepiaj! Włącz światła mijania”.

savoir vivre
Fotolia


Żona czy małżonka?

Żona Einsteina, zapytana, czy rozumie teorię względności, odpowiedziała: „Nie. Ale znam swojego małżonka i wiem, że można mu ufać”.

Pięknie powiedziane, ale – z błędem. Określanie męża/żony mianem małżonka/małżonki jest irytującym błędem stylistycznym. Popełniają go głównie osoby, które czują się niepewnie w czasie rozmowy i pokrywają towarzyski niepokój nadużywaniem tego typu oficjalnych konstrukcji, myśląc, że są one dostojne, wyrafinowane. Tymczasem „małżonka” to sformułowanie urzędowe, uzasadnione jedynie w protokole dyplomatycznym, w komunikatach prasowych („przybył prezydent z małżonką”). My, zwyczajni ludzie, mamy żonę albo męża.

Czy dodzwoniłem się do mieszkania państwa Miodek?

Opowiada prof. Jan Miodek: „Dzwoni telefon, podnoszę słuchawkę, a ktoś pyta: »Czy to mieszkanie państwa Miodek?«. Robię wtedy znaczącą przerwę i mówię: »Miodków, to mieszkanie Miodków«”.

W języku polskim nazwiska się odmieniają! Sekretarz Wisławy Szymborskiej – Michał Rusinek – doświadczył równie anegdotycznej sytuacji. „Czy rozmawiam z panem Michałem Rusinek?” – zapytała miła kobieta. „Proszę pani, ja się deklinuję” – odparł, na co usłyszał: „A to przepraszam, zadzwonię później”.

savoir vivre
Fotolia

 

Strasznie cię lubię!

„Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz” – napisał Witkacy w liście do żony.

Czy my też możemy „kochać strasznie”? Językoznawcy twierdzą, że po słowo „strasznie” sięgamy, by podkreślić intensywność negatywnych zjawisk, np. „strasznie mi zimno”. Niefortunnie jest łączyć „strasznie” z pozytywnymi określeniami, np. „strasznie fajny człowiek”. A już najgorzej, gdy kończymy rozmowę tak: „Strasznie dziękuję Państwu za rozmowę”. Straszne!

Książka na tapecie

Proszę pani, jaką książkę bierzemy dziś na tapetę? – zapytał pilny uczeń nauczycielkę. Co mu odpowiedziała?

„Brać na tapet” albo „wziąć na tapet”, nigdy – „na tapetę”! Tapetę ma się na ścianie albo na wyświetlaczu komputera czy telefonu. W tym powiedzeniu chodzi o „tapet”, czyli stół, przy którym toczono obrady. Błędne skojarzenie z „tapetą” wynika z tego, że (ten) „tapet” i (ta) „tapeta” mają w miejscowniku identyczną końcówkę: „na tym tapecie”, „na tej tapecie”. Mylą się nam znaczenia tych słów, stąd błąd: „Bierzmy to na tapetę” zamiast: „Bierzmy to na tapet”.

Savoir vivre
Shutterstock

Bynajmniej = przynajmniej? Nie!

Czy to prawda – zapytano Henryka Sienkiewicza – że żonaci mężczyźni żyją dłużej niż nieżonaci? – Bynajmniej – odparł pisarz – tak tylko im się wydaje.

„Bynajmniej” znaczy: „w żadnym wypadku”, „wcale”, „ani trochę”. Przykład: „Nie chodziło mi bynajmniej o pokłócenie się” (wcale nie chodziło mi o pokłócenie się), „Bynajmniej mi to nie przeszkadza” (ani trochę mi to nie przeszkadza.) Natomiast „przynajmniej” to synonim od „minimum”. Powiemy więc: „Zjedz przynajmniej ziemniaki” (zjedz chociaż ziemniaki).

Daj mi TĘ noc, TĘ jedną noc!

Pewien wykładowca akademicki wybrał się do sklepu po koszulę. – Poproszę tę czerwoną koszulę – powiedział. Ekspedientka: – Tą? – Tak, tę – odpowiada profesor. – Ale na pewno tą? – upewnia się kobieta. – Tak, tę! – odparł klient.

Miał rację, że upierał się przy „tę”. Biernik zaimka „ta” brzmi „tę”. Czyli: daj mi tę książkę, kup mi tę piżamę. Natomiast „tą” zawsze stosujemy w narzędniku, na przykład: „z tą koleżanką byłam u lekarza”.