"Napaleni faceci to mit. Mojego męża wiecznie boli głowa"

Zapowiadało się dobrze. Przez pierwsze miesiące znajomości nie wychodzili z łóżka. Połączył ich romans. Agnieszka zostawiła dla Marka męża, on rozstał się z narzeczoną. – Jeszcze przez dwa lata po ślubie w sypialni było gorąco – wspomina 41-letnia Agnieszka. – Teraz żartuję, że seks pojawia się u nas jak kometa Halleya, czyli raz na 75 lat. To upokarzające, ale przez długi czas musiałam dopraszać się u męża o każde zbliżenie. Markowi zupełnie spadło libido. Wieczorem woli obejrzeć film, poczytać coś w internecie, wyjść do knajpy. Gdy próbowałam zainicjować erotyczną grę, od razu robił się zmęczony, nie w formie, przytulał mnie i mówił, że może jutro.

Agnieszka nie podejrzewa męża o zdradę. Poza sferą seksualną układało się im świetnie. Uważa, że spadek libido u męża spowodowany jest pracą. – Gdy się poznaliśmy, Marek był dyrektorem w firmie farmaceutycznej. Po kilku latach go zdegradowano – mówi Agnieszka. – Od tamtej pory nie może znaleźć sobie miejsca. Zarabia mniej ode mnie, jest tym sfrustrowany. Kilka razy wykrzyczałam mu, że to żebranie o seks u własnego męża jest żenujące i jak tak dalej pójdzie, znajdę sobie kochanka. On skwitował, że ma mniejsze potrzeby niż ja, poza tym odkąd jego kariera upadła, a moja się rozwija, nie czuje się mężczyzną.

Agnieszka się nie poddawała. Serwowała afrodyzjaki, proponowała wspólne seanse filmów erotycznych, ćwiczyła przed lustrem striptiz, zabierała męża na spontaniczne weekendy za miasto. Gdy to nic nie dawało, zrobiła się złośliwa. Kiedy Marek zapytał ją, jaki prezent chciałaby na rocznicę ślubu, powiedziała, że wibrator. On się obraził. W końcu Agnieszka odpuściła. Przestała inicjować łóżkowe gry. Teraz kochają się średnio raz na dwa miesiące. – Mnie po tych upokorzeniach też spadło libido. W innych sprawach się dogadujemy, cieszę się więc z tego, co jest.

"Seks? Jaki seks? „ Ja nawet nie mam czasu na kąpiel w wannie”

Magda, 32-letnia pielęgniarka z Łodzi, nie pracuje, zajmuje się wychowaniem synów: dwu- i pięciolatka. – Seks? Co to takiego? – żartuje. – Nie pamiętam, kiedy byłam sama z mężem w łóżku.
Nasza sypialnia jest okupowana przez dzieci. Nie mam czasu nawet na kąpiel w wannie, a co dopiero na seks. Mąż trochę narzeka, ale trudno jest się kochać w towarzystwie śpiących synów.
Pocieszam go, że na emeryturze sobie odbijemy. Mam nadzieję, że do tej pory nie znajdzie sobie kochanki, ale liczę na jego dojrzałość. Nie mamy tutaj rodziny, podrzucenie wnuków do babci i spokojne nacieszenie się sobą nie wchodzi więc w grę.

Niedawno obchodzili szóstą rocznicę ślubu. Magda poprosiła przyjaciółkę, by zabrała jej synów do siebie na noc. Sama zaplanowała wieczór i namiętną noc z mężem. – Kupiłam seksowną bieliznę, bo w moich spranych biustonoszach wstydziłam się pokazać mężowi – wspomina. – Poszliśmy do restauracji, potem do kina. W czasie seansu telefon bez przerwy wibrował mi w torebce. Próbowałam skupić się na filmie, ale serce matki wygrało. Moje przeczucie nie zawiodło: starszy syn się rozchorował. Upojna noc przepadła, a seksowna bielizna leży na dnie szuflady i czeka na drugą szansę.

Getty Images

"Robimy to rzadko, ale z polotem"

Anna i Dawid nudzą się w sypialni. Szukają wrażeń poza nią. Mają po 27 lat, są rok po ślubie. Kochają się raz w tygodniu, czasem rzadziej, ale zawsze inaczej. Lubią eksperymentować. Łóżko
w mieszkaniu to dla nich banał, trudno się w nim podniecić. – Robiliśmy to już chyba wszędzie: w wannie, na stole, w samochodzie, w windzie, w kinie – wylicza Anna. – Często wyjeżdżamy
na weekend za miasto. Kochamy się w aucie w różnych dziwnych miejscach. Ostatnio przyłapali nas harcerze grający w podchody. Byli bardziej speszeni od nas – śmieje się Anna.

Oboje uważają, że seks, jak każda dziedzina życia, może być dobrej i złej jakości. – Tak jak wolę kupić droższą, lepszą kawę w dobrej kawiarni, a pić ją rzadziej, tak samo wolę kochać się wtedy, kiedy jestem wypoczęty, z wolną głową i pomysłem na ekscytujące wrażenia – mówi Dawid. – Poza seksem jest cała masa przyjemnych rzeczy, które można robić razem: pływać na wake’u, podróżować, gotować, wyjeżdżać w plener i fotografować. Mamy mnóstwo zainteresowań, które podnoszą temperaturę w naszym związku. Nasi rodzice tego nie mieli, nie stać ich było na drogie rozrywki. To dlatego ich pokolenie częściej uprawiało seks.

Aż 15 proc. dwudziesto- i trzydziestolatków wcale nie uprawia seksu. To o 10 proc. więcej niż 10 lat temu. Polacy w związkach kochają się średnio raz na dwa tygodnie.

"Zamiast do łóżka wolimy iść na siłownię"

Renata mieszka w Warszawie, pracuje w korporacji. Jest mężatką od 12 lat, ma dwoje dzieci. – Nie potrzebuję seksu – mówi krótko. – Dzień pracy kończę wczesnym wieczorem, mąż wraca jeszcze później. Jeśli mamy wolny wieczór, wolimy pójść na siłownię, rozładować stres na bieżni. Chcemy być w formie, a seks sprawia, że czuję się rozkojarzona, trudno mi później się zdyscyplinować. Bardzo rzadko się kochamy, zwykle podczas urlopu. Ani ja, ani mąż nie odczuwamy chęci na więcej. Ale to nie znaczy, że jesteśmy złym małżeństwem. Dbamy o siebie, dużo rzeczy robimy razem. Po prostu seks nie odgrywa większej roli w naszym życiu. Za dużo pracujemy, jesteśmy za bardzo zmęczeni, żeby pojawiło się podniecenie. Zresztą bliskość pokoi dziecięcych też nie sprzyja małżeńskim uniesieniom.

– Renata ze zgrozą przypomina sobie sytuację, gdy córka weszła do ich sypialni podczas gry wstępnej. – Była przerażona, widząc nas nagich – wspomina Renata. – Oboje  z mężem zgłupieliśmy i zaczęliśmy pokrętnie tłumaczyć, że mamusię rozbolał brzuch, a tatuś musiał ją leczyć. Jeszcze przez kilka dni podejrzliwie nam się przyglądała. Teraz, gdy dzieci są coraz starsze, jest jeszcze mniej komfortowo. Ale przy naszej energii seksualnej nie muszę się obawiać kolejnych nocnych odwiedzin.

"Po czterdziestce mamy najlepszy czas"

Zuzanna, 44 lata, mieszka w Toruniu, pracuje w biurze podróży. Mężatką jest już 21 lat, ma czworo dzieci. – Łóżko to najważniejszy mebel w naszym domu – przyznaje. – Nie kochamy się tylko wtedy, gdy któreś z nas jest chore. Przez tyle lat dobrego seksu wiemy już o sobie wszystko i doprowadzamy się do orgazmu w kilka minut. I to wielokrotnie! To cud, że przy takim temperamencie
mamy tylko czworo dzieci. – Zuzanna cały czas dba o libido swoje i męża. – Będąc w pracy, dzwonimy do siebie, wysyłamy erotyczne SMS-y, podgrzewamy atmosferę przed wieczornymi igraszkami – przyznaje. – Nie rozumiem małżeństw, które rezygnują z seksu, bo krępuje ich obecność dzieci w pokoju obok. Nawet jeśli nakryłyby nas w łóżku, świat się nie zawali. Wychowujemy je bez obłudy, mówimy, że seks w związku to podstawa, spoiwo miłości. – Zuzanna przyznaje bez skrępowania, że lubi podniecać męża. Ma na to swoje sposoby. – Czasem, gdy gdzieś wychodzimy, nie wkładam bielizny – opowiada. – W miejscu publicznym szepczę o tym Piotrowi do ucha. On w odpowiedzi mówi, co będziemy robić, gdy wrócimy do domu. Czuję się przez niego całkowicie akceptowana. To sprawia, że zawsze mamy ochotę na seks. Wiem, że to nie minie.