A jak akceptacja...siebie

My, kobiety, mamy z nią ogromny problem. Zaczyna się już w dzieciństwie upomnieniami typu: „Bądź grzeczna”, „Dziewczynce nie wypada”. System szkolny nie zmienił się od lat. Zamiast pielęgnować i chwalić mocne strony i pasje, skutecznie wytyka niedostatki. Media promują kanon piękna lalki Barbie i miłość jak z harlequina (jeżeli ktoś nie wie, co to harlequin, niech zapyta mamę), a kolorowe gazety pełne są wywiadów z Kobietami Sukcesu, które potrafią łączyć 14-godzinny dzień pracy w Superfirmie z fitnessem, wychowaniem gromadki grzecznych dzieci i wspaniałym seksem z kochającym partnerem. I wtedy dopada nas refleksja, że nie mamy na imię Barbie (o figurze nie wspominając), ten facet obok nas to nie jest Ken, znów przegapiłyśmy wywiadówkę u syna, a pies patrzy na nas z wyrzutem, bo zapomniałyśmy mu kupić tę cholerną puszkę... W pracy Kobieta Pracująca szybciej dostrzeże sukcesy innych, o swoich powie najwyżej: „Tak jakośsamo wyszło…”. Czyli nie jesteśmy wystarczająco dobre. Otóż nie – jesteśmy FE-NO-ME-NAL-NE! Tylko zapracowane nie umiemy dostrzec najważniejszego: to my mamy się czuć dobrze z sobą i w swoim ciele. Jeżeli praca jest naszą pasją, nie czyńmy sobie wyrzutów z tego powodu, szukając mitycznego „work-life balance”. Nasze dzieci to widzą i jesteśmy dla nich wzorem. Moja córka, gdy poszła do szkoły, zapytała: „Mamo, dlaczego ty nie odbierasz mnie po lekcjach tak jak inne mamy?”. Odpowiedziałam szczerze: „Bo mam pracę, którą kocham i która mi na to nie pozwala. Gdybym nie pracowała, nie byłabym szczęśliwa”. I moja mądra córka powiedziała wtedy: „To chcę, żebyś była szczęśliwa, i jak dorosnę, też będę miała taką pracę!”. Drogie panie, zróbcie sobie rachunek sumienia i spójrzcie w lustro, mówiąc do siebie głośno: „Lubię tę dziewczynę”. Codziennie rano przed pracą powiedzcie sobie jedną rzecz, w której jesteście dobre. To może być pyszny makaron z łososiem albo zwinna jazda w korkach w godzinach szczytu. Niech to będzie dobry początek każdego dnia.

B jak bałagan

Czasem lubimy mieć lekki nieład dookoła, czujemy się wtedy swobodne i zrelaksowane. A po chwili uświadamiamy sobie, że w dzieciństwie ciągły „terror porządkowy” skutecznie zabił w nas spontaniczność, wmawiając nam, że ważniejsze jest to, jak nasz pokój widzą i ocenią inni, niż to, że czujemy się „u siebie”. W dodatku – z kompletnie niezrozumiałych powodów – chłopcom niepościelone łóżko, bałagan na biurku uchodziły na sucho, a u dziewczynki od razu były traktowane jako symptomy nieuchronnych problemów w dorosłym życiu. Ostatnie badania (amerykańskich naukowców) potwierdziły to, co intuicja podpowiadała mi od dawna: bałagan idzie w parze z inteligencją i kreatywnością. Określenie „bałaganiara” można wreszcie zacząć traktować jako komplement. Może nawet powinnyśmy zmienić podejście do naszych córek i zacząć dawać im sugestie w stylu: „Nie musisz odkładać tej książki na półkę, niech poleży na podłodze przy łóżku, niech wszyscy widzą, że czytasz Dostojewskiego”. Przeraża was ta wizja? Wiem, to jest trudne. Nieustanna presja bycia perfekcyjną zmusza nas do walki z każdym brudnym talerzem. W pracy sprawia, że godzinami szlifujemy prezentację dla szefa, drżąc, by nie było w niej literówek. Ja wolę przytulny mały nieład od sterylnego białego porządku. Wolę angażować ludzi do działania wokół fajnych pomysłów, niż drżeć ze stresu, czy ktoś mi wytknie brak przecinka! Może dlatego dobrze się czuję w krajach wiecznej fiesty i sjesty, gdzie ważniejsze są relacje z drugim człowiekiem i wspólne spędzanie czasu niż porządek we wszechświecie.

C jak ciekawość

Ciekawość to pierwszy stopień do… O czym odruchowo pomyślałyście? Do piekła? Donikąd? Czy nie zastanawia was, dlaczego mitologia grecka i Biblia opowiadają tę samą historię o kobiecie, która przez ciekawość sprowadziła na świat nieszczęście? W mitach kobieta ta nosi imię Pandora, a w Biblii swojskie imię Ewa. To wyjaśnia, dlaczego zadawanie pytań i dociekanie odpowiedzi, nazywane ciekawością, nie zostały uznane za cnotę. Zwłaszcza w przypadku kobiet. Ale czy słusznie? Uważam, że przysłowie o ciekawości należy zdecydowanie sparafrazować i powinno brzmieć: „Ciekawość to pierwszy stopień do WIEDZY”. Bo bez naturalnej ciekawości ludzie do dziś siedzieliby w jaskiniach. To ona wyprowadziła ich na nowe terytoria, kazała próbować, jak smakują rośliny, i wyczekiwać, co wyrośnie na wiosnę z ziarenka wsadzonego do ziemi jesienią. Ale przez długi czas ciekawość była zarezerwowana dla mężczyzn. Kobieta miała tylko słuchać, a jeżeli zadawała pytania, to nie była ciekawa, tylko ciekawska. Prawda, że brzmi zupełnie inaczej? Przyznaję otwarcie, przez dużą część życia zawodowego żyłam w przekonaniu, że powinnam sama wszystko wiedzieć i że okazanie ciekawości przez pytanie „jak?” albo „dlaczego?”, zostanie odebrane jako niekompetencja. Wolałam udać, że wszystko świetnie rozumiem, a potem godzinami szukać odpowiedzi w książkach lub internecie. Na szczęście ludzie się zmieniają i ja też zmieniłam swoje podejście. Teraz uwielbiam dociekać i nie zadawalam się zdawkową odpowiedzią. Pamiętam, jak się zachwyciłam, gdy pierwszy raz usłyszałam o japońskiej filozofii ciągłego doskonalenia kaizen i regule „5 why”, czyli pięciu pytań, które pozwalają dotrzeć do sedna problemu. Aby odkryć prawdziwe intencje, nie wystarczy po prostu zapytać „dlaczego?”, bo dostaniemy odpowiedź pozorną. Dopiero drugie, trzecie i kolejne „dlaczego?” doprowadzą nas do ostatecznej prawdy. Ja takie ćwiczenie z „5 why” zrobiłam sobie kilka razy i konkluzje, do których doszłam, otworzyły mi oczy… Namawiam, spróbujcie koniecznie – zapytajcie samą siebie, dlaczego zależy wam na (tu wstawiacie dowolnie: pracy, pieniądzach, awansie, uznaniu). Idę o zakład, że przy piątym „dlaczego” będziecie zaskoczone.

 

D jak dobro

Kobieta Pracująca zna doskonale pytanie: „Czy jestem wystarczająco dobra?”. Zadajemy je sobie często, ale właściwie nie pytamy, tylko od razu same siebie oceniamy: „Nie jestem wystarczająco dobra, aby aspirować na to stanowisko”. Tymczasem zależy nam, żeby ktoś dostrzegł, że jednak jesteśmy dobre, a może nawet najlepsze. Czasem Kobieta Pracująca ma tyle na głowie, że nie wystarcza już czasu na myślenie, a co dopiero na zrobienie czegoś dobrego. Z doświadczenia wiem, że jeśli będziemy dobre dla ludzi, a także dla siebie, to zdecydowanie łatwiej przyjdzie nam uwierzyć, że jesteśmy też dobre w pracy. Jest jeszcze jedna ważna sprawa: dobro zawsze wraca. Z jeszcze większą siłą, i to od kogoś, po kim tego zupełnie się nie spodziewałyśmy. Patrzę na pokolenie millennialsów (do których zalicza się moja córka) i zamiast na nich narzekać, widzę ogromne pokłady dobra. Kochają zwierzęta, nie jedzą mięsa, angażują się w obronę lasów, potrafią na Facebooku w kilka godzin zorganizować pomoc dla potrzebującej koleżanki czy kolegi. Swoim nastoletnim dzieciom powtarzam: „Możesz być, kim zechcesz, robić w życiu to, co kochasz, jednak najważniejsze, byś był dobrym człowiekiem”. Staroświeckie? Być może... Jednak ja w to głęboko wierzę!

I jak intuicja

Hura! Wreszcie coś, w czym kobiety są najlepsze, niezastąpione, są po prostu mistrzyniami świata i wszechświata! Bo intuicja jest kobieca. Czy słyszał ktoś kiedyś o takim dziwolągu jak męska intuicja? Podobno w sensie naukowym istnieje, ale nie spotkałam jeszcze mężczyzny, który potrafiłby z niej korzystać (albo do tego się przyznawał). Nasza intuicja jest czymś absolutnie pierwotnym, wykształciła się, zanim ludzkość nauczyła się mówić. Tylko czy w dzisiejszym świecie wiedzy, technologii i nieustannej pogoni coś takiego jest Kobiecie Pracującej przydatne? Przypomnijcie sobie, kiedy ostatnio słyszałyście swój wewnętrzny głos szepczący do was. Bo intuicja to szept, a nie krzyk, trudno jej się przebić w chaosie myśli, natłoku spotkań, telefonów. Usłyszałam kiedyś, że aby naprawdę wsłuchać się w głos intuicji, należy się wyciszyć, odciąć od świata, pozwolić dojść do głosu pierwotnym instynktom. Ja zawsze najlepsze pomysły mam rano pod prysznicem. Te kilka minut w samotności przy monotonnym szumie wody sprawia, że schodził ze mnie cały stres (czasem po bezsennej nocy). Słyszę wyraźnie swoje myśli, które zaczynają się układać w logiczną całość. Rozwiązania większości najtrudniejszych sytuacji zawodowych spływały na mnie właśnie pod prysznicem. Niedługo roboty i sztuczna inteligencja zastąpią człowieka przy większości prac. Ale sztucznej intuicji nie ma i nie będzie! I moja intuicja podpowiada mi, że to jest nasz wielki kobiecy atut. Jak powiedział guru cyfrowej rewolucji Steve Jobs: „Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz wewnętrzny głos. I najważniejsze: miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją”.

K jak komunikacja

W życiu zawodowym przeszłam wiele szkoleń, więc powinnam być mistrzynią świata w komunikowaniu się, zwłaszcza że robię to nieustannie. I na pewno jestem bardziej świadoma swoich mocnych i słabych stron niż 20 lat temu. Oto mój absolutnie subiektywny Dekalog Dobrej Komunikacji:

1. Komunikacja to nie tylko mówienie. To przede wszystkim SŁUCHANIE. Najlepiej ze zrozumieniem drugiej strony.

2. Warto zawsze myśleć, co się mówi. Nie zawsze warto mówić, co się myśli.

3. Mów nie tylko CO, ale też DLACZEGO. To drugie jest nawet ważniejsze i potrafi zdziałać cuda.

4. Używaj jak najczęściej „proszę”, „dziękuję” i „przepraszam”. Ale najważniejsze jest DZIĘKUJĘ.

5. Ludzie wymagają różnej formy przekazu. Pamiętajmy, by dostosować nasz styl komunikacji do rozmówcy i sytuacji.

6. Czasem możemy się mylić. Nie bój się przyznać, że nie masz racji. Nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Jeżeli czegoś nie wiesz, lepiej to powiedz wprost, niż miałabyś ściemniać.

7. Zamiast od razu zaprzeczać, najpierw zadaj kilka pytań: „Dlaczego tak sądzisz?”. Łatwiej wtedy o zbliżenie stanowisk.

8. Nie wciskaj natychmiast „enter” po napisaniu wściekłego e-maila. Odczekaj kilka godzin lub nawet cały dzień. A potem jeszcze raz przeczytaj i zdecyduj, czy na pewno chcesz go wysłać. najczęściej wtedy robię „delete”.

9. Bądź spójna i autentyczna. Mów tylko to, w co wierzysz, i rób to, co mówisz.

10. Uśmiechaj się do ludzi w rozmowie, przez telefon, nawet pisząc e-mail. Z życzliwym uśmiechem na twarzy wzajemna komunikacja jest łatwiejsza.

PS Komunikacja z nastolatkami to oddzielny temat i mój dekalog tu nie zawsze działa. Czasem po prostuliczę do dziesięciu, biorę dwa głębokie oddechy i wychodzę z pokoju.

Z jak zaufanie

To jest trudne, bo ufając komuś, pozwalamy mu przejąć kontrolę. Długo mi się wydawało, że to równoznaczne z okazaniem słabości, a na słabość Kobieta Pracująca nie może sobie pozwolić. Ale gdy stałam się menedżerem, brak zaufania do ludzi był okupiony ogromnym stresem i wieloma rozczarowaniami, bo kontrolując wszystko, tropiłam niedoskonałości, dążyłam do perfekcji i w gruncie rzeczy nie czułam, że osiągam sukces. Przełomem było zostawienie dziecka w domu z opiekunką. Musiałam zaufać obcej osobie (wszystkie Kobiety Pracujące, które przeszły ten etap, wiedzą, jakie to wyzwanie emocjonalne). Trafiłam wtedy na szkolenie bazujące na metodzie Stevena Coveya.To było odkrycie: ludziom można, a nawet powinno się ufać! Jest jeden warunek. Zaufanie wymaga przyzwolenia na to, że coś może się nie udać. Paradoksalnie to samo może się nie udać, kiedy nie ufamy, prawda? Moment, w którym zaczęłam ludziom ufać, odmienił mnie jako Kobietę Pracującą, szefową, menedżerkę. Uświadomiłam sobie, że jestem tu, gdzie jestem, bo przecież ktoś mi zaufał! Zaufanie jest też wyzwaniem w drugą stronę. Gdy wiesz, że ludzie ci ufają, liczą na ciebie, że nie możesz ich zawieść jako szef i przyjaciel. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że większym stresem jest być obdarzonym zaufaniem przez ludzi, niż samemu ufać. Ja w trudnych chwilach stawiam na szczerość i otwartość.

 

Joanna Kaczyńska

Jako liderka w świecie VUCA* stawia na połączenie Biznesu i Wartości – bo wierzy, że prawdziwa zmiana jest oparta na Wartościach.

Joanna z pasją dzieli się wiedzą i wspiera rozwój innych, ze szczególnym naciskiem na wsparcie kobiet. Jest inicjatorką i prezeską Stowarzyszenia #EkspertkiRazem, stworzyła autorską definicję Ekspertki 4.0. Od początku swojej drogi zawodowej związana z branżą bankową. Współtworzyła na polskim rynku nową jakość obsługi klienta i standardy zarządzania ryzykiem, pracując dla międzynarodowych instytucji finansowych.
Prywatnie spełniona matka dwójki nastolatków i szczęśliwa żona. Wegetarianka. Kocha śródziemnomorską pogodę, kuchnię i muzykę. Próbuje też swoich sił w tańcu flamenco.

*VUCA – z ang. Volatility (zmienność)  Uncertainity (niepewność)  Complexity (złożoność) Ambiguity (niejednoznaczność)