Wciąż czujesz presję. Każdego dnia ktoś namawia cię, żebyś postarała się jeszcze mocniej zbliżyć do ideału. Wymień kuchenkę, telewizor, zasłonki, samochód, a może i mieszkanie. Trenuj, żeby wyrzeźbić pośladki, talię, pozbyć się cellulitu. Jedz tylko do 18.00. Zaczynaj dzień szklanką wody. Używaj tego kremu na dzień, tego na noc, a tamtego przed wielkim wyjściem, żeby wyglądać młodo i nieskazitelnie. W tym sezonie noś ubrania tylko w pudrowym różu, a w następnym tylko w dymnym seledynie.
Japończycy mają na to wszystko jedną odpowiedź: wabi-sabi.
Wabi to prostota, skromność, zadowolenie z tego, co się ma. Sabi – akceptacja upływu czasu i dostrzeganie w tym piękna. Połączenie wabi-sabi oznacza więc zachwyt małymi rzeczami, które za kilka sekund przeminą, takimi jak tęcza czy płatek śniegu. Ale też szukanie piękna w tym, co stare, niedoskonałe. Rzeczy z przeszłością niosą ze sobą dobrą energię i mądrość poprzednich pokoleń. A jeśli są pęknięte albo zadrapane? To jeszcze lepiej!

Sztuka wyboru

Nie ma czegoś takiego jak idealne wnętrze w stylu wabi-sabi. Ono jest idealne wtedy, kiedy dobrze się w nim czujesz, gdy odzwierciedla twoją osobowość, sięga do twojej przeszłości, twoich doświadczeń i wspomnień. Możesz więc mieszać style, kolory, postawić w pokoju coś, co na pozór zupełnie do niego nie pasuje, ale jest dla ciebie ważne. Nikt nie musi rozumieć, czemu stawiasz na półce drewnianego kolorowego ptaszka albo wieszasz w sypialni dyplom z szóstej klasy. Czujesz, że ma tam być, a więc tak jest dobrze i już. Ale to nie znaczy, że wnętrze ma być pełne bibelotów czy wręcz zagracone. Wabi-sabi to także sztuka wybierania tego, co ważne. Postaw na rzeczy dla ciebie istotne albo takie, które po prostu wyjątkowo ci się podobają i wprawiają cię w dobry nastrój. Nowy przedmiot ma cię cieszyć i dobrze spełniać swoją rolę (jeśli jest to np. zlew czy szafa). Nie musi pasować do reszty. To twoje miejsce i tylko ty decydujesz, co tutaj pasuje, a co nie. Nie musisz podążać za modą ani realizować wizji z programów o urządzaniu wnętrz.

Wnętrze w dobrym stylu
➤ kolory ziemi: różne odcienie szarości, beżu, brązu i zieleni
➤ czerpanie inspiracji z natury: drewno, kamień, terakota, ceramika, len, wełna, surowy beton
➤ nierówności, spękania, przebarwienia, szorstkość
➤ przedmioty robione własnoręcznie, pochodzące z małych warsztatów, a nie kupowane w wielkich, sieciowych sklepach, rodzinne pamiątki, starocie ze szczególną historią
➤ porządek, bardzo ograniczona liczba starannie wybranych przedmiotów
➤ proste oszczędne formy, bez złoceń i zdobień
➤ rzeczy dobrej jakości, których można używać przez wiele lat
➤ rośliny, które rosną swobodnie we wszystkie strony, bez rygorystycznego przycinania

Zobacz też:

Wabi Sabi - nieperfekcyjny trend ->>

Własna ścieżka

Podejście wabi-sabi nie ogranicza się, oczywiście, tylko do urządzania mieszkania. Świat bombarduje cię z każdej strony informacjami i propozycjami. Kup! Spróbuj! Przyjdź! Kliknij! A ty musisz z tej całej powodzi bodźców wybrać to, co jest naprawdę dla ciebie interesujące i na czym chcesz się skupić. Powiedz sobie „Nie muszę być taka, jak chcą inni”. Jeśli uda ci się iść w życiu własną ścieżką, zamiast gonić za ideałami, które podsuwają ci media czy portale społecznościowe, poczujesz ulgę. Tak samo jak wtedy, kiedy zrozumiesz, że nie musisz mieć wszystkiego, być jednocześnie doskonałą matką, żoną, pracownikiem, przyjaciółką, córką, trenować cztery razy w tygodniu, mieszkać w willi z wypielęgnowanym ogrodem i zarabiać na ratę kredytu, wakacje na Zanzibarze oraz prywatną szkołę dla dzieci. Życie to sztuka wyboru. Tak jak w swoim mieszkaniu nie postawisz wszystkich mebli, które ci się podobają, tak samo nie zdołasz w 24 godziny zrealizować wszystkich zadań, które próbujesz sobie narzucić. Jeśli więc czujesz się ciągle zmęczona i masz nieustanne wrażenie, że wszystko robisz po łebkach i za chwilę zawalisz jakąś ważną sprawę, spróbuj spojrzeć na swoje życie jak na pokój do umeblowania. Wybierz to, co jest dla ciebie najważniejsze. To, co sprawia ci radość, co jest naprawdę niezbędne… Ogranicz oczekiwania wobec samej siebie i świata. Wabi-sabi to odkrywanie piękna i radości w tym, co mamy, zamiast pogoni za czymś nowym i ciągłym nienasyceniem.

Złota nitka

Kiedy twojej ukochanej filiżance nagle urywa się uszko albo zaczepiasz niefortunnie rękawem bluzki o wystającą śrubkę, starasz się naprawić to tak, żeby nie został żaden ślad, albo z bólem serca wyrzucasz ją do śmietnika. Japończyk robi to zupełnie inaczej – nie tylko naprawia, ale w dodatku podnosi to do rangi sztuki i filozofii życiowej! Kintsugi to stara technika naprawiania uszkodzonych rzeczy za pomocą laki z dodatkiem złota, srebra lub platyny. Każde miejsce wypełnione taką masą jest więc dokładnie widoczne – i właśnie o to chodzi. Nie ukrywa się uszkodzeń, ale je podkreśla jako część historii naprawionego przedmiotu i życia osoby, która go używa. Naczynia ze złotymi żyłkami uchodzą za znacznie cenniejsze i piękniejsze od tych, które nigdy nie zostały stłuczone. To już nie recykling, ale upcykling, czyli dodawanie wartości całkiem zwykłemu pierwotnemu przedmiotowi. Kintsugi to akceptacja zmiany, tej fizycznej i duchowej. Nie jesteś już tą samą osobą co 20 lat temu. Może masz zmarszczki wokół oczu, bo dużo się śmiejesz? Bliznę po cesarskim cięciu albo operacji wyrostka robaczkowego? Kilka rozstępów na biodrze? Ale być może masz też znacznie lepszą formę, bo wreszcie zaczęłaś ćwiczyć. I kolor włosów, który uwielbiasz, a który znalazłaś dopiero wtedy, gdy pierwsze siwe pasma zmusiły cię do farbowania. Te ślady wszystkiego, co przeżyłaś, zostały też w twojej duszy. Smutek, radość, rozczarowania i zachwyty. One cię kształtują, sprawiają, że lepiej wiesz, kim jesteś, czego pragniesz, a co ci nie służy. To twoja historia, twoje złote nitki. Bądź z nich dumna, jak XV-wieczny szogun Yoshimasa Ashikaga, który jako pierwszy zlecił posklejanie swojej ulubionej miseczki złotą laką.

Tu i teraz

Wabi-sabi to także kolejna odsłona tego, czego uczy nas filozofia zen albo coraz popularniejszy także w Polsce mindfulness. Czyli bycia tu i teraz, dostrzegania piękna i wyjątkowości tej właśnie chwili. Zachwytu rozwijającymi się kwiatami, przelatującym ptakiem, zapachem powietrza po burzy. Z pełną świadomością, że za chwilę będzie to już tylko przeszłość. Tę filozofię warto przełożyć też na relacje z ludźmi. Doceniać tych, którzy są obok, zamiast gonić za nieistniejącymi ideałami. Cieszyć się chwilą, kawą wypitą z przyjaciółką, rozmową z dzieckiem. Koncentrować się na tym, co robicie razem, zamiast wspominać albo planować przyszłość. A jeśli w relacji coś się psuje, próbować nad tym pracować, naprawiać, a nie od razu rezygnować i zrywać kontakt. Taka relacja może być jeszcze lepsza i cenniejsza właśnie dzięki kryzysowi, który przeszła.

Pokochaj starocie

Ważna zasada w wabi-sabi to „nie wyrzucaj”. Pokochaj to, co niedoskonałe, stare, zniszczone. Jeśli chciałabyś urządzić mieszkanie zgodnie z zasadami wabi-sabi, w japońskim czasopiśmie wnętrzarskim przeczytasz natomiast, że powinnaś poszukać tego, co lubisz, co cię cieszy, co buduje twoją tożsamość. I nawet jeśli nie nadaje się już do użytku, możesz zmienić przeznaczenie tej rzeczy i ciągle się nią cieszyć. A więc może przerobisz starą maszynę do szycia po babci na uroczy stoliczek. Uszyjesz kolorową poduszkę ze spódnicy, w której byłaś na pierwszej randce z mężem, a w którą dzisiaj możesz ubrać lalkę, bo zrobiła się dziwnie wąska. Wabi-sabi lubi niedoskonałość i ślady tego, że coś jest używane już od dawna. Jeśli myślisz o wymianie podłogi, bo jest już powycierana, zwłaszcza wokół stołu, gdzie nieustannie przesuwasz krzesła, spójrz na to po japońsku. Te ślady to historia twojego domu, twojej rodziny. Pokazują, że zbieracie się przy stole. O, tam pod oknem siada zwykle twój syn. Strasznie się wierci i co chwilę po coś wstaje, więc deski są powycierane mocniej niż w innych miejscach.

Wyłącz filtry

Jeśli często robisz selfie, możesz przestawić aparat w komórce w domyślny tryb „portret”, który nie tylko idealnie ustawi ostrość, ale też poprawi koloryt skóry, wyszczupli owal twarzy i wygładzi zmarszczki. Tym sposobem oglądasz w krzywym zwierciadle nie tylko celebrytów i swoich znajomych, wrzucających codziennie poprawione zdjęcia, ale i samą siebie.
Wabi-sabi mówi „Wyłącz filtry”. Te w aparacie, w komputerze i w swojej głowie. Zaakceptuj swój pieprzyk na policzku, kurze łapki wokół oczu, piegi, które pojawiają się latem, i fakt, że twoja lewa pierś jest odrobinę większa od prawej, a jedna brew unosi się nieco wyżej niż druga. To nie oznacza, że masz się zaniedbać. Chodzi tylko o to, żeby nie zapędzić się zbyt daleko w pogoni za tą doskonałością. Wabi-sabi mówi „nie” czołom nieruchomym od botoksu, napompowanym silikonem piersiom, nastrzykniętym ustom, warstwie makijażu tak grubej, że trudno pod nią odnaleźć prawdziwą twarz właścicielki. A także drakońskim dietom, treningom tak wyczerpującym, że zagrażają zdrowiu. Dbanie o siebie to nie tylko drogie kosmetyki, ale też picie wody, jedzenie rzeczy, które nam służą, codzienna dawka ruchu, sen, śmiech, przytulanie się do bliskich. Czyli pielęgnacja od środka i od zewnątrz, z umiarem i szacunkiem do tego, kim jesteśmy, ile mamy lat, jakie mamy ograniczenia zdrowotne, co lubimy, a czego nie.

Kobiecość w wersji wabi-sabi
➤ nie ucieka przed siwizną, nosi ją z dumą
➤ lubi swoje zmarszczki, przebarwienia, rozstępy
➤ stosuje naturalne kosmetyki, które sprawiają jej przyjemność zapachem i konsystencją
➤ pozwala, by wiatr przeczesywał jej włosy, zamiast lakierować je w sztywną skorupę
➤ nosi wygodne ubrania z naturalnych tkanin, nie wymienia co sezon połowy garderoby
➤ wysokie szpilki zakłada tylko na specjalne okazje, na co dzień stawiając na buty, w których może przejść bez bólu pół miasta
➤ maluje się z umiarem, nie przesadza z dodatkami – raczej jeden mocny akcent niż obwieszanie się biżuterią
➤ chętnie kupuje w second-handach albo organizuje wymianę ubrań z koleżankami

To ty nadajesz znaczenie

Najbardziej w duchu wabi-sabi jest wyrzucony przez morskie fale kawałek drewna albo szkła, wypłowiały, przejedzony morską solą. Twarz starej kobiety, z uśmiechem rozkładającej o świcie swój kramik z kwiatami na rogu ulicy koło twojej pracy. Krzywa miska z wyszczerbionym brzegiem, którą sama ulepiłaś, zapisując się w przypływie fantazji na warsztaty ceramiczne. Zajączek z urwanym uchem, którego podarował ci twój pierwszy narzeczony, jeszcze w przedszkolu. Ta bombka, z której starł się już cały brokat, a która jakimś cudem przetrwała wojnę w piwnicy twojej babci. I drzewo, kostropate i pogięte przez wiatr, które widzisz na skrzyżowaniu, wracając do domu. Czyli: to, co stare, co ma swoją historię, co jest niedoskonałe, nadgryzione zębem czasu, proste i zwyczajne… Ale też to, co jest szczególne właśnie dla ciebie. Bo ty nadajesz znaczenie rzeczom, zjawiskom, ludziom. Bo one nie są wabi-sabi same z siebie. To ty je takimi czynisz. Rozejrzyj się i odkryj piękno w prostocie.

Marnowanie jest passÉ

Prostota, umiar i natura – to słowa klucze kuchni w duchu wabi-sabi. Nie kupuj na zapas, nie wypełniaj lodówki rzeczami, których nie zdążysz zjeść. Stawiaj na warzywa i owoce, które rosną w Polsce, na produkty jak najmniej przetworzone. A jeśli uległaś pokusie i kupiłaś stanowczo za dużo, zaproś przyjaciół na kolację lub oddaj nadmiar żywności osobom potrzebującym. Sprawdź, czy w twoim mieście nie działa jadłodzielnia, skontaktuj się z instytucjami pomagającymi bezdomnym. Pamiętaj też, że wabi-sabi to „nie” dla marnowania żywności. Wykorzystaj kaszę i pozostałości warzyw z wczorajszego obiadu, żeby zrobić sałatkę albo kaszotto. Na resztce rosołu ugotuj zupę pomidorową albo użyj go do risotta. Możesz też coś zamrozić. Staraj się kreatywnie podchodzić do tego, co ci zostało, zamiast po prostu wyrzucać.

Artykuł pochodzi z magazynu "Samo zdrowie"