Zadebiutowała Pani powieścią obyczajową, jakich wiele ukazuje się na naszym rynku. Teraz wraca Pani do gry z thrillerem „Figurantka”. To trudne zadanie, bo w Polsce jest wielu świetnych pisarek i pisarzy tego gatunku. Lubi Pani wysoko ustawiać sobie poprzeczkę?

Nigdy nie widziałam siebie jako autorki, która tworzy tylko w jednym gatunku. Lubię eksperymentować i piszę taką prozę, po jaką sama – jako czytelnik – chętnie bym sięgnęła. Zaczynałam od obyczajówki, a teraz stawiam na sensację. Bardzo dobrze czuję się w takim ostrzejszym wydaniu.

Dlaczego zdecydowała się Pani na powieść sensacyjną? Przyznaję, Pani książka wciska w fotel!

Dziękuję! Z założenia „Figurantka” miała być powieścią pełną akcji, adrenaliny i namiętności, taki miks, który nie pozwala oderwać się od lektury do samego końca. Sensacja wydawała mi się idealnym gatunkiem, który spełnił moje oczekiwania jako autorki. No i świetnie się bawiłam, pisząc.

Jej bohaterzy nie są z kraju nad Wisła, akcję umieszcza Pani w Ameryce, tytułowa bohaterka Alice jest dziennikarką modową. Musi współpracować z Brucem, agentem FBI… No, no nie ułatwia Pani sobie zadania! Ale skąd ten wątek amerykański, brutalne śledztwo, wojna FBI z kartelem?! Co Panią natchnęło?

Klimat. Uwielbiam Stany, ich kulturę, zwyczaje, pewne przywary i charakterystyczne cechy. Lubię sposób, w jaki można zrobić karierę w USA (będąc fotografką jak Alice). To świat zupełnie innych perspektyw i skali. Akcja książki to jednak nie tylko Baltimore – jest Kanada w jesiennej szacie i jest wspomniana egzotyczna Kolumbia. Mimo takiego rozstrzału, powieść jest spięta dość charakterystycznym klimatem. Wątek wojny kartelu z FBI to wojna na skalę, jaka w kraju nad Wisłą byłaby po prostu nieosiągalna – a ja, jeśli już chcę pisać o walce, to ma to być konkretna awantura i kochankowie w jej tle.

Nie będziemy zdradzać fabuły, ale uchylmy rąbka tajemnicy: między tym dwojgiem głównych bohaterów, skrajnie różnych, zaiskrzy, prawda?

Tak. Chociaż wątek romansowy i erotyczny nie dominuje w żadnym momencie nad fabułą. W tej książce nie znajdzie się idealny kochanek, który pod wpływem kobiety ze złego chłopca nagle zmieni się w cieplutkiego domatora. Ponad romantyzmem jest sensacja, przez co (nawet na chwilę) nie można stracić czujności podczas lektury.

Jest Pani kolejną autorką, która mierzy się w polskiej literaturze z bardzo trudnym zadaniem – scenami erotycznymi. Wyrasta Pani na poważną konkurentkę Pauliny Świst. Jak się pisze takie sceny?

Trudno. Uważam, że sceny seksu są jednymi z najtrudniejszych do napisania dla autora. Taka scena musi zgrać się od początku do końca, a czytelnik nawet przez moment nie może poczuć, że temperatura spada. Ważne jest każde słowo. Poza samymi „technikaliami” dużą rolę odgrywa zmysłowość, gesty, dialog; czasem od jednego trafnego porównania zależy cały ciężar sceny.

Ile uratowała Pani roślin? Jak na ostrą powieściopisarkę sensacyjną ma Pani nietypowe hobby: reanimuje Pani kwiaty, które inni skazali na niebyt. Pani daje im drugie życie. I jeszcze mówi Pani, że pisarze mają psy albo koty, a Pani opiekuje się monsterami, fikusami? Skąd się to Pani wzięło?

Lubię rośliny. Miłość do nich zaszczepiła mi mama, chociaż zawsze powtarzała, że nie ma ręki do kwiatów. Dla mnie to hobby świetne na wyciszenie. Kwiaty są wdzięczne, jeśli okazuje się im uwagę i troskę. Uczą cierpliwości i wytrwałości. I nie wiem, ile było i jest tych odratowanych zdechlaczków. Niestety czasami mimo najszczerszych chęci, nic z tego nie wychodzi.

Drugie Pani hobby – to rekonstrukcje historyczne. Upodobała Pani sobie szczególnie XV wiek. Proszę powiedzieć, dlaczego?

To jest pasja, która towarzyszy mi już chyba ponad 15 lat. Jako grupka dzieciaków postanowiliśmy „pobawić się” w średniowiecze i już tak zostało. Wyniosłam z tego hobby niesamowite przyjaźnie, cudowne wspomnienia i sposób na spędzanie czasu, który jest często nieosiągalny dla ludzi w miastach. To kontakt z naturą i historią. A dlaczego XV wiek? Nie pamiętam! Tak postanowiliśmy lata temu i tak zostało.

To czekam na  Pani thriller historyczny, którego akcja dzieje się w XV wieku!

Może nie akurat XV wiek, ale powieści historyczne znów powoli wracają do łask, więc myślę nad tym.

Będzie druga część „Figurantki”? Coś Pani zdradzi?

Będzie. I obiecuje, że sceneria, jaką zaserwuję czytelnikom będzie absolutnie niepodrabialna, unikatowa i gorąca.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.