Do pewnego momentu nawet działało, ale od czasu gdy z ekspertki stałam się menadżerem, ten brak zaufania do ludzi okupiony był ogromnym stresem i wieloma rozczarowaniami, bo kontrolując wszystko i wszystkich wokół wciąż tropiłam niedoskonałości, doprowadzałam rzeczy do perfekcji i w gruncie rzeczy nie miałam poczucia sukcesu. Pierwszym przełomem było dla mnie zostawienie dziecka w domu z opiekunką – musiałam zaufać, że obca osoba zajmie się dobrze moim największym skarbem i największą miłością (wszystkie Kobiety Pracujące, które przeszły etap poszukiwania niani wiedzą, jakie to wyzwanie emocjonalne). Na szczęście dla mnie mniej więcej w tym samym czasie trafiłam na szkolenie bazujące na „Szybkości zaufania” Stevena Covey’a. To było odkrycie – ludziom można, a nawet powinno się ufać! Jest tylko jeden warunek – zaufanie wymaga przyzwolenia na to, że coś może się nie udać. Paradoksalnie  to samo może się nie udać, kiedy nie ufamy i wszystko kontrolujemy – prawda? Jak sobie to uświadomiłam, naprawdę mi ulżyło i postanowiłam – sprawdzę jak działa zaufanie Covey’a w praktyce. Jeszcze tylko jeden dylemat -  skąd miałam wiedzieć, że właśnie tej osobie mogę zaufać? Jedyną sensowną odpowiedzią wydały się słowa Ernesta Hemingway’a “Najlepszym sposobem aby sprawdzić czy możemy komuś zaufać jest po prostu zaufać” :)

Moment w którym zaczęłam obdarzać ludzi zaufaniem całkowicie odmienił mnie jako Kobietę Pracującą, jako szefową, jako menadżerkę. Uświadomiłam sobie również, że jestem tu gdzie jestem, bo przecież  ktoś mi kiedyś zaufał! To był także ten moment, kiedy zaczęłam myśleć o sobie jako Liderce. Powiedzenie komuś „ufam ci, że to zrobisz dobrze, najlepiej jak potrafisz”, „ufam ci że dotrzymasz terminu”, „ufam ci, że nie zawiedziesz zespołu i dowieziesz swoją część projektu” działało jak cudowny eliksir. Zamiast wykonywać po prostu zadania, ludzie z którymi pracowałam mówili „zobaczysz, będzie zrobione, nie zawiedziesz się!”. I w 99% mnie nie zawiedli! A ten 1% z perspektywy czasu nie ma nawet znaczenia. Czy to, że zaufałam oznacza, że straciłam kontrolę? Nie, zresztą sygnując swoim nazwiskiem ostateczny „produkt” dla mojego szefa, zarządu czy rady nadzorczej, nie mogłam sobie pozwolić na brak kontroli (zgodnie ze starą maksymą leninowską „kontrola najwyższą formą zaufania” ;) . Ale nawet jeżeli przy tej kontroli stwierdziłam, że nie wszystko jest idealne, że wkradł się błąd czy ktoś zawalił termin, mówiłam wtedy „ufam, że to poprawisz i następnym razem będzie już wszystko ok”.

Zaufanie jest też wyzwaniem w drugą stronę – kiedy wiesz, że ludzie ci ufają, że liczą na ciebie, że nie możesz ich zawieść jako szef, lider, przyjaciel. Z perspektywy czasu i doświadczenia trudnych momentów zawodowych wydaje mi się, że większym stresem jest być obdarzonym takim zaufaniem przez ludzi, niż samemu ufać ludziom. Ja w momentach trudnych zawsze stawiałam na szczerość i otwartość. Bo zaufanie nie idzie w parze z kłamstwem.

A co z zaufaniem w erze cyfrowej rewolucji? Czy będziemy niedługo ufać maszynom tak, jak ufamy ludziom? Byłam niedawno na konferencji o wiele mówiącej nazwie „Masters and Robots” i spodziewałam się, że będzie tam tylko o sztucznej inteligencji, machine learning i o tym, jak maszyny zastąpią wkrótce ludzi. Tymczasem usłyszałam ze sceny o tym, że zaufanie to kluczowa wartość w erze cyfrowej rewolucji. I jeszcze piękne zdanie „the more selfish you are, the less you are trusted as leader” (im bardziej jesteś samolubny/skoncentrowany na sobie, tym mniej ludzie ci ufają)…. Piękne i prawdziwe :).

Tekst pochodzi z „Subiektywnego Alfabetu Kobiety Pracującej”, Joanna Kaczyńska, Prezeska Stowarzyszenia Ekspertki Razem www.ekspertkirazem.pl

 

 

Zapraszamy na spotkanie w Lublinie „Claudia” x „MIĘDZY NAMI KOBIETAMI”
Zapisz się już teraz ->>

Autorka artykułu, Joanna Kaczyńska, założycielka stowarzyszenia Ekspertki Razem, będzie spikerką na evencie w Lublinie.