Przeczytajcie, czego moglibyśmy się nauczyć od naszych dziadków w temacie ekologii...

Mleko w butelce na wymianę
Mleko i śmietana sprzedawane były w szklanych butelkach z aluminiowym wieczkiem, które mówiło o ilości tłuszczu. Srebrna lub złota krateczka. Mleko było dostarczane rano codziennie pod drzwi! A butelki po zużytym mleku i śmietanie wystawiało się przed drzwi, które rano zabierał dostawca świeżego mleka!

Woda z kranu
Nikt w tamtych czasach nie słyszał o wodzie w plastikowej butelce. Piło się wodę bezpośrednio z kranu.

Siatki na zakupy
Pamiętacie kultowy film "Poszukiwany, poszukiwana" i scenę, gdy Marysia jedzie na rowerze z siatką pełną cukru? Tak, obecnie supermodne siatki ze sznurka to było coś zupełnie normalnego w tamtych czasach. Każdy miał swoją siatkę, lub torbę na zakupy. Nikt nie używał foliowych torebek, bo ich nie było, a reklamówka, to był rarytas z Baltony lub Pewexu!

Getty Images

Zbiórki makulatury, butelek
W czasach naszych dziadków w każdej szkole była stała akcja zbierania makulatury. Każde dziecko przynosiło związane sznurkiem pakunki gazet i papierów. Każda klasa rywalizowała o jak największą ilość zebranej makulatury, którą potem szkoła oddawała do punktu odbioru makulatury.
To samo było ze szklanymi butelkami na wymianę. W każdym sklepie kupując nowy napój w szklanej butelce oddawało się zużytą.

Worki na śmieci
Nasi dziadkowie nie mieli pojęcia, że coś takiego istnieje. Dno wiaderka wykładało się starymi gazetami!

Książki szkolne z klasy do klasy
Książki we wszystkich szkołach w kraju były takie same, ten sam materiał, ta sama treść. I przechodziły one z klasy do klasy. Dopóki nie były całkowicie zniszczone. Pamiętam, że najlepsze, najmniej zniszczone dostawali najlepsi uczniowie. A jaka była radość, gdy poprzedni uczeń nie wymazał odpowiedzi i rozwiązań w książce!

Pióro na atrament
Zmywalne długopisy, pióra kulkowe? Zapomnijcie. Każde dziecko od pierwszej klasy pisało piórem, które naciągało się atramentem z kałamarza - made in China:) Pióra też były chińskie - to był szczyt luksusu!

Ubrania second hand
W sklepach było to co było, czyli prawie nic. Dlatego jeśli już udało się kupić kurtkę dla dziecka, to nosiły ją wszystkie dzieci po kolei, aż całkowicie się zniszczyła. To samo z butami i innymi ubraniami. Pamiętam, że szkoły dostawały "paczki" z zachodu z ubraniami. Ubrania były dzielone między uczniów! Tak i to były wielkie emocje, bo ubrania były czasami śliczne!

Pieluchy tetrowe
Babciom nawet do głowy nie przyszło, że mogą być pieluchy jednorazowe. Każdego dnia prały wszystkie tetrowe pieluchy w płatkach mydlanych, gotowały je i wykorzystywały na drugi dzień. A gdy już były zbyt zużyte, służyły jako ścierki do sprzątania przez kolejne lata.

Doniczki tylko ceramiczne
W domach było mnóstwo kwiatów, ale wszystkie w ceramicznych doniczkach. Nie było plastików i dobrze!

Drugie śniadanie
Teraz modne są woskowijki, ale zrobienie ich wymaga trochę umiejętności i czasu. Dawniej śniadanie pakowało się w papier śniadaniowy i już! Żadnych woreczków foliowych!

Plastikowe sztućce i talerze
Nie było. Wszędzie były naczynia szklane i ceramiczne. Sztućce może nie ze szlachetnej stali, ale aluminiowe, do wielokrotnego użytku.

Saturatory
Wodę gazowaną robiło się samemu w domu. Prawie każdy miał w domu saturator, który ładowało się mini nabojami z gazem. Na mieście można było kupić wodę gazowaną, również z sokiem. W szklankach! Które potem sprzedawca obmywał wodą!:)

Getty Images

Maszynki do golenia
Nie było czegoś takiego jak depilator czy jednorazowe maszynki. Zresztą panie w tamtych czasach raczej nie goliły owłosienia:) Maszynek używali panowie, rozkręcając mechanizm i wkładając do nich żyletki. Żyletki kupowało się w małych pudełeczkach, które były chowane przed dziećmi, żeby nie zrobiły sobie krzywdy.

Obiad na wynos
Jedzenie na mieście było rzadkością, każdy gotował w domu. Ale jeśli już kupowało się jedzenie na mieście, to najczęściej przychodząc z własnym termosem wielopoziomowym, oddzielnie zupa, oddzielnie ziemniaczki i kotlet a jeszcze w innym pojemniku surówka.

Zakwas na żurek
Pamiętam, jak jako mała dziewczynka biegałam do bloku obok, gdzie jedna Pani sprzedawała zakwas na żurek. W kuchni u niej stał wielki gar, z którego pani nalewała chochlą zakwas do przyniesionego przeze mnie słoika!

Pakowanie w sklepie
Większość rzeczy kupowało się na wagę, jeśli się dało, to bez dodatkowych pojemników, a jeśli już trzeba było coś zapakować, to najczęściej był to zwykły, szary papier. Nawet kapustę kiszoną kupowałam w drodze ze szkoły w zwykłym, papierowym rożku. To była moja przekąska!

Kuchenne ściereczki i chusteczki do nosa
Nie było czegoś takiego jak ręcznik papierowy. W kuchni i łazience używało się ścierek. Nie było też chusteczek higienicznych papierowych. Każdy miał bawełnianą chusteczkę, którą się prało i używało przez wiele lat! Pamiętam specjalną szufladę z chusteczkami dla taty, dla mamy i dla dzieci, wszystkie pięknie wyprane, wyprasowane i złożone w kwadracik.

Komunikacja
Mało kto miał samochód, który używało się raczej do rodzinnych wyjazdów. Każdy korzystał z komunikacji miejskiej, roweru lub po prostu szło się na piechotę!

Krawcowa, szewc
To były bardzo popularne zawody. Gdy sukienka się gdzieś zniszczyła, albo przestała pasować, przerabiało sie ja na cos innego, wykorzystywało każdy skrawek materiału. Buty nie kupowało się co sezon, tylko nosiło do zdarcia, a gdy się zdarły, wymieniało się podeszwę czy flek i dalej chodziło!

Pończochy
To był rarytas, więc gdy poszło oczko, nie kupowało się nowych, tylko szanująca się pani domu posiadała specjalne szydełko do zaciągania oczek, to była bardzo precyzyjna czynność!

Domowa żywność
Wiele żywności robiło się w domu, jak wędzone szynki, kiełbasy, sery z kwaśnego mleka (tak, mleko wtedy nie było pasteryzowane i po 2 dniach pięknie się ścinało). Dużo żywności przywoziło się od rodziny ze wsi, lub kupowało na bazarkach prosto od rolników, domowe wędliny, ekologiczne jajka, owoce, warzywa... pyszności.

Getty Images

Zegarki nakręcane ręcznie
Większość zegarków była manualna, każdego dnia trzeba było pamiętać, żeby je nakręcić, w przeciwnym razie stawały... to samo dotyczyło budzików, czy zegarów ściennych. Nie zużywało się tylu baterii.

Łaty, cerowania
Dziura w spodniach nie oznaczała od razu zakupu nowych, tylko mama przyszywała łaty, albo cerowała dziury, zwłaszcza te na skarpetach!

Weki, słoiki, butelki
Pamiętacie słoiki do wekowania np. ogórków? Płaska przykrywka i gumka uszczelka? Wykorzystywało się je wielokrotnie, aż do zużycia się całkowicie uszczelki, ale wtedy kupował się nową, a słoiki zostawały. To samo ze słoikami na zakrętkę. Większość przetworów robiło się w domu i zamykało w szklanych słoikach czy butelkach.

Szydełko, druty
Wiele mam w tamtych czasach umiało robić na drutach i szydełku. Były mistrzyniami w przerabianiu starych swetrów na czapki, rękawiczki, szaliki, albo sweterki dla dzieci. Pamiętam w domu szufladę pełną włóczek, do ponownego wykorzystania i pamiętam zwijanie nowo kupionej włóczki, dwie ręce w górze na nich włóczka, a mama zwija w kłębek!

A może pamiętacie z czasów swojego dzieciństwa inne ekologiczne triki swoich rodziców?