Kiedy twoja cierpliwość będzie wystawiana na niełatwą próbę, pomyśl, że właśnie dzięki takim okresom buntu pociecha prawidłowo się rozwija. Te przełomowe momenty następują w dzieciństwie średnio co dwa lata. Niektóre dzieci przechodzą przez nie mniej gwałtownie, inne bardziej – wiele zależy od temperamentu malca, a jeszcze więcej od otoczenia, które albo radzi sobie z poskramianiem złośnika, albo daje się wodzić za nos. Dlatego warto spróbować zrozumieć powody tupania i powtarzanego ciągle „nie”.

BUNT DWULATKA – gotowy na wszystko

Przez pierwszy rok najbardziej zauważalny jest intensywny wzrost i coraz lepsza sprawność dziecka. Kolejne miesiące to czas, kiedy podstawowe potrzeby (zaspokojenie głodu, bliskość mamy, zmiana mokrej pieluszki) przestają mieć największe znaczenie. Brzdąc coraz sprawniej się porusza, odkrywa, do czego służy pilot i odkurzacz, a bacznie obserwując bliskich, próbuje ich naśladować. Chce założyć buty, pokroić kotlet, rzuca się w kierunku komórki, by triumfalnie krzyknąć „halo!”. Ma też coraz więcej do powiedzenia, odkrywa moc gestów, min i słów. I tak – zwykle ma to miejsce między 18. miesiącem życia a drugimi urodzinami – następuje przełom. Dziecko zaczyna uświadamiać sobie, że nie musi zdawać się na dorosłych, skoro potrafi już tak wiele. W małym człowieku odzywa się wielki indywidualista. Postrzega swą odrębność, czuje, że ma wpływ na rzeczywistość. Domaga się niezależności. Jego ulubione zdanie to: „Ja siam!”, a wszelkie próby przekonania go do czegoś kończą się głośnym „nie”. Nawet jeśli proponujesz mu ulubione płatki z mlekiem. Tylko że szkrab jest jeszcze za mały na to, by zapanować nad emocjami i racjonalnie podejmować decyzje. Łatwo więc wpada w złość: niszczy zabawki, może uderzyć, uszczypnąć, ugryźć. Jest zazdrosny o uwagę, pragnie być w jej centrum. Ma także kłopot z dzieleniem się. Pożyczy zabawkę koledze, ale zaraz żąda jej zwrotu. Chce mieć wszystko już. Jeśli nie dostanie, krzyczy wniebogłosy i rzuca się na ziemię – często w miejscach publicznych, wywołując u opiekunów poczucie bezradności i wściekłości zarazem.

Jak sobie z nim radzić?

Bunt dwulatka to chyba najbardziej wyrazisty etap w rozwoju dziecka. Przez kolejne lata przełomy będą się powtarzały – dziecko jeszcze nieraz będzie próbowało zawalczyć o większą niezależność. Chociaż pierwszy bunt dotyczy tak naprawdę malutkiego dziecka, nie można go ignorować w imię świętego spokoju ani tym bardziej tłumić w obawie, że ze słodkiego brzdąca wyrośnie rozpuszczony przedszkolak.

Aby łatwiej przejść czas burz:

Dawaj dziecku wybór. Jeżeli chcesz, by zrobiło to, czego oczekujesz, nie naciskaj, ale pozwól mu wybrać, nie dając zbyt wielu możliwości (bo maluch się zagubi, a wahając się, wpadnie w złość). „Czapka z kotkiem czy misiem?” – tak formułując pytania, pomagasz podjąć decyzję, dajesz do zrozumienia, że jego zdanie jest ważne, a jednocześnie masz kontrolę nad sytuacją.

Odwracaj uwagę. Jeśli musisz czegoś zabronić, a zdarza się tak pewnie przynajmniej kilka razy dziennie (choćby dla bezpieczeństwa), to reakcja, czyli bunt, jest naturalna. Buntujemy się przeciwko zakazom bez względu na wiek. Zamiast więc zakazywać, spróbuj zaciekawić czymś dziecko. Jeśli maluch podczas obiadu koniecznie chce wrzucić pulpet do kubka z sokiem,pokaż, jak z tego, co jest na talerzu, ułożyć np. ludzika. Jest szansa, że zapomni o topieniu mięsa.

Unikaj słowa „nie”. Im rzadziej dziecko będzie słyszeć, że czegoś mu nie wolno, tym mniej będzie miało okazji do protestu. Z czasem zakazy stracą swoją moc. Sformułowań „nie rusz”, „nie wolno” używaj tylko wtedy, gdy nie jesteś w stanie wymyślić sprytnego „zamiennika”.

Wyznacz granice i ich pilnuj. Ustalenie zasad i ich przestrzeganie służy nie tylko dwulatkowi. Bez nich brak poczucia bezpieczeństwa, bo nie ma nikogo, kto panuje nad sytuacją. Jeśli mama lub tata raz pozwalają na coś, a innym razem już nie, dziecku trudno zaakceptować daną regułę („A może tym razem się uda i mama nie będzie się złościć?”). I pamiętaj: aby dziecko było w stanie przestrzegać zasad, nie mogą one być zbyt wygórowane. Mają za to być jasne i muszą obowiązywać zawsze, bez względu na okoliczności. Jeśli np. zabraniasz dziecku wspinać się na parapet, to nie stawiaj malca w oknie po to, by pomachało tacie wychodzącemu do pracy. Dla ciebie różnica jest oczywista, w głowie malucha rodzi się chaos.

BUNT CZTEROLATKA – życie nabiera tempa

Dzieciaki w tym wieku to przede wszystkim istoty radosne, energiczne, emocjonalne. Uwielbiają przeciwstawiać się rodzicom i wychowawcom. Charakterystyczną cechą czterolatka jest ogromne tempo życia. Wszystko chce zrobić szybko i równie błyskawicznie porzuca dane zajęcie. Nie kończąc jednej rzeczy, zaczyna zajmować się kolejną. Mały wrażliwiec łatwo przechodzi od śmiechu do płaczu, od radości do wściekłości. Musisz liczyć się z jego napadami złości i brakiem opanowania. Bogate słownictwo czterolatka, dodatkowo „wzbogacane” w kontaktach z rówieśnikami, sprawia,że z upodobaniem posługuje się niecenzuralnymi wyrazami. To także czas intensywnego rozwoju wyobraźni. Czterolatek fantazjuje, często nadal nie potrafiąc oddzielić rzeczywistości od wytworów własnej wyobraźni. Przywiązany do tego, co sobie wymyśli, potrafi uparcie walczyć o swoje i zdarza się, że jest zbyt pewny siebie. Uwielbia prowadzić dyskusje, a kiedy mu czegoś zakażesz, próbuje negocjować, argumentować, zamęczać pytaniami w stylu: „A po co?", „Dlaczego ja?”, czym często wyprowadza z równowagi. W przeciwieństwie do dwulatka okres buntu trwa krócej. Już czteroipółletni przedszkolak coraz bardziej przypomina skupionego i opanowanego pięciolatka, którego życie bardziej zależy od rzeczywistych faktów niż fantazji.

Jak sobie z nim radzić?

W postępowaniu z rozbrykanym czterolatkiem potrzeba spokoju, ale i stanowczości. Jasno wyznaczone granice tego, co dobre i słuszne, dają dziecku potrzebną mu stabilizację oraz poczucie bezpieczeństwa w świecie pełnym nie tylko coraz to nowych, realnych wyzwań, ale również wytworów szalejącej wyobraźni. Daj czterolatkowi większą samodzielność, choćby podczas zabawy na podwórku, nie chodź za nim krok w krok, pozwól nakrywać do stołu, uruchomić pralkę. Ponieważ czterolatek uwielbia „sprawdzać się” i ma przy tym niespożytą energię, wymyślaj mu zabawy ruchowe (wspinaczki, biegi z przeszkodami, slalom). Bawcie się w zabawy tematyczne, np. sklep czy teatr, używając zwrotów grzecznościowych, szczególnie gdy pociecha ma tendencje do „rzucania mięsem”. Na nieparlamentarne wyrażenia, podobnie jak na plucie, bekanie czy inne nieeleganckie zachowania, którymi czterolatki lubią się popisywać, zawsze reaguj stanowczo. Mów np.: „W naszej rodzinie nie akceptujemy takich zachowań.  Następnym razem nigdzie z nami nie pójdziesz, bo mi wstyd”.

BUNT SZEŚCIOLATKA – i zmieniam świat

Podczas gdy pięciolatek pozwala rodzicom odetchnąć – jest przyjacielski, skory do współpracy i zależy mu na uznaniu dorosłych, o tyle sześciolatek zmienia się w wybuchowego, czasem aroganckiego buntownika. Jednocześnie jest otwarty na uczenie się nowych rzeczy, rozpiera go energia i… ambicja. Chce być najlepszy, najszybszy, najsilniejszy, najmądrzejszy. Po prostu naj. Będzie walczył o najwyższe noty nie zawsze zgodnie z zasadami fair play. Jednocześnie jest bardziej lękliwy: boi się samotności, ciemności, duchów, piorunów, pożaru. Przy tym kompletnie lekceważy zasady bezpieczeństwa, lubi ryzykować. Jeśli akurat w tym okresie dziecko wejdzie w fazę szybkiego wzrostu, może mieć problemy z koordynacją ruchową. Stad częste urazy (pęknięty łuk brwiowy, otarcia, złamania). Sześciolatek tęskni za czasami, gdy był pępkiem świata. Bywa zarozumiały, krnąbrny, opryskliwy. Tak jak czterolatek, woli się wykłócać o każdy drobiazg, niż wykonać polecenie. Ale zanim nadejdą 7. urodziny, życie rodzinne wróci do normy, nastanie czas wyciszenia i zadowolenia z siebie.

Jak sobie z nim radzić?

Dziecko pragnie być takie jak mama lub tata – pokaż mu wiec, jak rozwiązujesz konflikty, jak radzisz sobie, gdy puszczają ci nerwy. Unikaj bezmyślnego chwalenia. Nie mów: „Jaki piękny rysunek”, na dwudziestą zabazgraną kartkę – bądź szczera. Lepiej brzmi: „Widzę, że postanowiłeś pobić rekord świata w szybkim rysowaniu. Ale teraz może spróbujesz narysować coś wyjątkowego”. W ten sposób stawiasz ambitnemu kilkulatkowi konkretne cele. Traktuj dziecko poważnie; pozwól uczestniczyć w „dorosłych” zajęciach, np. przygotowaniu obiadu, sprzątaniu domu, malowaniu płotu. Każda nowa umiejętność jest powodem do dumy i chwalenia się – im więcej takich powodów, tym lepiej. Dziecko czuje, że jest wyjątkowe, buduje poczucie swojej wartości. Często przytulaj je i zapewniaj, że bardzo je kochasz. Dla malca, który znowu chce być skarbem mamusi, to bardzo ważne. A kiedy w waszym domu jest młodsze rodzeństwo, weź pod uwagę, że buntownicze zachowania mogą być znacznie silniejsze, ponieważ w grę wchodzi zazdrość.

BUNT NASTOLATKA – też z tego wyrosnę

Pierwsze lata w szkole raczej nie przynoszą buntu. Zdaniem psychologów najcudowniejsze dziecko to zazwyczaj dziesięciolatek. Jest pogodny, zadowolony z życia, chce być „dobry”, sympatyczny i lubiany. Liczy się ze zdaniem rodziców i chętnie wykonuje polecenia. Dopiero miedzy 12. a 13. rokiem życia zaczynają dokonywać się zasadnicze zmiany. Związane dotąd silnie z dorosłymi (rodzicami, nauczycielami), teraz zwracają się w stronę kolegów i bardziej słuchają siebie nawzajem niż rodziców. Dostosowują swoje zachowania i dążenia do potrzeb grupy, przyswajają sobie jej normy. Uczucie więzi z grupą rodzi poczucie solidarności, która dotyczy wielu spraw, często tych nieakceptowanych przez rodziców. Około 12. roku życia pojawia się wyraźny kryzys zaufania do rodziców. Towarzyszy mu negowanie wszystkiego, co podoba się im, krnąbrność i nieposłuszeństwo. Nastolatkom się wydaje, że nie są już dziećmi, a otoczenie nadal ich tak traktuje. Starają się wiec pokazać, że są już dorośli i samodzielni. Chociaż ten etap w życiu dziecka zapewne jeszcze przed wami, to warto już zacząć „trenować” wspólne przechodzenie przez etapy buntów. Jeśli na każdym z nich dziecko przekona się, że może liczyć na wsparcie mamy i taty, a oni opanują sztukę wychodzenia z sytuacji kryzysowych, to nastoletni bunt okaże się tylko jednym z rodzicielskich wyzwań.

Uwaga!

Już niemowlęta posiadają umiejętność, której nie trzeba ich uczyć: potrafią manipulować rodzicami. Warto o tym pamiętać w sytuacjach podbramkowych i trzymać wspólny front. Dziecko ma wiedzieć, że może liczyć na mamę i tatę, ale w sprawach ważnych decydują oni, wspólnie. Sztuczki „córeczki tatusia" czy „syneczka mamusi" nie zadziałają.