Dr Don Shirley jest wybitnym pianistą, absolwentem Konserwatorium Leningradzkiego. I – jak byśmy dziś powiedzieli – Afroamerykaninem. W czasach, w których rozgrywa się akcja filmu (rok 1962) nikt w Ameryce w takie subtelności czy poprawność polityczna się nie bawił. Muzyk był po prostu Murzynem. I jako kolorowy, miał ograniczone  prawa obywatelskie. A raczej był obywatelem drugiej kategorii. Jego antagonistą jest Tony „Warga” Vallelonga. Włosko-amerykański  wykidajło z nocnego nowojorskiego klubu. W pewnym sensie też obywatel gorszej kategorii. Co ich łączy? Pozornie: przypadek -  jeden trafia na drugiego. Praktycznie – mają o wiele więcej wspólnego, co odkrywają, spędzając ze sobą 8 tygodni listopada i grudnia 1962 r.

Donowi podoba się luz życiowy Tony’ego – szybko podejmuje więc decyzję i zatrudnia Włocha jako  osobistego kierowcę i bodyguarda. Nie byłoby w tym nic niezwykłego czy intrygującego, gdyby nie czas, w którym historia ta się wydarzyła. Przypominam: mamy jesień 1962 roku. A dr Shirley jako genialny pianista, aranżer i kompozytor wyrusza w trasę koncertową na Południe USA. Głębokie Południe.

Dziś pewnie nie jest to wiedza powszechna, ani wyobrażalna, co w tamtym czasie oznaczała dla kolorowego Amerykanina podróż po południowych  stanach. Sięgnijmy do źródeł. Kiedy w USA obowiązywały prawa segregacji rasowej, pewien nowojorski listonosz Victor Hugo Green opublikował w 1936 roku tzw. The Negro Motorist Green Book  - specjalna księgę dla Murzynów kierowców. Książka zawierała katalog przyjaznych Afroamerykanom dróg, którymi mogli przemieszczać się, wykaz moteli i hoteli, gdzie mogli zanocować, restauracji, w których mogli spożyć posiłek, sklepów, w których mogli dokonać zakupów, stacji benzynowych, gdzie mogli zatankować paliwo i skorzystać z toalety. Uwaga! Cały czas mówimy o USA. Co roku wychodziła nowa edycja Green Booka, księgi która pozwala Afroamerykanom  unikać niebezpiecznych ( czytaj: rasistowskich) sytuacji w podróży. Czy współczesny obywatel świata potrafi sobie wyobrazić sytuację, że zboczenie z drogi dostępnej dla kolorowych obywateli USA groziło aresztem, a często wcześniej pobiciem?!

Istnienie Green Booka przestało być zasadne dopiero w 1964 roku, gdy   prezydent Lyndon Johnson (po 100 latach zniesienia niewolnictwa!) podpisał ustawę o prawach obywatelskich zabraniającą segregacji rasowej i zakazującej dyskryminacji w miejscu pracy. Ostatnia edycja Green Booka ukazała się w 1966 roku.

W filmie „Green Book” spotkali się dwaj wytrawni aktorzy. W rolę dr Shirleya wcielił się Mahershala Ali,  jako Tony wystąpił Viggo Mortensen. Film rozpoczął marsz po Oscary, zdobywając już  trzy Złote Globy – w kategorii najlepszy film, najlepszy scenariusz i najlepszy aktor drugoplanowy. Obydwaj aktorzy są  nominowani do Oscara w kategorii Najlepszy Aktor Pierwszoplanowy ( Viggo Mortensen) i Najlepszy Aktor Drugoplanowy (Mahershala Ali). Czy zdobędą upragnione statuetki, przekonamy się 24 lutego. Film ten warto obejrzeć choćby ze względu na obydwu panów.
Przypomnijmy: Viggo Mortensen nazywany jest aktorem renesansowym, bo zna 8 (!) języków, jest też malarzem, fotografem, muzykiem i pisarzem (opublikował  albumy fotograficzne i fonograficzne oraz kilka tomików poezji  po angielsku i hiszpańsku). Za pieniądze zarobione przy pracy we „Władcy pierścieni” założył wydawnictwo Perceval Press ( przy okazji  - Persiwal to ten rycerz, który poszukiwał świętego Graala). Za chwilę do długiej listy swoich zawodów Viggo dopisze jeszcze jedną profesję. Aktor kręci w Kanadzie swój debiut reżyserski „The Falling”.  

Viggo to dziecko Amerykanki i Duńczyka. Od najmłodszych lat wędrował z rodzicami po świecie ( i nasiąkał językami jak gąbka). Wychowywał się w Wenezueli, Danii, Argentynie, po rozwodzie rodziców zamieszkał z matką w Nowym Jorku. Jako aktor zadebiutował u Petera Weira w „Świadku”, 1985 r. Grał sporo, ale były to role pomniejsze. Przełom przyszedł z rolą Króla we „Władcy pierścieni”. Za rolę w „Green Booku” dostał nominację do Oscara. Po raz trzeci, wcześniej były za rolę we „Wschodnich obietnicach” Davida Cronenberga i za rolę w filmie „Captain Fantastic”.
Viggo Mortensen niewiele ma z gwiazdy. Prowadzi zwyczajne życie z dala od świateł rampy i czerwonych dywanów. Jego żoną jest hiszpańska aktorka, Ariadna Gil, para mieszka w Madrycie.

Pytany o rolę Tony’ego „Wargi” Vallelongi powiedział: „Ludzie nie dogaduję się ze sobą, bo się siebie boją. Boją się siebie, bo się nie znają. A nie znają się, bo się nigdy ze sobą nie komunikowali. O tym jest „Green Book”. O to samo powinno chodzić w kinie. O porozumienie. To historia o tym, że najlepszym lekarstwem na ignorancję jest bezpośrednie doświadczenie”.  

A teraz Mahershala Ali – świetny aktor drugiego planu, który może pochwalić się ważnymi nagrodami. Został uhonorowany nagrodą Emmy za role Remy’ego Dantona w kultowym serialu „House of Cards”. Ma Oscara za drugoplanowa rolę w filmie Barry’ego Jenkinsa „Moonlight”. Teraz możemy go oglądać  w trzecim sezonie serialu HBO „Detektyw”. Reżyser „Green Booka” Peter Farrelly twierdzi, że zaproponował Mahershalowi Ali’emu rolę, po tym jak zobaczył jego grę w „Moonlight”. – Bardzo mi na nim zależało. Pojechałem do niego, zaczęliśmy rozmawiać i stał się cud: Mahershala się zgodził. To człowiek, który jest milszy niż dalajlama – wyznał reżyser.

A sam aktor tak tłumaczył swoją decyzję udziału w filmie: „ Don Shirley zaintrygował mnie. Skomplikowany, barwny charakter. Widzowie od razu wyczują, że on nie pasuje do żadnego ze światów. Shirley był świetnie wykształcony, oczytany, znał języki obce, studiował w ZSRR i Anglii. Jako Afroamerykanin budził zdumienie, bo nie grał muzyki popularnej tylko klasyczną”. Aktor bardzo zaangażował się w budowanie tej postaci. By dobrze wypaść w scenach koncertów  m.in. pobierał lekcje gry na fortepianie u Krisa Bowersa, jednego z najlepszych młodych pianistów i jednocześnie autora muzyki do filmu.

Jedno jest pewne – ten film to wspaniała przygoda kinowa. Nie przegapcie go!