Krzysztof Dzikowski „Dzień jeden w roku”

Ta piosenka bardziej jest znana tak jak brzmi jej pierwszy wers: „Jest taki dzień”. Nie jestem mocny w datach, ale powstała  listopadzie, a może był to już początek grudnia?, w 1976 roku. Chłopcy z Czerwonych Gitar pracowali wtedy nad nową płytą. Świąteczną. Melodię jaka chodziła mu po głowie  zagrał mi Seweryn Krajewski. Chciał, by to była piosenka świąteczna, opowieść o tym jak wygląda wigilijny dzień w przeciętnej polskiej rodzinie. To były czasy PRL-u więc z oczywistych względów cenzuralnych nie mogłem używać  takich słów jak: Bóg, Boże Narodzenie, Wigilia. Skoro nie mogłem ich użyć, po prostu wyobraziłem sobie ten dzień. Pisząc tekst cały czas czułem zapach choinki,  wigilia zawsze kojarzyła mi się -  i kojarzy - z  podniosłym nastrojem i życzeniami. To chyba jedyny dzień w roku, gdy składamy sobie wszyscy wszystkim życzenia. Stąd w refrenie pojawiła się fraza „Niebo  ziemi, niebu ziemia”, „dzień bardzo ciepły, choć grudniowy”, „zwykły dzień, który liczy się od zmroku”, „noc igliwia zapach niesie”.  Praca nad tekstem to było szybkie działanie. W kilka dni piosenka była gotowa. Pamiętam, że gdy ją usłyszałem po raz pierwszy, nagraną przez Czerwone Gitary, pomyślałem – wyszedł nam fajny świąteczny kawałek. Trafiliśmy! Ale że zrobi się z niej przebój wszech czasów  – tak nawet przez chwilę nie pomyślałem. Piosenka ma ponad 40 lat. Weszła do repertuaru wielu artystów. Ale dla mniej najlepszymi jej wykonawcami są Czerwone Gitary. I wie Pani  jest coś co od lat mnie bawi – ludzie najczęściej znają wykonanie „Czerwonych Gitar”, ale rzadko łączą ten tekst ze mną. Przyznam się jeszcze do czegoś – gdy w Polsce zmieniał się ustrój wiele film zwracało się do mnie i do Seweryna z pytaniem o zgodę na wykorzystanie piosenki do celów reklamowych. Wiele lat temu wspólnie podjęliśmy decyzję, że ta piosenka jest święta, jest dla ludzi, nigdy jej nie skomercjalizujemy.

Krzysztof Jaślar  „Przekażmy sobie znak pokoju”

To była jesień, późny listopad 1985 roku. Doskonale to pamiętam, bo leżałem w szpitalu na ul. Lindleya w Warszawie, uziemiony po nieudanej operacji stawu biodrowego. Tam przyjechał do mnie Zbyszek Górny, kompozytor i dyrygent z Poznania z zamówieniem na kolędę. Zbyszek miał poprowadzić świąteczny „Wieczór kolęd” z najznakomitszymi artystami tamtych czasów i orkiestrą PRiTV w Poznaniu. Koncert miał był nagrany w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i wyemitowany podczas świąt Bożego Narodzenia. Moja kolęda miało być zaśpiewana na finał. Cóż było robić, wspomagając się na kulach doczłapałem do przyszpitalnego kiosku Ruch, nabyłem 16-kartkowy zeszyt w kratkę – kto jeszcze pamięta te niebieskie zeszyty z tabliczką mnożenia na tylnej okładce? - I napisałem. Zbyszek zabrał tekst i powiózł do Poznania. Tam coś mu się nie zgadzała fraza z melodią i o pomoc w opracowaniu tekstu poprosił nieżyjącego już poetę Jana Kazimierza Łojana. W finale kolędę zaśpiewali: Halinka Frąckowiak, Hania Banaszak, Edyta Geppert, Zbyszek Wodecki, Andrzej Zaucha i zespół Vox jeszcze z Rysiem Rynkowskim i Andrzejem Koziołem. A widzowie, obecni w auli podczas nagrania, zaczęli spontanicznie wymieniać uściski dłoni: „choć tyle żalu w nas i gniew uśpiony trwa, przekażmy sobie znak pokoju, przekażmy sobie znak”.