Jako nastolatka byłam zagorzałą harcerką. Nie ominęłam chyba ani jednej zbiórki, rajdu czy biwaku. Co roku z utęsknieniem czekałam na obóz letni – cztery tygodnie w lesie przy wtórze oznajmiających zbiórki trąbek, drapania niezbędnikami o dno menażek, śpiewu i gitar przy wieczornym ognisku oraz wszechobecnego śmiechu. Najbardziej jednak lubiłam urwać się niepostrzeżenie na spacer po lesie albo po prostu poleżeć w trawie i gapiąc się na kołyszące się lekko wierzchołki drzew, poczuć las całą sobą. Nie wiedziałam wtedy, że uprawiam shinrin-yoku – japońską praktykę, zwaną też kąpielą leśną. Nie wymaga ona trąbki, gitary ani nawet stroju kąpielowego. Shinrin-yoku to łączenie się z naturą za pomocą wszystkich pięciu zmysłów. Już samo wejście do lasu, niezależnie od pory dnia i roku, dostarcza niesamowitych wizualnych wrażeń. (I nie mam tu na myśli widoku podrzuconych gdzieniegdzie gór śmieci). Natomiast dwugodzinna kąpiel leśna – jak twierdzi dr Qing Li z Nippon Medical School, który badania nad psychicznymi i zdrowotnymi skutkami przebywania w lesie prowadzi już od lat 80. – ma wiele zalet. Na przykład obniża ciśnienie krwi i poziom cukru, zmniejsza produkcję kortyzolu (hormonu stresu) i adrenaliny, dodaje energii, poprawia koncentrację, pamięć oraz łagodzi stany depresyjne i wydłuża sen. Na dokładkę jeszcze wspomaga układ odpornościowy i zwiększa aktywność białek przeciwnowotworowych.

Skąd bierze się to magiczne działanie? Aby chronić się przed bakteriami, pierwotniakami, grzybami i owadami, drzewa wydzielają olejki eteryczne zwane fitoncydami (w Polsce najwięcej produkują ich drzewa iglaste i buki). Wdychane przez nas działają, w uproszczeniu mówiąc, jak szczepionka o działaniu antybakteryjnym, grzybobójczym. Dr Qing Li w książce Shinrin-yoku. Sztuka i teoria leśnych kąpieli opisuje badania, w których zaobserwował, że już po dwóch godzinach takiej leśnej aromaterapii u „kąpiących się” nastąpił znaczny wzrost produkcji nastrojonych bojowo komórek NK (od ang. natural killers – naturalni zabójcy). To właśnie one, jako jedne z pierwszych, przystępują do walki z patogenami, czyli czynnikami chorobotwórczymi, próbującymi wedrzeć się do naszego organizmu. Co ciekawe, Dr Li stwierdził, że wystarczy spędzić w lesie trzy dni, by podwyższony poziom komórek NK utrzymywał się w organizmie przez kolejny miesiąc. Przedłużony leśny weekend raz w miesiącu to niewielka cena za prywatną armię do walki z podłymi infekcjami, prawda?

Kąpiele leśne są bardzo mocno osadzone w kulturze japońskiej. Wiele tamtejszych firm wręcz wymaga od pracowników, aby regularnie praktykowali shinrin-yoku. Każdy japoński szef wie, że pracownik, który regularnie bywa w lesie, to dobry pracownik. Bo wraca do biura skoncentrowany, produktywny i szczęśliwy.

Brzmi zachęcająco? Jeśli chcesz wypróbować działanie kąpieli leśnych na sobie, zostaw w domu rower i mapy. O telefonie też zapomnij. Nie będziesz ich potrzebowała, bo twoim zadaniem będzie spacerowanie bez celu wolnym krokiem. Tak jak w tańcu pozwalasz się prowadzić mężczyźnie, tak w lesie pozwól się prowadzić swojemu ciału. W shinrin-yoku chodzi o zwolnienie tempa, ćwiczenie uważności oraz bycie tu i teraz. To czas na głębokie wdechy, całkowity relaks i chłonięcie natury każdym zmysłem.

Dziś, kiedy jestem w lesie, lubię stosować technikę ugruntowania podpatrzoną u Faith Douglas, która praktykuje i organizuje kąpiele leśne w Wielkiej Brytanii. Mój umysł lubi uciekać do przeszłych wydarzeń i analizować to, co się zdarzyło i jak powinnam zareagować. Zdjęcie butów i skarpetek dosłownie i w przenośni sprowadza mnie na ziemię. Czuję z nią łączność, a też jestem bardziej świadoma tego, co się dzieje tu i teraz. Gdy dotykam ziemi, mam poczucie, jakbym ładowała baterie. A moje stopy czują się jak po seansie refleksologii. Leśne kąpiele mogą koić umysł i ciało o każdej porze roku, ale gdy zatapiasz się w nim jesienią, dostajesz w bonusie niezwykłe bogactwo kolorów, świeże, rześkie powietrze i szelest liści pod stopami. I niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na zdjęcie butów, czy wolisz w nich pozostać, teraz właśnie jest idealny moment, by zawinąć się w swój ulubiony szal i udać do lasu na uzdrawiający seans.

Jak zażywać kąpieli leśnych

1. Przygotuj się: (dosłownie) strząśnij z siebie swoje problemy. Kiedy zwierzęta, które były trzymane w niewoli, zostają wypuszczone na wolność, pierwsze, co robią, to otrząsają się – tak, jakby chciały zrzucić z siebie cały świat. Weź z nich przykład: zanim zanurzysz się w lesie, przez chwilę energicznie potrząsaj rękami, nogami i całym ciałem. Potem wyłącz wewnętrzny monolog. Gotowa ruszyć dalej?

2. Słuchaj: przyłóż dłonie za uszami i spróbuj wsłuchać się w dźwięki natury. Możesz też zamknąć oczy. Zwróć uwagę na szelest jesiennych liści i dźwięk gałązek pękających pod stopami. Szybko przekonasz się, że im bardziej koncentrujesz się na słuchaniu, tym więcej słyszysz.

3. Zaangażuj inne zmysły: wybierz sobie drzewo i poświęć chwilę czasu, aby dokładnie je poznać. Zbadaj dłońmi jego korę, głęboko wdychaj zapach. Podziwiaj odcienie złota i czerwieni na liściach. Jeśli masz ochotę, możesz stworzyć kolaż, wykorzystując leżące na ziemi kawałki drewna i liście.

4. Dostrój się do pogody: Zatrzymaj się w danej chwili, słuchając dźwięku wiatru targającego liście, czując uderzenia kropli deszczu na skórze czy obserwując, jak światło słoneczne igra między gałęziami.

Źródło: Faith Douglas – praktyk i organizatorka kąpieli leśnych (shinrinyoku.co.uk).

Materiał pochodzi z magazynu „To Twój Moment”