Nuda to niemiły stan. Zetknął się z nią każdy. Kiedy nie mamy nic ciekawego do zrobienia, nic się nie dzieje, nie czujemy się dobrze. Męczymy się. Dziecko - podobnie. Gdy się nudzi, to znaczy, że to, co wokół niego - stare zabawki, ten sam od lat pokój, znajome kolory ścian - przestało go interesować. Co robić? Nie musimy od razu kupować zestawu Lego czy malować na ścianach kolorowych wzorów. Wystarczy to, co otacza dziecko, wykorzystać w nowy sposób. Pokazać mu, że można się świetnie bawić, nawet starymi miśkami i w znanym od lat pokoju.

Skąd się to bierze

Nudzące się dziecko, nie do końca rozumie, co się z nim dzieje i nie potrafi temu zaradzić. Brak nowych doznań powoduje ten niemiły stan, w którym się właśnie znalazło. Nie potrafi samo zorganizować sobie czasu. Nic dziwnego, dzięki mamie niemowlę ma wypełnioną każdą minutkę życia. Jest regularnie karmione, przewijane, kąpane przeważnie w taki sam sposób. Dzięki temu czuje się bezpiecznie. Ale wystarczy, że zostawimy je na chwilę bez opieki, przestaniemy mu poświęcać uwagę, położymy na dłużej w tej samej pozycji, a już zaczyna się wiercić w łóżeczku i popłakiwać, jakby chciało zawołać: "Mamo, jestem tutaj!".

Nawet kilkulatek, kiedy rodzice są zajęci, nie wie, co ma ze sobą zrobić i zaczyna się nudzić. Trudno wymagać od niego, by sam zaplanował sobie popołudnie. Dopiero uczy się, co zrobić z czasem i jak spożytkować własną energię. I choć dzieci z natury dosyć szybko "przerzucają się" z jednej aktywności na drugą, są maluchy, które nieustannie potrzebują nowych wrażeń. Mają po prostu bardziej żywiołowy temperament. Także jako dorośli będą szukali silnych emocji. To oni będą trenować sporty ekstremalne, zostaną alpinistami lub nurkami. Ale zanim dorosną, rodzice muszą wykazać dużo cierpliwości i pomysłowości, by sprostać potrzebom nudzącego się malucha.

Kiedy dziecko zaczyna się skarżyć na nudę, trzeba coś z tym zrobić. Pozostawienie malucha samemu sobie nie jest dobrym wyjściem. Oczywiście, nie dajmy się terroryzować. Jeden pomruk niezadowolenia nie oznacza, że trzeba natychmiast rzucać wszystko w kąt i dostosować się do kaprysu kilkulatka. Ale, gdy uporczywie powtarza, że nie ma co robić, trzeba się nim zająć. Najlepiej po prostu się z nim pobawić. Wspólna zabawa przyniesie korzyści obu stronom: maluch lepiej się rozwija, rodzice umacniają więź z nim. Poza tym, kiedy poświęcamy dziecku czas i wymyślamy interesujące zajęcia, pokazujemy mu, jak uniknąć nudy. Oczywiście, musimy uruchomić własną pomysłowość. Zamienić np. koc w indiański wigwam, łyżki i garnki w perkusję, a misia w kapitana piratów.

Powrót do dzieciństwa

Jak obudzić w sobie malca? Musimy zejść do poziomu dziecka. Usiąść z maluchem na dywanie, przypomnieć sobie własne dzieciństwo, najciekawsze zabawy i pozwolić na odrobinę spontaniczności. Autorytet taty nie ucierpi, jeśli na godzinę zamieni się w dzikiego rumaka i da się ujeżdżać małemu kowbojowi.

Wszystkie dziecięce zabawy mają źródło w świecie dorosłych. Maluchy nie wpadłyby same na pomysł, by misiowi robić zastrzyki z herbaty lub zagnieść ciasto na dywanie! Widziały, jak takie czynności wykonywali rodzice.

Podobnie możemy nauczyć dziecko zabawy. Samo nie wymyśli, że lalka może być przedszkolakiem a stara rękawiczka, pacynką w teatrze. Takie zabawy świetnie rozwijają wyobraźnię dziecka. Jeśli pokażemy maluchowi, jak się bawić, wkrótce zaskoczy nas swoją fantazją.

Garnek - cudowna zabawka

Nowe zabawki rozwiązują problem nudy tylko na chwilę. Wydaje się, że maluch - otoczony kolorowymi klockami i lalkami - na pewno będzie się nimi dobrze bawił. Owszem, ale tylko wówczas, gdy odkryjemy przed nim, że przy pomocy samochodu czy lalki można wyczarować mnóstwo zabaw. Trzeba mu też podpowiedzieć, co może robić miś, jak pałeczkę od cymbałków zamienić w magiczną różdżkę. Nie przesadzajmy jednak z ilością kupowanych zabawek. Czasem warto część starych ukryć w piwnicy. Wyciągnięte po kilku miesiącach, będą dla dziecka jak nowe. Jeśli będziemy zasypywać malucha coraz nowszymi, bardziej barwnymi zabawkami, będzie nimi zainteresowany tylko przez moment. Zwróci na nie uwagę, ale po chwili się nimi znudzi i szybko trafią do kąta. A potem rodzice dziwią się, że dziecko "nudzi się, a przecież ma tyle pięknych, drogich zabawek wokół". Może więc lepiej kupować mu ich mniej, ale znaleźć czas na bawienie się nimi? Kilkulatki porzucają zabawki na rzecz przedmiotów z życia dorosłych. Nagle bardziej interesujące stają się dla nich garnki, wałek do ciasta, odkurzacz. Nie należy zabraniać im poznawania i korzystania z tych rzeczy. Przy okazji dobrze jest wdrażać malucha w codzienne obowiązki, nawet kosztem dłuższego sprzątania. Warto wręczyć mu ściereczkę do kurzu - niech wyciera stół czy blat w kuchni, razem z nami wrzuca do plastikowego pudełka rozsypany makaron albo układa czasopisma na podłodze. Dla nas są to zwykłe, nieco nużące czynności, ale dla malucha mogą być niezwykłymi zadaniami i okazją do świetnej zabawy. Dlatego chętnie im sprosta.

Aby uchronić dziecko przed nudą, nauczmy je jak przedłużać zabawę. W jaki sposób? Niech ubierze lalkę i położy do łóżeczka. Jeśli miś jadł właśnie podwieczorek, trzeba mu teraz umyć buzię i posadzić na półce. Zachęcajmy malucha, by posprzątał rozrzucone klocki i samochody.
Kojące nicnierobienie

Nuda nie musi być wcale zła, o ile jest słodkim leniuchowaniem. Dziecko po trudnym dla niego okresie (np., gdy zaczęło chodzić do przedszkola albo przeszło serię stresujących wizyt u lekarza), może potrzebować chwil nicnierobienia. Często, na kolanach mamy, chce się po prostu poprzytulać. Wówczas nuda działa relaksująco: maluch się rozluźnia. Nie ma sensu ponaglać go i wymyślać na siłę kolejną zabawę. Ono potrzebuje nudy, by odreagować stres i trudne emocje całego dnia. Pozwólmy mu na taką nudę.
Nie zostawiaj dziecka samemu sobie

Gdy reagujesz na "mamo, nuudzę się" zniecierpliwionym "idź się pobaw", "nie mam czasu", "nie przeszkadzaj", w główce dziecka tłucze się myśl: - Czy nikt się tu o mnie nie troszczy? Nie poświęci mi nawet chwilki czasu? Nie pobawi się ze mną? Maluch zaczyna biegać, hałasować, rozrabiać. Często rozkłada coś na części, ale nie z ciekawości, co kryje się w środku, tylko dlatego, że nie ma pomysłu, jak można się bawić tą zabawką. Nie wie, jak wykorzystać czas, gdy nie jest w przedszkolu, a mama nie powiedziała, co robić. Krzycząc i przeszkadzając, próbuje za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Wtedy nawet złość mamy staje się nagrodą: "Nareszcie ktoś mnie zauważył" - myśli dziecko.

Autor: Monika Bielkiewicz, Konsultacja Agnieszka Carrasco-Żylicz, psycholog.