Podchody

To chyba najpopularniejsza zabawa z dzieciństwa. W klasycznej wersji dzieci dzielą się na dwie grupy - uciekinierów oraz pościgową. Uciekinierzy mają odliczany czas, by mogli się oddalić odpowiednio daleko, zostawiając im rozmaite wskazówki. Trasę zaznaczali strzałkami rysowanymi kreda, a jak nie było kredy to jakimkolwiek kamieniem, którym dało się pisać po chodniku. Najpopularniejsze podpowiedzi to układane z gałęzi lub malowane kredą strzałki, ale można też zdecydować się na bardziej skomplikowane rebusy czy nawet łamigłówki. Po ustalonym czasie grupa pościgowa wyruszała na poszukiwanie uciekinierów, po drodze rozwiązując pozostawione na trasie zagadki i zadania. Takie podchody mogły trwać nawet kilka godzin a dzieci biegały po całym mieście, lasach i różnych zakamarkach. Oczywiście rodzice nie mieli pojęcia gdzie jesteśmy i czasem kończyło się to niezłą draką.

Kozioł, przeskakiwanki lub król skoków

Ta zabawa wymagała dużej ściany w bloku bez okien i piłki. Dzieci ustawiały się w rządku jedno za drugim, kolejno odbijały piłkę od ściany i musiały przeskoczyć ją okrakiem zanim „skozłuje” o ziemię. Rzucało się coraz wyżej i wyżej. A na końcu dozwolone było przelatywanie piłki tylko pod jedną nogą. Jeśli ktoś 'skusił" musiał stanąć pod ścianą. Gra trwała do momentu aż zostało jedno dziecko, które musiało ubić każdego, który stanął pod ścianą. Kiedy padał deszcz, przenosiliśmy się z grą do klatki - tam trzeba było niezłych wygibasów, żeby wykonać zadanie:) Będąc dzieckiem ta zabawa wydała mi się fantastyczna i potrafiliśmy odbijać piłkę od ściany wiele godzin. Teraz zastanawiam się, jak irytujące musiało to być dla mieszkańców posiadających mieszkanie z tą właśnie ścianą;) 

Gra w gumę

W gumę można było grać wszędzie: w szkole, przed blokiem, na korytarzu czy - podwórku. Pamiętam, że kiedyś mama zapytała mnie, czy nie widziałam gdzieś gumy do bielizny, którą kupiła spod lady. No widziałam, zrobiłam z niej gumę do skakania i byłam bardzo szczęśliwa, mama mniej;)

Do gry potrzebne były min. 3 osoby. Dwie stawały naprzeciwko siebie w odległości na jaką pozwalała długość gumy i oplatały sobie gumę na kostkach.  Trzecie dziecko musiało "wyskakać" na gumie ustalony wcześniej układ.  Po przejściu całego układu podnosiło się poprzeczkę, czyli guma była podciągana na kolana, potem na pas, pod pachy a nawet na szyję - ale to było raczej niewykonalne:) Kiedy uczestnik pomyli się, zamieniał się z osobą podtrzymującą gumę i teraz ta dziewczynka wyskakiwała swój układ. Teraz doceniam jak bardzo rozwijała nas fizycznie ta gra. Skakanie, podnoszenie nóg, obroty - niesamowite ile potrafiliśmy zrobić ćwiczeń podczas zabawy.

Gra w klasy

Czy ktoś z was nie grał w klasy? Chyba nie:) Wystarczyła kreda, kamyk, trochę asfaltu i wiedza:)  Kredą rysowało się na ziemi siedem kwadratów i jedno kółko na ich szczycie.

Do gry potrzebnych było co najmniej dwóch uczestników. Rozpoczyna ta osoba, która jako pierwsza trafiła kamykiem w pole pierwsze. Oczywiście rzucała stojąc tyłem do rysunku. Następnie na jednej nodze zaczynała skakać po wszystkich polach, a na podwójnym stawała w rozkroku. Podczas czynności nie można było przekroczyć linii, bo wówczas odpadało się z gry. Po pierwszej rundzie trzeba było trafić kamyczkiem w drugie pole, następnie w trzecie, czwarte itd.

My zmodyfikowaliśmy trochę tę grę. Rysowaliśmy pole 2x5 i w każdym polu pisało się rzeczy, które trzeba było wymieniać przy kolejnym rzucie. Czyli np. zwierzęta, miasta, imiona, kwiaty, kolory itd... Rzucaliśmy kamykiem kolejno na dane pole i trzeba było przeskoczyć na jednej nodze wszystkie pola wymieniając nazwy oznaczone w polu. Pole z kamykiem to był przystanek na podniesienie kamyka cały czas stojąc na jednej nodze.. jeśli ktoś się pomylił lub nie pamiętał tylu nazw, odpadał z kolejki. To było kolejne rewelacyjne ćwiczenie dla dzieci. Rozwijało zręczność w rzucaniu, skakanie na jednej nodze, utrzymywanie równowagi i dodatkowo poszerzało wiedzę. Niesamowite!

Zabawa w sklep

To była zabawa, w której ważniejsze były przygotowania niż samo sprzedawanie:) Trzeba było zgromadzić odpowiedni asortyment, czyli wszystko co było pod ręką, najczęściej warzywa i owoce. Czyli trawa to był szczypiorek, liście z drzew to sałata, była natka pietruszki i co tam jeszcze podpowiedziała nam wyobraźnia. Układało się to wszystko na ladzie, czyli na jakimś obitym murku. Teraz trzeba było zgromadzić pieniądze. Najlepsze były kawałki szkła po butelkach. Białe szkło - 1 zł, zielone - 2 zł, czerwone, najrzadsze - 5 zł. Skąd braliśmy szkło? Rozbijaliśmy potajemnie butelki wygrzebane ze śmietnika. Był hałas, była zabawa były "pieniądze":) W obecnych czasach – nierealne.

 

Kapsle

Kiedy dziewczynki grały w gumę, chłopcy z pasją grali w kapsle. Największą popularność ta gra miała w czasie Wyścigu Pokoju. Wcześniej zgromadzone kapsle były upiększane najczęściej we flagi krajów biorących udział w wyścigu. Mój brat na tę okoliczność wyciął flagi z końca Encyklopedii – reakcja rodziców - bezcenna. Kapsle, żeby lepiej trzymały się ziemi wypełniało się plasteliną lub woskiem i przyklejało flagi lub inne ozdoby. Teraz trzeba było narysować trasę wyścigu. Potrafiła się ona ciągnąć przez cały parking, podwórko, chodniki. Stawiało się przeszkody, górki, robiło zagłębienia np. gdy trasa przebiegała przez piaskownicę. Wyścigi to była zabawa pełna pasji, emocji i zręczności. Najwięcej techniki wymagały zakręty, tak by kapsel nie wypadł z trasy, a za zakrętem wylądował jak najdalej. Kiedy padał deszcz, zawody przenosiły się do domu a trasę wyznaczało się włóczką mamy:)

Szkatułka

Tę zabawę znają chyba wszystkie dziewczynki. W ziemi wykopywało się dołek i ozdabiało wszystkim co najpiękniejsze: zerwane na miejskich klombach kwiaty, złotka po cukierkach, koraliki i wszystko co udało się znaleźć. Następnie przykrywało się to cudo kawałkiem szyby i delikatnie przysypywało ziemią. Najwięcej emocji było drugiego dnia, gdy szłyśmy odszukać nasze szkatułki, to odsypywanie ziemi i sprawdzanie czy szkiełko nie pękło, czy wszystko jest. Cudownie wspomnienia. A skąd brałyśmy szkiełko? Ze śmietnika ze starych, wyrzuconych szyb. Jakoś nigdy nikt się nie skaleczył:)