Claudia.pl: Już przy pierwszej książce „Napisz do mnie” czytelniczki wspominały o momentach wzruszeń, które towarzyszyły lekturze. Pierwsze recenzje „Zaczekaj na mnie” świadczą  o tym, że znowu udało się Wam zbudować niesamowity klimat. Jak to się udaje, gdy dwie osoby pracują nad jedną książką?

Robert  Kornacki: Praca w duecie jest dla nas ciekawym wyzwaniem, bo nie mieliśmy wcześniej wspólnych doświadczeń na tym polu. Jest jednocześnie okazją do zmierzenia się w własnymi ułomnościami – ja jestem urodzonym leniuszkiem i gdyby nie nadzór mojej serdecznej koleżanki, z pewnością „proces twórczy” trwałby o wiele dłużej. Lidia z kolei lubi posiłkować się bardzo plastycznymi rejonami swojej wyobraźni – moim zadaniem jest trzymać tę część jej pisarskiego zacięcia na wodzy. Momenty wzruszeń, o które pytacie, nie są dla nas żadnym zaskoczeniem, ponieważ dokładnie to samo czuliśmy, pisząc kolejne rozdziały. Nam też zdarzało się uronić łzę, choć może o tym nie powinienem tu wspominać. Dla nas obie książki składają się na piękną historię prawdziwej miłości, więc trudno by brzmiały w nich jakieś fałszywe akordy – „Napisz do mnie” podyktowało samo życie, każde z wydarzeń tam opisanych miało miejsce naprawdę, wszystkie historie przydarzyły się nam lub naszym znajomym. Pisząc „Zaczekaj na mnie” bazowaliśmy już tylko na swojej wyobraźni, dlatego cieszymy się, że w opinii Czytelników ta książka trzyma poziom, a niektóre recenzje mówią nawet, że o tych emocjach opowiedzieliśmy jeszcze trafniej. To dla nas niezwykle ważne, kiedy spotykamy się z żywymi reakcjami odbiorców, nie tylko w postaci recenzji, ale i listów czy wpisów na Facebooku. Wracając jednak do pisania w duecie, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden niezbędny aspekt; obie strony muszą mieć do siebie zaufanie, muszą się lubić, musi być nić porozumienia, która nie pozwoli, by rozbuchane ego jednego czy drugiego podmiotu dało o sobie znać…

Robert Kornacki
Robert Kornacki, współautor książki „Zaczekaj na mnie”

Claudia.pl: Czy główni bohaterowie są podobni do Was? Czy zastanawiacie się czasem, jak byście postąpili w podobnej sytuacji?

Robert  Kornacki: Oczywiście, że tak! Nie tylko są podobni, ale w dużej mierze oparliśmy je na własnych cechach. To było nie do uniknięcia; ja całe swoje dorosłe życie przepracowałem w mediach, większość w radiu, głównie w Łodzi. Lidia od momentu kiedy osiadła na Mazurach (hmmm – to też nie przypadek, że właśnie tam umiejscowiliśmy część akcji), nie zajmuje się praktycznie niczym innym jak malowaniem na jedwabiu i ceramiką, a przecież potrafi jeszcze nieźle zaśpiewać, i jak się okazuje – napisać dobrą książkę. Było więc jasne, że szkielet tej opowieści stanowić będą dwie osoby, w których poukrywamy trochę własnych przeżyć, doświadczeń, obaw i oczekiwań. Udało się to ubrać w słowa na tyle zgrabnie, że powstała uniwersalna historia, z której każdy wyciągnie inne wnioski czy naukę dla siebie. Zresztą jesteśmy w wieku bohaterów tej opowieści, ja kilka dni przed premierą „Zaczekaj na mnie” skończyłem 45 lat. Jestem w wieku Kosmy i wiem, jakie refleksje przychodzą do głowy facetowi w takim momencie życia. Czemu więc o tym nie pisać?

Claudia.pl: A jak to jest z tworzeniem serii. Pomysły na kolejne tomy towarzyszą Wam od początku czy przychodzą z czasem?

Robert  Kornacki: Pogadamy o tym, kiedy stworzymy tych książek trochę więcej, OK? Chwilowo jesteśmy początkującymi autorami ciepło przyjętej opowieści, która – to prawda  – rozpisana jest na trzy tomy, ale trudno szukać w tym duecie literackiego doświadczenia, jeszcze na tym zębów nie zjedliśmy. Chcieliśmy opowiedzieć o tym, co się może wydarzyć każdemu z nas, jeśli tylko przestaniemy się bać, odważniej spojrzymy na życie i zawalczymy o swoje szczęście.  Okazało się, że czytelnicy potrzebują takich historii, a my zorientowaliśmy się dopiero po kilkuset stronach, że do jej finału nam jeszcze daleko. Zastosowaliśmy więc manewr, który logicznie zakończył pierwszy tom i spokojnie pisaliśmy tę historię dalej. Druga książka jest nieco inna; pierwsza może nie była wygłupem, bardziej próbą udowodnienia sobie, że potrafimy to robić. Druga jest o niebo dojrzalsza, tu już nic nie musieliśmy udowadniać, skupiliśmy się na emocjach i na tym, by nie przeładować fabuły niepotrzebnymi, rozpraszającymi elementami. W pewnym momencie zaczęliśmy też zastanawiać się, czy będziemy w stanie, bez uszczerbku na jakości, dać Czytelnikowi tom trzeci, czy po prostu kończymy już teraz i szukamy innego tematu. Ale okazało się, że te postaci są tak niepokorne, chcą żyć swoim życiem i domagają się ciągle naszej uwagi. Było więc jasne, że powstanie trzeci tom, który chyba będzie pożegnaniem z Matyldą i Kosmą. Chociaż…

Lidia Liszewska, współautorka książki „Zaczekaj na mnie”

Claudia.pl: W „Zaczekaj na mnie” mocno zaakcentowany jest motyw listu, zdarza się Wam jeszcze z kimś korespondować w ten sposób?

Robert  Kornacki: Ten motyw jest tu wykorzystany nieprzypadkowo. Są takie uczucia, emocje czy pragnienia, o których nie wypada wręcz pisać w e-mailu czy tak popularnych teraz esemesach. Mówisz je komuś prosto do ucha, a kiedy nie możesz, sięgasz po dobre pióro, zielony atrament i po prostu poświęcasz czas na to, by swoje myśli wykaligrafować jak najpiękniej. Bo piękna historia prawdziwej miłości nie może rozgrywać się w świecie wirtualnym, tu potrzebne są inne atrybuty, takie trochę już z innej epoki. Dlatego listy… Ale muszę Was chyba rozczarować – ja też nie piszę już tradycyjnych listów. Dlatego ta książka to wyraz nostalgii za latami, w których z drżącym sercem wyciągało się list ze skrzynki. Kto tego nie przeżył, nie wie, co stracił…