Powszechnie znana jest z tego, że podnosi odporność. Doceniamy też jej dobroczynny wpływ na skórę, dzięki temu, że  wspomaga produkcję kolagenu. Ale na tym nie koniec jej zasług dla zdrowia i urody. Kwas askorbinowy, czyli poczciwa witamina C, jest przede wszystkim sojusznikiem osób, które mają nadwagę. Pomaga się uporać z zapasami tłuszczu na udach, pośladkach, brzuchu – w miejscach newralgicznych, gdzie mamy z tym największy problem. Prowadzi z tłuszczem
walkę na całej linii i na trzy różne sposoby.

Po pierwsze: hamuje produkcję tłuszczu

Kwas askorbinowy za pośrednictwem krwi wędruje po całym organizmie. Jeśli jest go odpowiednio dużo, „wtrynia się” do komórek. Ubiega w tym glukozę – zajmuje dokładnie te same miejsca (receptory), co ona. Trochę to przypomina dziecięcą zabawę w komórki do wynajęcia: komórka zajęta, nie ma więc w niej już miejsca dla glukozy. Dzięki temu wątroba nie dostaje sygnału, żeby startować z produkcją zapasów tłuszczu, i nie tworzą się jego zapasy w postaci tkanki tłuszczowej.

Po drugie: kontroluje transport

Na kolejnym froncie walki z tłuszczem zawiera sojusz z żelazem, które dostarcza do komórek tlen. Jest on niezbędny do spalania tłuszczu. Poza tym, także z żelazem, zmusza organizm do produkcji karnityny. To aminokwas transportujący tłuszcz do mitochondriów – komórkowych elektrowni. O karnitynie pewnie słyszałaś: preparaty, które ją zawierają, są często polecane
przy diecie odchudzającej. Ale po co łykać tabletki, skoro dzięki witaminie C możemy sobie ją same wyprodukować?

Po trzecie: przyspiesza spalanie tłuszczu

Witamina C bierze udział we wszystkich procesach, w których spalany jest tłuszcz. Gdy w organizmie jest jej wystarczająco
dużo, na treningu spalisz ok. 30 proc. więcej tkanki tłuszczowej niż twoja koleżanka, która ćwiczy dokładnie tak samo, ale ma niedobory kwasu askorbinowego (tak jednoznacznie wynika z badań opublikowanych przez „Journal of the American College of Nutrition”).

Skąd brać witaminę C? Oczywiście z jedzenia!

Nie będzie z tym większego problemu, bo wiele warzyw i owoców to bogactwo witaminy C w doskonałej, najlepiej przyswajalnej postaci. Po co więc kupować pastylki? Rewelacyjnym źródłem są owoce i naturalne soki z nich wyciskane, np. czarna porzeczka (jedna mała porzeczka ma więcej witaminy C nić duża cytryna!), żurawina, aronia, dzika róża. Wśród warzyw rekordzistką jest papryka, zaraz po niej natka pietruszki, kapusta, jarmuż. Warto też pamiętać, że witamina C jest nietrwała. Nie służą jej: temperatura (ginie w 70°C), długi transport, niewłaściwe przechowywanie owoców i warzyw – z dostępem światła oraz tlenu.

Kuracja odchudzająca z witaminą C

Nasz organizm nie potrafi produkować ani magazynować kwasu askorbinowego. Musimy więc dostarczać go sobie regularnie.
Tym bardziej że jesteśmy z niego okradani. Złodzieje to stres, przepracowanie, brak snu. Domyślasz się, że ma to związek z przybieraniem na wadze. Żeby tego uniknąć, w czasie wysiłku czy stresu funduj sobie dodatkową porcję tej witaminy. Zależy ci, żeby poprawić sylwetkę i pozbyć się tłuszczu, zwłaszcza w okolicach brzucha? Zastąp jeden posiłek dziennie bombą z witaminy C w postaci płynnej (tak jest najszybciej przyswajana i najlepiej wykorzystywana). Może to być czerwony sok albo
zielony lub pomarańczowy koktajl (przepisy obok). Popijaj je też między posiłkami. Po 2–3 tygodniach ubędzie ci nawet 4–5 kg, stracisz kilka centymetrów w pasie. Wyraźnie poprawi się cera i kondycja włosów. Czy to nie wymarzony efekt na wiosnę?