Claudia: Czy dziś umiemy swobodnie rozmawiać o swoim ciele?

Diane Ducret: O tym intymnym nadal nie. Pochwa to wciąż temat tabu. Trochę się jej wstydzimy, ciągle mało o niej wiemy. To organ „schowany”, trzeba się postarać, żeby go poznać, obejrzeć, oswoić się z nim. Nigdy, w żadnych czasach nie było takiej tradycji, żeby przyglądać się pochwie – anatomicznie zbadano ją dopiero w XII wieku. Kojarzono ją raczej z miejscem wstydliwym, czymś złym. Samą łechtaczkę odkryto dopiero w XVI wieku. Wcześniej nie było sensu jej badać, skoro kobieta nie musiała mieć przyjemności z seksu. Dlatego przez lata wymyślano mity i legendy o pochwie, przez którą diabeł dostał się na ziemię, albo że to siedlisko niebezpiecznej kobiecej żądzy.

Claudia: Ale dlaczego same kobiety nie były jej ciekawe, nie chciały lepiej jej poznać?

Diane Ducret: Bo wówczas nie było takiej tradycji. Praktycznie aż do początków XVII wieku kobiety miały zakaz odbierania porodów. Zajmowali się tym wyłącznie mężczyźni! Podręczniki do anatomii były po łacinie, a niewiele kobiet znało ten język. Dlatego moment, w którym kobiety miały możliwość, żeby dowiedzieć się czegoś o swojej pochwie, przyszedł aż tak bardzo późno. Takiej tajemnicy jak pochwa nie kryje penis. Bo nie jest ukryty, nie trzeba aż tak głęboko zaglądać, żeby go zobaczyć. Pewnie dlatego nawet dziś kobietom łatwiej jest zaakceptować czy pokazać piersi, ponieważ one zawsze były odkryte, widoczne i – co też nie jest bez znaczenia – szybciej anatomicznie zbadane. Pamiętajmy również o tym, że przez wieki kobietom nie dawano prawa do osiągania przyjemności z seksu. Sama rozmowa o sypialnianych igraszkach była zakazana kobietom, bo kojarzyła się z wyuzdaniem. Jak więc miałyśmy poznać, polubić się z własną waginą? Nadal nie jest normą, aby młoda dziewczyna w lusterku obejrzała swoje intymne narządy. Wszystko zależy od tego, jak nas wychowywano, czy pozwalano na kontakt z własnym ciałem. Jeśli seksualność była w rodzinie tematem tabu, to dziś – nawet jeśli jesteś kobietą nowoczesną – możesz bardzo mało wiedzieć o swoim ciele.

Wagina
Shutterstock

Claudia: Niewiele kobiet mówi otwarcie o tym, że się masturbują, podczas gdy mężczyźni przyznają się do tego bez oporów.

Diane Ducret: To też ma swój początek w dalekiej historii. W mojej książce piszę o tym, że jeszcze w XVIII wieku wielkie francuskie umysły rozpowszechniały poważną teorię, że kobiecie, która się masturbuje, po pewnym czasie wyrośnie penis. Mężczyźni po prostu bali się o to, że gdy kobiety dobrze poznają swoje ciało, będą umiały dawać sobie rozkosz same i przestaną potrzebować mężczyzn.

Claudia: Kobiety wierzyły w te teorie?

Diane Ducret: Wiele z nich tak. Tworzono przecież poważne naukowe rozprawy na ten temat. Na skutek tych bredni jeszcze w XIX wieku w Europie usuwano – była to jedna z metod leczenia – łechtaczki, bo lekarze, badając kobiece podniecenie, doszli do wniosku, że seksualna ekscytacja to nic innego, jak objaw choroby zwanej histerią. Przeczytałam ponad sto dokumentacji medycznych, w których lekarze przypisują tej chorobie przyspieszony oddech, mrowienie w podbrzuszu, szybkie bicie serca i odgłosy rozkoszy po stymulowaniu łechtaczki. Dlatego często, gdy lekarz zdiagnozował u kobiety taką histerię, leczył ją operacyjnie, wycinając łechtaczkę, a czasem nawet jajniki. Przypominam, że nie mówimy o zamierzchłych czasach ani o Egipcie czy Arabii Saudyjskiej, tylko o Europie.

Claudia: Dziś wiele kobiet ma kompleksy na punkcie swojej waginy?

Diane Ducret: Tak, i to w każdej szerokości geograficznej. Dlaczego mamy takie kompleksy? Bo nie rozmawiamy o swoim intymnym ciele, nie wiemy, jak ma ono wyglądać. Ślepo poddajemy się trendom estetycznym, których nie rozumiemy. Wmawia się nam, że aby podobać się mężczyźnie, musimy mieć „waginę jak z filmu porno”. Wybielone i idealnie proporcjonalne wargi sromowe, ogolone i wyperfumowane łono. Jeśli tak nie wyglądasz, to zawsze możesz iść na depilację albo zrobić sobie operację plastyczną. I to jest obłęd! Bo zamiast się cieszyć, że jest ci dobrze w łóżku, jesteś spięta i stresujesz się, bo facet widzi to twoje niedoskonałe łono i ma z tym problem.

Yakayane ciao
Shutterstock

Claudia: To mężczyźni są temu winni?

Diane Ducret: Nie, po prostu przez wieki zacementowały się przekazywane z pokolenia na pokolenie wstyd, skrępowanie, jakaś kobieca niepewność związana z tym, jak wyglądają i działają jej narządy intymne. I dlatego to my same, w kręgach koleżeńskich, wywieramy na sobie presję, bo ciągle chcemy coś w sobie poprawiać. Nie mam nic przeciwko temu, aby ktoś się operował i upiększał. Chodzi mi o to, żeby nie lansować jednego estetycznego kanonu naszych części intymnych, bo to rodzi kompleksy nawet u tych kobiet, które myślały, że wszystko z nimi jest OK.

Claudia: Nie akceptujemy swoich narządów płciowych, bo wstydzimy się tego, jak wyglądają. Często też się zastanawiamy, czy dostarczają nam tyle przyjemności, ile powinny.

Diane Ducret: W Europie czy USA istnieje niemal przymus, aby mieć zawsze udany seks i nieskończoną ilość orgazmów. Kiedy rozmawiamy o seksie w kręgu koleżanek i któraś zapyta: „A jak u ciebie w tym temacie? Masz orgazmy?”, większość kobiet powie: „Pewnie, jest super”. Albo nic nie powie. Same tworzymy świat, w którym jesteśmy pełnowartościowe, dopóki mamy orgazmy i świetnie wyglądamy. Takie myślenie to najkrótsza droga do tzw. syndromu Marilyn Monroe. Marilyn bowiem nie mogła osiągnąć orgazmu. Przyznała, że najbardziej doskwiera jej nie jego brak, lecz świadomość, że będąc uznaną za symbol seksu, nie osiąga tego, co w nim najważniejsze. Przez to nazywała siebie „niepełną kobietą”. Monroe, jak wiele z nas, wpadła w pułapkę społecznego szantażu: nie masz orgazmu, a to się równa, że nie masz dobrego seksu, czyli nie jesteś stuprocentową kobietą. Absurd.

Claudia: Co więc radzisz kobietom?

Diane Ducret: Żeby przyjrzały się swojemu ciału, sprawdzały, co sprawia mu przyjemność. Nazywajmy swoją waginę. Wtedy będziemy mogły swobodnie o niej rozmawiać i komunikować partnerowi swoje potrzeby seksualne. I nie martwmy się, że nasze łono czy wargi sromowe wyglądają inaczej niż te na zdjęciach czy w filmach erotycznych. Gdy Ernsta Grafenberga (odkrywcy punktu „G”) pacjentka zapytała, czy wygląda normalnie, powiedział, że jeśli znajdzie „normalną” kobietę, to schowa ją do worka i będzie jeździł po świecie, pokazując jako jedyny egzemplarz. Zaakceptujmy to, że każda z nas jest inna.

Rozmawiała: Monika Sobień